
W Bielejewie, gdzie świat się kończy, zanim dobrze zacznie, a najważniejszym wydarzeniem tygodnia jest dostawa świeżego chleba do sklepu Zosi, życie toczy się według własnych reguł. To nie jest wieś zapomniana przez Boga – co to, to nie. Tu po prostu Bóg zagląda czasem przez lornetkę i od razu odwraca głowę, jak tylko zobaczy Mietka w gaciach na ławeczce.
Miejsce, gdzie polityka jest jak pogoda – każdy o niej gada, ale nikt nie wie, skąd się bierze. Debaty odbywają się w miejscach uświęconych tradycją: na placyku pod sklepem, na przystanku PKS (choć autobus nie widział tej wsi od czasów, gdy Duda jeszcze udawał, że ma własne zdanie) i w starej stodole Janka, gdzie nawet myszy przestały pić, bo się bały, że też będą musiały wyrazić poglądy.
Tu się nie rozmawia, tu się komentuje. A każdy komentarz jest jak strzał z dubeltówki – czasem chybiony, ale huk robi.
„Kaczyński znowu wyszedł z grobu jak ten wampir z Piły” – krzyknął kiedyś Kazek i popluł przez zęby. „Tuskowi trzeba dać szansę. Jak nam nie pomoże, to przynajmniej ładnie gada” – dodał Stachu, który czyta tylko nagłówki z internetu i wszystko przelicza na flaszki trzepimózgów.
PiS to tu obelga. Kto powie coś dobrego o Kaczyńskim, ten ryzykuje, że mu kogut nasra do gumofilców. Hołownia? A ten to dopiero! „Zdrajca, celebryta z nabożeństw” – komentuje Zośka, co jeszcze pamięta, jak w PRL-u stała w kolejce po ocet i rozmawiała z sekretarzem o kiszeniu ogórków i kryzysie politycznym.
Kosiniak-Kamysz to tu rodzaj lokalnego kabaretu. Nikt nie wie, co on robi, ale śmieszny jest, jak koń w okularach. Lewica? „Oni by chcieli, żeby chłop z chłopem i baba z babą, a kto będzie krowy doił?” – pyta retorycznie Bolek, specjalista od samogonu i ironii.
Konfederacja? Oj, niech tylko Braun przyjedzie do Bielejewa. Dzieci by się po stodołach pochowały, a kobity pobiegłyby po różańce. „On jak mówi, to jakby diabeł betoniarką jeździł” – twierdzi Heniek, co kiedyś głosował na Kukiza, ale potem oddał kartę do głosowania kurze do wygrzebania.
Najwięcej emocji budzi Trzaskowski. „To był chłop! Przegrał, ale z klasą. Nie to co Nawrocki – ten to jak pleśń na ogórkach. Niby jest, ale wszyscy udają, że nie widzą.”
A Duda? „Ten to był, jest i będzie w dupie. Tak głęboko, że jakby mu rzucić linę, to i tak nie wyjdzie.”
W ostatnim czasie wieś żyje jeszcze jedną sprawą – ktoś, najprawdopodobniej jakiś wiejski sabotażysta z ambicjami, przyznał się, że głosował na Nawrockiego. Wieś wpadła w popłoch. Komitet Śledczy ds. Głupoty Wyborczej (złożony z Kazka, Zośki i trzech psów) już tropi podejrzanego. „Jak go znajdziemy, to albo kąpiel w gnojówce, albo miesiąc słuchania przemówień Pawłowicz” – mówi z powagą sołtys, który sam kiedyś pomylił kartę do głosowania z kuponem Totolotka.
Tymczasem gniew Bielejewa zwrócił się przeciwko Bielanowi. Jakiś idiota w internecie napisał, że Bielan pochodzi z Bielejewa. „Jak Boga kocham, nigdy go tu nie widzieliśmy! Ani na festynie, ani przy dojeniu!” – krzyczy Zośka. Wieś grozi blokadą drogi wojewódzkiej i – co gorsza – zawieszeniem picia piwa na trzy dni. „Niech zobaczą, że nie żartujemy!” – mówią zgodnie wszyscy, trzymając się kurczowo kufli.
Jeszcze większe zamieszanie wywołała sprawa emigrantów. Bielejewo planuje ekspedycję na granicę – nie żeby kogoś przeganiać, ale żeby przegonić tych, co chcą przeganiać. „My tu mamy truskawki do zebrania, a oni chcą ludzi wywalać. To kto nam pomoże? Pies Mietka?” – pyta zdesperowany Bolek, który sam przyjął pod dach dwóch Uzbeków i jednego Węgra, bo „fajnie się z nimi gra w karty i nie gadają głupot jak sąsiedzi”.
W Bielejewie mają też dość Trumpa („napompowany kogut z ADHD”), Putina („ten to jak wściekły dzik w szklarni – niby wie, co robi, ale wszystko rozwala”) i Netanjahu („jakby ktoś połączył handlarza używanych samochodów z dyrektorem piekła na pół etatu”).
Co ciekawe, w Bielejewie ogląda się tylko TVN24 i czyta wszystko, co ma choć ślad mądrości w tytule. „Onet, Gazeta, czasem nawet coś z OKO.press – ale tylko po flaszce, żeby lepiej weszło” – twierdzi Kazek. Kto zostanie przyłapany na słuchaniu Radia Maryja albo oglądaniu TV Trwam, może się spodziewać kąpieli w gnojówce, a przy recydywie – wygnania do Ostrowa albo co gorsza – do pracy w biurze poselskim Konfederacji.
Ksiądz, który czasem przyjeżdża na mszę, robi to szybko, bez zbędnych ozdobników. „Dzień dobry, amen, do widzenia” – i już go nie ma. Nawet nie próbował nawoływać do głosowania na PiS – ostatni raz, jak to zrobił, musiał uciekać rowerem, ścigany przez Zenkę z widłami.
A pomysły na przyszłość? Bielejewo planuje utworzyć własny sejmik obywatelski, w którym każdy ma głos – nawet kura Zośki. Każdy problem można rozwiązać: suszę – przez publiczne opłakiwanie plonów, inflację – przez wprowadzenie waluty w postaci flaszek, a głupotę – przez obowiązkowy test na rozumność. Z wynikiem negatywnym – gnojówka.
Bielejewo nie śpi. Bielejewo czuwa. I choć świat ich nie słucha, to może to i lepiej – bo gdyby słuchał, musiałby się zmienić. A na to to już nikt nie ma siły, nawet Kazek po trzech piwach.


Dodaj komentarz