

Drodzy Czytelnicy,
usiądźcie wygodnie, bo dzisiejszy felieton będzie jak jazda rollercoasterem zaprojektowanym przez ekipę z Kancelarii Prezydenta: szybko, krzywo, bez logiki, a na końcu i tak wszyscy będą mieli mdłości.
NAWROCKI I RADA POKOJU, CZYLI JAK ZROBIĆ SOBIE WSTYD NA ARENIE MIĘDZYNARODOWEJ
Zacznijmy od tego, że Karol Nawrocki postanowił zmusić rząd do podjęcia decyzji o uczestnictwie Polski w Radzie Pokoju Trumpa. Rada Pokoju – brzmi poważnie, prawda? Tak jak „dieta cud” i „chwilówka bez odsetek”.
Ten twór Donalda Trumpa ma być nową międzynarodową platformą, która „pracuje nad pokojem”, a w praktyce gromadzi na jednej liście kraje, które nie widziały pokoju od trzydziestu lat, oraz liderów, którym trudno zaufać nawet przy składaniu mebli z Ikei. Tak, zaproszono tam również Putina i Łukaszenkę – bo nic tak nie buduje pokoju, jak obecność dwóch panów, którzy robią wszystko, żeby uniemożliwić go innym.
Nawrocki już zdążył na jedną imprezę tej rady pojechać – uczestniczył, uśmiechał się, kiwał głową, ale nic nie podpisał. Czyli jak zawsze: byłem, ale nie biorę odpowiedzialności. Wersja prezydencka „oglądałem mecz, ale nie wiem, jaki był wynik”.
Tusk powiedział tej inicjatywie wyraźne, głośne NIE. Stanowisko rządu było jasne: Polska nie będzie wasalem i nie wejdzie do organizacji bez sensu, zasad i realnej strategii. Tusk mówi „nie”, świat słyszy „nie”, rząd mówi „nie”… a Nawrocki: „nie słyszę, jadę dalej”.
BOGUCKI W TVN24 – CZYLI KLAUNADA Z CERTYFIKATEM
No a potem wchodzi on. Zbigniew Bogucki, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, który odwiedził „Fakty po Faktach”. I zrobił to, co zwykle: odpalił cyrk, na jaki go było stać.
Według Boguckiego rząd „nie może się zdecydować”, „zwleka”, „kluczy” i „nie daje jasnego sygnału”. To mniej więcej poziom retoryki człowieka, który zapomniał wyjść z bańki informacyjnej Kancelarii i dziwi się, że świat poza nią działa w oparciu o logiczne komunikaty.
Tusk mówi: „nie ma tematu”. Rząd mówi: „nie ma tematu”. Nawrocki robi aferę, której nie ma. A Bogucki w telewizji próbuje bronić tej piaskownicy.
To nie jest polityka. To kabaret.
A że Bogucki swoje – to w Kancelarii Prezydenta norma. Tam intelektualne akrobacje, bez siatki bezpieczeństwa, są najwyraźniej formą integracji pracowniczej.
PRZYDACZ I CENCKIEWICZ – MISTRZOWIE POLITYCZNEGO NIEDOPOWIEDZENIA
Do tej grupy doklejają się także Przydacz i Cenckiewicz, panowie, których wypowiedzi często przypominają notatki z zebrania, w którym uczestniczyli tylko ciałem.
Przydacz próbuje udawać, że rząd tak naprawdę nic nie powiedział i że decyzja nadal wisi w powietrzu. Jakby chciał, żeby rzeczywistość była miękka i podatna na masaż narracyjny.
Cenckiewicz zaś – człowiek, który potrafi znaleźć spisek w kubku po kawie – dorzuca swoje westchnienia o „zdradzie Zachodu”, „odważnej prezydenckiej polityce” i „nowej roli Polski”.
Gdyby ignorancja była walutą, Kancelaria Prezydenta spłaciłaby dług publiczny w jeden weekend.
BOMBA ATOMOWA NAWROCKIEGO
A teraz crème de la crème. Prezydent Nawrocki w Polsat News wypalił, że jest wielkim zwolennikiem, aby Polska posiadała broń jądrową.
Tak. Dobrze czytacie.
Atomowy Karolek chciałby, żebyśmy mieli własne głowice. Wizja jak z komiksu: prezydent na traktorze, a z przyczepy wystaje świeżutka rakieta.
Świat oczywiście nie przeszedł obok tego obojętnie:
- Ukraiński „Dzerkało Tyżnia”: Europa rozważa broń atomową, bo USA przestają być wiarygodne.
- Czeskie Echo24: Polska powinna zacząć pracę nad odstraszaniem nuklearnym.
- „Metro Moscow”: Polska chce bomby atomowej.
- POLITICO: Nawrocki lekceważąco odparł pytanie o reakcję Rosji.
Czyli podsumowując: świat patrzy, drapie się po głowie i mówi „ale o co temu prezydentowi chodzi?”.
Bo reakcja Moskwy – przypomnijmy – mogłaby być, delikatnie mówiąc, nieprzyjemna. A Nawrocki: „eeee tam, Rosja reaguje agresywnie na wszystko”.
To prawda, ale to nie znaczy, że trzeba ich podpuszczać jak nastolatek, który właśnie wrzuca petardę do śmietnika.
TUSK: „WARA OD MOICH WNUCZEK”
Najlepsze przyszło jednak później.
Nawrocki, nie wiadomo po co, wplótł w wywiad… wnuczki premiera. Powiedział, że Tusk może decydować o tym, gdzie latają jego dzieci i wnuki, ale nie będzie mówił prezydentowi, gdzie może lecieć. Tak jakby premier zabraniał mu wycieczki do Radomia.
Tusk odpowiedział jednym z najbardziej elegancko brutalnych komunikatów ostatnich miesięcy:
„Panie prezydencie, rozumiem strach, rozumiem nerwy, ale od moich wnuczek wara.”
Klasyk.
Krótko, mocno, celnie. Tak trafia się w samo ego rozmówcy.
To był moment, w którym w świadomości publicznej zapaliła się lampka: „ten prezydent naprawdę nie ma hamulców.”
ŚWIAT PATRZY. POLSKA SIĘ ZASTANAWIA. A PREZYDENT LECI W SWOJE.
Światowe reakcje są mieszanką zdziwienia, niepokoju i lekkiego politowania. Bo serio – w momencie, gdy Europa drży przed rosyjskim terroryzmem, prezydent jednego z krajów członkowskich UE zaczyna opowiadać, że chciałby mieć atomówkę.
To nie jest wizja. To jest brak odpowiedzialności.
I o ile można zrozumieć strach, o tyle nie można zaakceptować polityka, który reaguje na globalne zagrożenia jak człowiek grający w strategię komputerową, w której każde państwo ma trzy życia.
PUENTA JAK ZIMNY PRYSZNIC
Drodzy Czytelnicy, cała ta historia jest lekcją. Smutną, zabawną i niepokojącą jednocześnie.
Mamy prezydenta, który:
- chce wciągnąć Polskę do Rady Pokoju, w której uczestniczą dyktatorzy,
- marzy o posiadaniu bomby atomowej,
- lekceważy reakcję Rosji,
- kłóci się z premierem o to, „gdzie może lecieć”,
- wysyła do telewizji ministrów, którzy robią z siebie idiotów.
Jeśli to jest „nowa polityka prezydencka”, to ja poproszę starą. Tam przynajmniej było nudno.
A w polityce nudno znaczy bezpiecznie.
Drodzy Czytelnicy,
nie wiem, dokąd ta historia zmierza, ale jedno mogę wam obiecać: będę to dla was obserwował. Z ironią, dystansem i lekkim przerażeniem – czyli tak, jak przystało na czasy, w których prezydent kraju marzy o atomówce, a jego ministrowie demonstrują w telewizji poziom kompetencji godny teleturnieju „Familiada – wydanie dla początkujących”.
Dbajcie o siebie. Bo politycy o was zadbają, jak już wiemy – różnie.

Dodaj komentarz