PREMIER Z PRZYPADKU, PARTIA Z ROZPACZY, NARÓD Z LITOŚCI

Warszawa

Są takie chwile w życiu państwa, kiedy człowiek – nawet ten spokojny, rozsądny, liberalny z natury – siada z kawą, patrzy na wiadomości i mówi głośno do ekranu:

„Jarosławie, błagam, już wystarczy. To jest cyrk, a cyrki mają przynajmniej asfaltowany ring.”

Bo PiS – ta niegdysiejsza machina wyborcza, co wygrywała wybory z gracją buldożera taranującego żywopłot – dziś przypomina wózek sklepowy z jednym krzywym kółkiem. Jedzie niby do przodu, ale przy okazji demoluje pół alejki, przewraca ludzi i warczy przy każdym zakręcie.

A wózkiem kieruje Jarosław Kaczyński – Napoleon z Żoliborza, strateg wielkiego formatu, który znów wymyślił plan tak karkołomny, że nawet kabarety polityczne odmówiły cytowania, bo musiałyby płacić tantiemy prezydentowi Nawrockiemu.

W sobotę – uwaga, proszę zapiąć pasy – prezes ma ogłosić kandydata PiS na premiera.

Tak. Premiera. Poważnie.

Premiera, który przez półtora roku będzie pełnił funkcję: – maskotki, – winnego, – wypełniacza czasu antenowego, – oraz tarczy ochronnej dla prezesa.

To trochę jak zapowiedzieć premiera Titanica 2 i obiecać, że tym razem góra lodowa będzie miała mniej pretensji.


SONDAŻ JAK ZAWAŁ: KO ROŚNIE, PIS TONIE, A PREZES GRA W MARYNARZA

34,2 procent dla Koalicji Obywatelskiej. 22 procent dla PiS.

Czyli różnica tak bolesna, że nawet Glapiński nie potrafiłby jej „wyjaśnić konferencyjnie”, choć próbowałby pewnie technikami znanymi tylko jemu i kotu Behemotowi.

22 procent to nie wynik. To nawoływanie o pomoc. To moment, w którym partia powinna zejść z boiska, pola, a najlepiej z mapy. Każdy sondaż wygląda jak raport medyczny:

„Pacjent oddycha, ale tylko wtedy, gdy przypomni mu się o tym głośno.”

Tymczasem prezes wychodzi i mówi: „Spokojnie, idziemy po zwycięstwo!”

To już nawet nie jest optymizm. To halucynacja stadionowa.


HARCERZE BOJĄ SIĘ MAŚLARZY, MAŚLARZE BOJĄ SIĘ PREZESA, PREZES BOI SIĘ RZECZYWISTOŚCI

W PiS trwa wojna domowa tak intensywna, że gdyby przenieść ją na mapę, NATO ogłosiłoby alarm bojowy.

Harcerze Morawieckiego kontra maślarze Jakiego, Czarnka i Sasina – walka o tron, którego już dawno nie ma, bo wyborcy wynieśli go na śmietnik po ośmiu latach rządów.

Kłócą się o wpływy, o stanowiska, o resztki godności, o to, kto pierwszy powie coś głupiego w telewizji. I jest presja! Konkurencja ogromna!

Morawiecki podobno nie wyklucza wyjścia z partii. A może i nie wyklucza pozostania. A może nawet nie wyklucza założenia własnej partii, która będzie się nazywać:

„Przecież chciałem dobrze”.


KANDYDACI NA PREMIERA: KTO ZOSTANIE TWARZĄ KLĘSKI?

Lista kandydatów jest tak barwna, że nawet Teatr Groteska by tego nie udźwignął.

Lucjusz Nadbereżny – złoty chłopiec, cherubin polityczny

W PiS mówią o nim „cudowne dziecko”. Może dlatego, że jako jedyny trzyma się z daleka od afer? Albo dlatego, że prezes widzi w nim syna, którego nigdy nie miał, a którego nawet by nie chciał.

Nadbereżny ma 40 lat, wygląda na 30, mówi jak 50-latek, a myśli jak 70-letnie wydanie „Gazety Polskiej”. Jest posłuszny, uśmiechnięty i wdzięczny. Idealny kandydat do funkcji premiera dekoracyjnego.

Przemysław Czarnek – kandydat suwerenności, tłuszczu i nabożeństw

Ten mógłby jako premier wprowadzić nową konstytucję: „W imię Ojca, Syna i Zakazu Samodzielnego Myślenia.”

Prezes go kocha, bo jest lojalny. Opozycja uwielbia – bo jego wypowiedzi same piszą felietony.

Patryk Jaki – bojownik narodowy od wszystkiego i niczego

Ma siłę, ma energię, ma prężny styl… i zero sterowności.

Tobiasz Bocheński – świeża twarz, ale czy świeży rozum?

Wygląda jak technokrata, mówi jak technokrata i myśli jak… człowiek, który wie, że prezes i tak go nie wybierze.


PREZES OGŁOSI PREMIERA W HALI „SOKÓŁ” – ŻYCIE BYWA SYMBOLICZNE

Kraków, hala „Sokół”, godzina 12. W tym miejscu Kaczyński namaszczał Dudę. Potem Nawrockiego. I teraz zamierza namaścić kogoś kolejnego – jak proboszcz, który rozdaje funkcje ministrantów na odpuście.

Kandydat zostanie przedstawiony jak atrakcja jarmarczna:

„Oto człowiek, który poprowadzi nas ku zwycięstwu! Oklaski! Jeszcze! Oklaski!”

A partia stoi w kącie i szepcze:

„Kogo by tu poświęcić, żeby prezes był zadowolony…”


KONFRONTACJA Z RZECZYWISTOŚCIĄ, CZYLI OSTATNI CZAS NA TRATWĘ PRZECIWLĘKOWĄ

SAFE 0 proc.?
Sfałszowane narracje o UE?
Ataki na Tuska, Sikorskiego, Żurka?

PiS zachowuje się jak uczeń, który nie odrobił pracy domowej, więc krzyczy, że zeszyt był niemiecki.

Sondaże spadają, partia tonie, a prezes wciąż wierzy, że wystarczy dać ludziom nowego premiera, a oni zapomną, kto doprowadził kraj do chaosu.

To tak nie działa.
Nie w 2026 roku.
Nie w świecie, gdzie każdy ma smartfona, internet i dostęp do memów.


NIECH W SOBOTĘ OGŁOSZĄ KOGO CHCĄ – TO I TAK NICZEGO NIE ZMIENI

Niech będzie Czarnek.
Niech będzie Nadbereżny.
Niech będzie Bocheński, Jaki albo nawet niespodzianka: minister od czegoś kompletnie niepotrzebnego.

To bez znaczenia.

Bo premier to nie parawan, którym można zasłonić ledwo zipiącą partię.

A PiS dziś nie potrzebuje premiera.

PiS potrzebuje psychoterapii, detoksykacji, odwyku od władzy i długich wakacji w miejscu bez internetu.

Ale spokojnie – wyborcy im je zapewnią.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights