


BALCZUN I DOMAŃSKI, CZYLI RZĄD NA GITARZE, KALKULATORZE I KIJU BASEBALLOWYM
Rekonstrukcja rządu Donalda Tuska była jak porządki w piwnicy po babci – niby wszyscy wiedzieli, że trzeba, ale nikt nie chciał być tym, kto pierwszy zajrzy do środka. A jak już zajrzał, to znalazł konserwy z PRL-u, zakurzone obietnice z kampanii i kilka trupów politycznych kariery. Na szczęście Donald, znany też jako Biczun ze Słupska, nie z takich bałaganów wychodził z przytupem.
No i zrobił: nowy układ, nowe twarze, stare problemy. Ale przynajmniej teraz to już nasze problemy, a nie Jarosława i jego klubu rekonstrukcyjnego IV RP.
BALCZUN – ROCK’N’ROLL NA AKTYWACH
Weźmy Wojciecha Balczuna – nowego ministra aktywów państwowych. To taki polityczny unicorn: gra w zespole rockowym, zarządzał PKP Cargo, miał przygodę z ukraińskimi kolejami, a teraz został ministrem. W normalnym kraju brzmiałoby to jak początek żartu. Ale u nas? To czysta codzienność. Premier mówi: „odpolitycznimy spółki”, a my wiemy, że znów się zacznie rotacja jak w pralce: swoje za swoich, tylko może trochę ładniejszych, trochę bardziej LinkedIn-ready.
Balczun zapowiada, że „skala misji go przerasta”. Aż się chce powiedzieć: witaj w klubie. Wszystkich nas to przerasta. Spółki Skarbu Państwa przypominają domek z kart zbudowany na kisielu – wystarczy dmuchnąć, a całość się przewraca, lądując prosto w czyimś partyjnym notesie. Teraz Balczun ma ten notes zamknąć. Powodzenia. Choć może jak zagra na gitarze parę riffów z AC/DC, to prezes PZU sam się spakuje.
DOMAŃSKI – FINANSOWY NINJA W CZASACH NISKICH DOCHODÓW
Andrzej Domański, dotychczasowy minister finansów, przejmuje teraz coś, co dumnie nazwano „superresortem” gospodarki i finansów. Brzmi pięknie, ale niech nikogo nie zwiedzie PR-owa świeżość – Domański ma teraz do ogarnięcia więcej, niż wynosi średni kredyt hipoteczny w Warszawie. A do tego zespół ekspertów, których wizje często przypominają naradę przy stole wigilijnym: niby rodzina, ale każdy swoje.
Nowy resort ma połączyć wszystko z wszystkim: podatki, inwestycje, mieszkalnictwo, budżet, strategie, gospodarkę, innowacje i przemyślaną politykę – czyli rzeczy, które od lat się nawzajem wykluczały. Ma być szybko, sprawnie, nowocześnie i jeszcze z serduszkiem WOŚP na końcu. Problem w tym, że polityka gospodarcza to nie TED Talk, a budżet nie zna litości.
Domański przypomina księgowego z misją – niby spokojny, ale w oczach błysk determinacji. Czy uda mu się połączyć rozwój, inwestycje, rozsądek i jeszcze nie wkurzyć PSL-u? Tego nie wie nikt. Ale jak mu się uda, to dostanie pomnik z arkusza Excela.
NOWE RESORTY, STARE CHOROBY
Tusk zapowiedział także utworzenie Ministerstwa Energii, co jest o tyle ciekawe, że na razie resort ten nie ma podstaw prawnych, zakresu kompetencji ani… sensownej struktury. To trochę jak założyć knajpę bez kucharza i prądu, ale z logo i fanpage’em. Na jego czele stanie Miłosz Motyka – polityk PSL, który musi udowodnić, że nie chodzi tylko o przejęcie wpływów nad Orlenem i Tauronem.
Bo przecież energetyka w Polsce to temat równie wrażliwy jak nerw trójdzielny u pacjenta po trzech espresso. Premier mówi, że państwo ma wpływać na ceny prądu, a ekonomiści patrzą z niepokojem: jak rząd zacznie grać giełdą jak gitarą Balczuna, to się skończy blackoutem i listami otwartymi.
A do tego wszystkiego wraca pytanie: kto podpisze ustawę o działach administracji, która to wszystko ma umożliwić?
Tak jest. Karol „Sutener Państwa” Nawrocki. Nowy prezydent, który już ogłosił, że jego celem będzie zniszczenie Tuska, rządu, sensu, logiki i Unii Europejskiej. Facet, który uważa historię za narzędzie polityczne, a konstytucję za irytujący dodatek do flagi. Nawrocki nie będzie hamulcowym jak Duda – on będzie buldożerem. I nie zawaha się go użyć.
PODSUMOWANIE Z PODKŁADEM MUZYCZNYM
Mamy więc nowy rząd. Z muzykiem, księgowym i kilkoma optymistami. Przed nimi góra wyzwań, rów polityczny i prezydent, który wchodzi na urząd z pałką kibola, a nie z piórem do podpisywania ustaw. Ale mamy też Żurka, Tuska i trochę przyzwoitości.
Czy to wystarczy?
Nie wiadomo. Ale przynajmniej teraz mamy ekipę, która umie grać – nie tylko na gitarze, ale też na nerwach PiS-owi.
A to już coś.

Dodaj komentarz