
Lato 2025 to pora roku, która ma wszystko – upał, gradobicie, niż genueński, fronty burzowe i depresję egzystencjalną. W skrócie: tak, jakby ktoś włączył pogodę w trybie „random” i zapomniał wyłączyć irytację. Ale jak się okazuje, nie tylko niebo ma załamanie. Polska polityka – i nie tylko ona – też przeżywa swoje osobliwe turbulencje. A raczej – atakuje nas frontalnie jak źle zaparkowany skuter.
GŁOWA PAŃSTWA I JEJ KOŃCOWE PODRYGI
Andrzej Duda, znany fan narciarstwa, długopisów i kompromitacji, dobiega końca kadencji. Zostały mu niecałe trzy tygodnie w Pałacu – idealny czas, by się wyciszyć, napisać wspomnienia, może zasadzić drzewo. Ale nie! Pan prezydent zamiast cichutko zniknąć w stylu zen, postanowił wejść w tryb ostatecznego bossa z gry typu „symulator urażonego ego”.
Najpierw zasugerował, że ktoś powinien zawisnąć. Tak, zawisnąć. Nie metaforycznie. Dosłownie. Za zdradę. Wypowiedź tak bardzo nie w klimacie współczesnej Europy, że nawet średniowiecze poprosiło o wycofanie praw autorskich. Oczywiście, Duda twierdzi, że tylko cytował. Aha. I ja tylko cytuję, że prezydent wypada jak ktoś, kto pomylił Trybunał Konstytucyjny z planem zdjęciowym Gry o Tron.
Polacy? 58% powiedziało: „dziękujemy, starczy już tych spektakli, zamknijcie ten teatr.” Tylko ok. 30% uznało, że może i słowa ostre, ale jaki prezydent – taka subtelność. Reszta zamilkła ze strachu, że jak powie coś złego, to pan Andrzej sam zadzwoni.
Prezydent nie poprzestaje. Krzyczy na ambasadorów, zgrywa szeryfa, obiecuje, że „jeszcze wróci”. I rzeczywiście – wraca. W każdym żenującym memie.
GŁOWA ŚWIATA I JEJ CŁOWE WIDZI-MISIĘ
Po drugiej stronie oceanu Donald Trump – czyli ta sama emocjonalna fala, tylko o zasięgu międzynarodowym. Jego półrocze kadencji to festiwal megalomanii i dziwacznej ekonomii: podniósł cła, obraził połowę planety, a giełdy… rosną.
Oczywiście, każdy myślący człowiek zrozumie, że wzrost giełdy przy jednoczesnym nakładaniu ceł i rozkręcaniu deficytu to tak, jakby jeść hot doga na siłowni i wmawiać sobie, że to białko. Ale Trump wie lepiej. On walczy o „uczciwy handel”, co w jego wykonaniu znaczy: „dajcie nam wszystko, my wam wystawimy fakturę”.
Ekonomiści ostrzegają, że skutki przyjdą jesienią – jak kac po wakacjach. Ale Trump gra va banque, naciska Fed, żeby obniżył stopy, i śmieje się z globalizacji, jakby właśnie wymyślił coś lepszego od Internetu i makaronu. Dla niego świat to park rozrywki, a każdy inny przywódca to nadmuchiwany balon do przebicia.
DWÓCH PANÓW, DWA ŚWIATY, TEN SAM DRAMAT
Duda i Trump to dwie strony tego samego orła: jeden lokalny pajac z kompleksami, drugi światowy narcyz z kontem na Truth Social. Obaj przekonani, że wszystko im wolno, obaj gardzą instytucjami i obaj mają wyjątkowy talent do rozbijania porcelany, zanim kelner zdąży wyjąć ją z kartonu.
Różnica? Trump ma wpływ na świat. Duda ma wpływ na to, jak bardzo zażenowani będą mieszkańcy Żoliborza po przeczytaniu jego wypowiedzi.
I CO TERAZ?
Możemy tylko siedzieć, patrzeć i modlić się do bogów rozumu, że niedługo nadejdzie moment, gdy politycy przestaną udawać głębokie myśli i zaczną po prostu mówić mniej. Bo jak lato 2025 pokazało – największym zagrożeniem dla stabilności nie są huragany, ani niże, ani nawet Rosja. Największym zagrożeniem jest polityk z mikrofonem i syndromem mesjasza.
Więc tak, drodzy czytelnicy: jeśli w lipcu poczuliście, że was coś przytłacza – to nie duchota. To ciężar absurdu, który z Krakowskiego Przedmieścia i Białego Domu spływa na nas jak smog z obietnic wyborczych.
Na zakończenie:
Polityka jest jak pogoda. Nie możesz jej zmienić, ale możesz przynajmniej wybrać, czy pójdziesz w kaloszach, czy w sandałach. I zdecydowanie – lepiej nie słuchać, jak prezydent próbuje grać w boga. Bo jak historia uczy: za każdym razem, gdy polityk krzyczy „wrócę!”, publiczność powinna po prostu wyjść z sali.
Tylko pamiętajcie zamknąć drzwi. Bo przeciąg może przywiać kolejnego.

Dodaj komentarz