ŚWIRSKI I ZIOBRO: DWÓCH PANÓW W PANCERNYCH SZALIKACH PRAWORZĄDNOŚCI

Warszawa

Usiądźcie wygodnie, drogie dzieci demokracji – opowiem wam bajkę. Choć właściwie to nie bajka, tylko thriller polityczny klasy Z z elementami groteski. W rolach głównych: Maciej Świrski, samozwańczy cesarz eteru, oraz Zbigniew Ziobro, człowiek tak pełen godności, że aż nie ma czasu jej używać. Obaj panowie mają coś wspólnego: nie znają słowa „wstyd”, ale za to „bezprawie” odmieniają przez wszystkie przypadki, o ile akurat ich dotyczy.

Maciej Świrski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a wcześniej m.in. rzecznik moralnego oburzenia, fundator Reduty Dobrego Imienia i ulubieniec PiS-owskiego przekazu dnia. To człowiek, który do wolnych mediów ma stosunek podobny do kota wobec kąpieli – unika, warczy i najchętniej by zadrapał. Jego wkład w system medialny to blokowanie 300 milionów złotych z abonamentu dla publicznych mediów i odmowa przyznania koncesji nadawcom prywatnym. Ot, misja: zbudować w Polsce cichą, jednorodną dźwiękową pustynię, gdzie tylko Telewizja Republika brzmi jak głos z nieba, a każde inne źródło informacji to zamach na państwo.

Sejm – ku zdziwieniu Świrskiego – postanowił jednak zakończyć ten kabaret i przegłosował wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu. Na co Świrski odpowiedział, że… nie uznaje decyzji Sejmu. Bo czemu nie? W jego świecie demokracja działa na zasadzie: jeśli głosowanie ci się nie podoba, to po prostu udawaj, że go nie było. Podobnie jak w Monopoly – kiedy przegrywasz, przewracasz planszę i krzyczysz „oszustwo!”.

Równolegle, niczym wilkołak przy pełni księżyca, zza kulis wyłania się Zbigniew Ziobro. Człowiek, który do polityki przyszedł z misją likwidacji niezależnych sądów, a został ministrem sprawiedliwości, żeby przetestować, jak bardzo można nagiąć system i jeszcze twierdzić, że wszystko jest zgodne z Konstytucją. Ziobro, od miesięcy ignorując wezwania komisji śledczej ds. Pegasusa, osiągnął już ósmy poziom uniku. Sejm w końcu powiedział: „dość”, i wyraził zgodę na jego przymusowe doprowadzenie. Ziobro odpowiedział, że i tak się nie stawi. Bo przecież w jego przekonaniu komisja działa nielegalnie. To bardzo wygodne – wystarczy ogłosić, że rzeczywistość jest nielegalna i po sprawie.

Tak oto dwaj wielcy mężowie państwa prawa – jeden blokujący media, drugi unikający sądu jak dziecko dentysty – zrobili z konstytucyjnych procedur żart, a z obywateli – statystów w politycznym cyrku. Ale nie zrażajcie się. Komedia trwa dalej.

Na dokładkę, jakby tej groteski było mało, Jarosław Kaczyński – król zza kotary, strateg z czasów VHS – wysunął dziś do Konfederacji ofertę: podpiszcie „Deklarację Polska”, chodźcie do koalicji, zrobimy sobie wspólne państwo narodowej zgody, ciepłej wody i nielegalnych podsłuchów. Na co Sławomir Mentzen, patron memów i excelowych budżetów domowych, odpowiedział jak rasowy licealista po obejrzeniu „House of Cards”: „To PiS potrzebuje Konfederacji, a nie Konfederacja PiS”. I obiecał, że w stosownym czasie to oni przedstawią swoje warunki. A Kaczyński – cóż, wyglądał, jakby właśnie odkrył, że internet to nie jego sojusznik.

I tak kończy się ten akt politycznego kabaretu: Świrski nie uznaje głosowań, Ziobro nie uznaje komisji, a Kaczyński nie uznaje faktu, że 2025 to nie 2015.

Morał? Nawet najgrubsze świnie polityczne, gdy skończy się koryto, nagle odkrywają, że są tylko tłuste.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights