




W kraju, gdzie sejmowe komisje przypominają telenowelę o złych wujkach z teczką, a polityczne awantury to jedyny gatunek rozrywkowy o stałej ramówce, nawet przypis w Dzienniku Ustaw urasta do rangi zamachu stanu.
Nie, to nie żart. To Polska w lipcu 2025 roku. Zamiast sezonu ogórkowego mamy sezon podejrzeń, donosów, zawiadomień i rodzinnych awansów. W tle: Karol Nawrocki szykuje się do przeprowadzki do Pałacu, Zbigniew Ziobro pisze pisma z zaświatów, a rząd – ku oburzeniu opozycji – korzysta z prawa i logiki. To już nie felieton. To raport z frontu, na którym papier ma większą siłę rażenia niż haubica.
PRZYPIS, KTÓRY ROZPĘTAŁ BURZĘ
Wszystko zaczęło się 1 lipca. Sąd Najwyższy – a konkretnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych – uznał ważność wyborów prezydenckich, w których wygrał Karol Nawrocki. Problem w tym, że ta izba od lat nie jest traktowana poważnie – ani przez ekspertów, ani przez europejskie trybunały. Rząd Tuska postanowił więc opublikować wyrok w Dzienniku Ustaw z dopiskiem: że skład sądu nie spełnia standardów niezależności, według TSUE i ETPCz.
I wtedy PiS eksplodował. Premier Tusk, według nich, dokonał fałszerstwa. Zmienił dokument. Sfałszował porządek konstytucyjny. Złamał prawo. Dokonał zamachu na świętą niezależność sądu – oczywiście tego samego sądu, który sam PiS zbudował z politycznych klocków, jak z Lego dla dorosłych, tylko bez instrukcji.
Do prokuratury trafiło zawiadomienie. Autorem? Sam Zbigniew Ziobro – były minister sprawiedliwości i nieformalny patron chaosu prawnego ostatnich lat. Nikt go nie widział od miesięcy, ale teraz wrócił, by walczyć z dopiskiem. I to z pełną powagą. Przypis, proszę państwa. Przypis. Jego największy wróg od czasu Konstytucji.
MANOWSKA WZYWA NA RATUNEK
Do chóru oburzonych dołączyła Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego. Ogłosiła, że przypis to bezprawna ingerencja, sabotaż i zamach na niezależność. Nie przeszkadza jej to, że ta sama izba jest nieuznawana przez sądy europejskie. Ale dla PiS-u liczy się forma, nie treść. Nawet jeśli forma to fotokopia dokumentu z przypisem na marginesie.
Rząd z kolei zachowuje zimną krew. Rzecznik Adam Szłapka wyjaśnia, że przypis pochodzi z grudniowej uchwały Rady Ministrów. Nic nie zostało dopisane bez podstawy prawnej. Nikt niczego nie przerabiał. To komentarz, nie fałszerstwo. Ale w PiS-ie od miesięcy rzeczywistość przegrywa z narracją.
BODNAR, HOŁOWNIA I POLITYCZNA PARTIA SZACHÓW
W tle konfliktu: Adam Bodnar, minister sprawiedliwości, który podczas posiedzenia SN wnosił, by sprawę przekazać innej izbie. Bo obecna – wiadomo – nie spełnia standardów. Jego głos został zignorowany. Później Bodnar zarzucił Szymonowi Hołowni, że zbyt szybko uznał uchwałę o ważności wyborów. Hołownia odbija piłeczkę: wszystko było zgodnie z procedurą.
Efekt? Kolejna wojna podjazdowa w rządzie. Bo przecież jak jest sezon ogórkowy, to trzeba się kłócić o coś – choćby o to, kto pierwszy otworzył pocztę.
KAROL NAWROCKI – PREZYDENT Z BOMBĄ W PAKIECIE STARTOWYM
Nowo wybrany prezydent Karol Nawrocki jeszcze nie zaczął kadencji, a już musi rozbrajać polityczne ładunki. Rząd przesyła mu ustawę wiatrakową, w której upchnięto mrożenie cen energii, liberalizację budowy farm wiatrowych, skrócenie procedur planistycznych i parę innych smaczków. To prezent, który może wybuchnąć w rękach.
Jeśli Nawrocki podpisze ustawę – narazi się swoim wyborcom, bo wiatraki mają być stawiane 500 metrów od domów. Jeśli zawetuje – zostanie oskarżony o blokowanie obniżek cen prądu. Geniusz politycznej inżynierii. Pułapka z logo KO.
Tymczasem w Pałacu Prezydenckim słychać nieoficjalne głosy: „To pułapka”. I słusznie. Nawrocki już wie, że prezydentura w 2025 roku to nie funkcja. To minowe pole z wyciągniętą zawleczką.
NEPOTYZM W ARMII. JEDEN BRAT, DWÓCH SYNÓW I ZIĘĆ
Jeśli komuś było mało, to zapraszamy do wojska. Brat ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, dwaj synowie generała Bieńka i zięć prezydenta Dudy – wszyscy awansują. MON twierdzi, że to nie nepotyzm, tylko „zgodne z procedurą decyzje kadrowe”. Jak zawsze.
Przy obecnym tempie rodzinnych karier, Wojsko Polskie już niedługo będzie działać jak dynastia – z herbem, pierścieniem rodowym i szkoleniem w salonie.
A ZA GRANICĄ: TRUMP, XI, PUTIN I ZLOT
Na świecie też nie brakuje cudów. Donald Trump znów zmienia front w sprawie Putina. Najpierw straszy Rosję, potem daje jej 50 dni na zmianę polityki, a w tle – planowany jest wielki szczyt: USA–Rosja–Chiny. Na paradzie w Pekinie. Xi Jinping marzy o zdjęciu trzech panów razem, jakby to miała być broszura reklamowa nowego ładu światowego.
Trump niby wspiera Ukrainę, ale tylko do momentu, w którym nie psuje mu to sondaży. W Polsce politycy PiS znów się łudzą, że będą mieć „bliską relację” z Białym Domem. Jak zawsze – tylko na zdjęciach.
CPK, WIATR, KATASTER I INNE ATRAKCJE
Tymczasem CPK nie powstaje. Albo powstaje, ale bardzo powoli. Lotnisko – może w 2032. Może w 2035. O ile nie zapomnimy, gdzie miało być.
W międzyczasie rząd przymierza się do katastru – czyli podatku od trzeciego mieszkania. Minister finansów mówi: „Zróbmy jak Finowie”. Problem w tym, że Finowie mają mniej mieszkań na wynajem niż my kawalerek z PRL-u.
I NA KONIEC: CZY KTOŚ JESZCZE WIERZY W SEZON OGÓRKOWY?
Nie ma węża w Wiśle, nie ma UFO w lesie, nie ma kaktusów rekordowej wielkości. Wszystko, co mamy, to przepisy, przypisy, dopiski i nadpisy. Każdy dokument państwowy staje się polem bitwy. Każdy podpis to akt odwagi. A każda decyzja – powód do zawiadomienia do prokuratury.
Donald Tusk, jedyny przytomny w tym teatrze, obserwuje wszystko z dystansem. Jakby mówił: „Zostawcie mnie z tą adnotacją. Ja ją napisałem, bo chciałem, żebyście wiedzieli, że ktoś jeszcze w tym kraju wie, co znaczy prawo”.
Bo w Polsce 2025 prawo nie jest po to, żeby je stosować. Jest po to, żeby się o nie bić.
Najlepiej z dumnie uniesioną teczką, głośnym hasłem i absolutną nieznajomością orzecznictwa.

Dodaj komentarz