ZANIM KLIKNIESZ „LUBIĘ TO”, BĘDZIE PO DEMOKRACJI

Warszawa


czyli jak Donald Tusk próbuje porządkować kraj, który dawno zalogował się do świata bez zasad


W 2023 roku Donald Tusk wrócił do władzy z obietnicą „przywrócenia normalności”. Problem w tym, że Polska już wtedy nie była krajem, który chciał normalności. Chciała narracji. Chciała show. Chciała emocji. A Tusk – niestety – przyszedł z programem naprawczym, który wyglądał jak instrukcja do piecyka gazowego z lat 90.

Dziś, dwa lata później, rząd wygląda, jakby wciąż nie mógł się zdecydować, czy robi konferencję prasową, czy odwołuje się do TikToka. Koalicja 15 października przypomina nieformalną wspólnotę lokatorską, a nie ekipę rządzącą: wszyscy się kłócą, każdy ma własne zdanie, a jedyne, co ich łączy, to wspólna niechęć do Kaczyńskiego.

A przecież mieliśmy wrócić do „tego, co było”. Tyle że „to, co było”, zdążyło się zestarzeć, pokryć kurzem i przestało działać w świecie, w którym politykę robi się przez lajki, nie przez uchwały.


TUSK I NIEPRZYSTOSOWANI

Donald Tusk to wciąż jeden z najsprawniejszych politycznych graczy III RP. Ale jego największą wadą jest to, że gra w grę, której zasady uległy zmianie. Dziś nie wystarczy mieć racji. Trzeba jeszcze mieć feed, który to sprzedaje.

Tusk proponuje uporządkowanie instytucji i powrót do stabilizacji. I to wszystko byłoby piękne – gdybyśmy żyli w epoce, kiedy ludzie jeszcze czytali exposé. Tymczasem nawet najwierniejsi wyborcy Koalicji Obywatelskiej nie klikają w link, jeśli nie zawiera krzykliwego hasła i zdjęcia ministra z ręką w geście „stop”.

Premier próbuje trzymać fason. Problem w tym, że jego polityczny savoir-vivre wchodzi w zgrzyt z cyfrową demokracją, w której nie ma już prowadzących. Są tylko algorytmy.


PARTIA CYFROWA – CZYLI JAK PRAWICA WYGRAŁA INTERNET

Wielką, nieprzyznaną porażką obozu liberalno-demokratycznego było oddanie internetu walkowerem. Gdy lewica debatowała o klimacie na Zoomie, prawica odpaliła YouTube i zaczęła wrzucać filmy o zagrożeniu z Zachodu, migrantach, szczepionkach i „zdradzie elit”.

To nie jest partia w klasycznym rozumieniu. To coś, co nazwa się „partią cyfrową” – amorficzną, zdecentralizowaną, ale piekielnie skuteczną. Łączy antysystemowość, agresję i doskonałą znajomość mechaniki internetu.

To nie PiS. To ekosystem wokół PiS-u. Konfederacja, vlogerzy, memiarze, narodowe konta na X, TikTok, Facebook, z dźwiękiem syren i dramatycznymi podpisami. Nie mają spójnej agendy, ale wiedzą jedno: kogo nienawidzą. I to wystarczy, by działać razem.


PRAWICA MA HISTORIĘ. LIBERAŁOWIE MAJĄ NOSTALGIĘ

Centrum i lewica nie nadążają, bo wciąż próbują przekonywać ludzi, że „państwo prawa” to coś więcej niż hashtag. Tymczasem prawica już dawno zrozumiała, że opowieść musi być prosta, emocjonalna i binarna.

PiS opowiada o granicy, jakbyśmy mieli zostać napadnięci przez karawanę złoczyńców. W tle – patrole Bąkiewicza, czyli happening w stylu teatru ulicznego, tylko z większą liczbą patriotycznych wlepek i mniejszą liczbą mózgu.

Rząd Tuska próbuje reagować – strategią, komunikatami, policyjnym językiem o „odzyskiwaniu kontroli”. Ale grając na polu przeciwnika, zawsze jesteś o krok z tyłu. Kiedy oni tworzą widowisko, ty przytaczasz liczby. I dziwisz się, że nikt cię nie ogląda.


MIGRACJA – MIT, KTÓRY ZJADŁ FAKTY

Migracja jest faktem. Polska za rządów PiS stała się krajem imigracyjnym – to oni otworzyli granice dla pracowników z Azji i Bliskiego Wschodu. A mimo to udało im się wmówić, że to lewica, rząd i Tusk sprowadza „obcych”.

Dziś rząd Tuska próbuje uporządkować system. Uszczelnia granice, porządkuje wydawanie wiz, planuje centra integracji. Ale społeczeństwo nie słyszy porządku – słyszy strach. Bo prawica nauczyła się jednej rzeczy: nie musisz kontrolować rzeczywistości, wystarczy że kontrolujesz narrację.


HOŁOWNIA – CZYLI BYŁO BLISKO, ALE ZNOWU NIE

Szymon Hołownia to człowiek, który miał być „czymś nowym”, a okazał się świeżo odmalowanym ściennym zegarem z PRL-u. Zegar działa, ale nikt na niego nie patrzy. Spotkania z Kaczyńskim, zjazd w sondażach, nerwowe ruchy – wygląda to bardziej jak reality show o samotnym liderze niż realna polityka.

Partia 2050 balansuje między byciem junior partnerem PO, a trzecim kołem u wozu, który nie jedzie. A sam Hołownia wygląda, jakby zrozumiał, że w tej rozgrywce nie ma miejsca na ludzi bez armii internetowych trolli.


LEWICA – STRACONA SZANSA I DOBRE INTENCJE

Lewica jak zwykle ma rację. I jak zwykle nic z tego nie wynika. Próbuje być poważna w czasach, gdy powaga jest memem. Próbuje mówić o przyszłości, gdy ludzie chcą bajki o powrocie do przeszłości.

Brakuje jej cyfrowej odwagi. Bo żeby wygrać w XXI wieku, trzeba zrezygnować z części kontroli. Trzeba oddać pole oddolnym ruchom, pozwolić „dziwnym” grupom mówić własnym językiem. To bolesne dla ludzi przyzwyczajonych do partyjnego ładu, ale konieczne.


JEDYNA DROGA: PRZYZNAĆ SIĘ DO PORAŻKI

Jedyną szansą progresywnego obozu jest przyznanie się do porażki. Nie tej wyborczej, lecz narracyjnej. Prawica opanowała przestrzeń emocji, internetu, memów, paniki.

Obóz liberalny i lewicowy musi uznać, że przegrał wojnę o sposób mówienia. I dopiero wtedy zbudować coś nowego. Coś cyfrowego, emocjonalnego, inkluzywnego i zrozumiałego.

To nie oznacza zejścia na poziom teorii spiskowych. Oznacza wejście w rzeczywistość, w której wyborca nie czyta PDF-ów, tylko scrolluje.


ZAKOŃCZENIE, KTÓRE NIE MA MORAŁU, ALE MA OSTRZEŻENIE

Cyfrowa demokracja nie pyta, czy jesteś gotów. Ona po prostu działa. A jeśli nie umiesz w niej żyć, zostajesz tylko wspomnieniem – jak dawne programy Tuska, które były dobre, ale dziś są jak kasety VHS: nikogo to nie obchodzi.

Więc zanim klikniesz „lubię to” pod kolejnym wpisem o „zagrożeniu na granicy”, pomyśl: czy to jeszcze polityka, czy już tylko teatr? I kto tu naprawdę ma kontrolę – premier, prezydent, a może aplikacja z logo sowy?

Bo jeśli demokracja przegra z algorytmem, nikt nie będzie jej bronił. Za wyjątkiem Donalda Tuska. Ale wtedy będzie już za późno.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights