
Toronto obudziło się dziś z miną księgowej po stwierdzeniu niezgodności w bilansie — niby jakoś działa, ale wszyscy widzą, że ma ochotę rzucić segregatorami. Świt wlazł na niebo jak student po delirium: blady, spóźniony, bez przekonania. Chmury wiszą tak nisko, że można by je strzyc maszynką. A wiatr… Wiatr pracuje dziś jak wykonawca, który wygrał przetarg ofertą najniższą o 98% i teraz nadrabia wściekłością.
Żona poleciała do Nowego Jorku, gdzie ruch uliczny działa na nerwy szybciej niż dźwięk dzwonka w szkołach podstawowych. Dzieci odstawiłem do szkoły, mijając kawiarnię, gdzie espresso kosztuje więcej niż mój pierwszy komputer Amiga. I wreszcie — praca. A właściwie: akwarium. Mój przeszklony gabinet to instytucjonalna woliera, w której każdy może mnie obserwować, jakbym był rzadkim okazem: Homo professorus multitaskus, osobnik w naturalnym środowisku klikania bez sensu.
Siadam więc, stukam w klawiaturę z miną człowieka odkrywającego nową cząstkę elementarną, podczas gdy w rzeczywistości scrolluję wiadomości o ludziach, którzy naprawdę niszczą świat — i to bez wahania.
KANADA: OAZA SPOKOJU W ŚWIECIE, KTÓRY ZAPOMNIAŁ O PODSTAWACH ASTROFIZYKI
Toronto żyje pogodą i cenami biletów, które rosną szybciej niż ego prezenterów pogody w TV. Ottawa działa stabilnie jak dobrze naoliwiony ekspres do kawy. Premier wykonuje codzienny rytuał: mówi mądrze, robi logicznie, nie obraża mniejszości, nie grozi sądom, nie proponuje muru przeciw kosmitom. W Kanadzie polityk musi naprawdę się napracować, żeby zrobić coś głupiego — i większości się nie chce.
Demokracja tu nie jest jak w Polsce — nie stoi na krawędzi przepaści, rozważając skok na bungee bez liny. Tu demokracja siedzi w fotelu, popija herbatę i pyta grzecznie: „Czy dalej jesteśmy normalnym krajem? Tak? Świetnie.”
USA: TRUMP WALCZY Z UFO, CHOĆ NIE OGARNIA NAWET WŁASNEGO PODWÓRKA
Trump zapowiedział ujawnienie akt UFO. Cały świat na krawędzi wojny, a były prezydent USA przerabia państwo na dział astronomiczny Science Fiction Monthly. Jeśli kosmici istnieją, to prawdopodobnie właśnie wypełniają wniosek o zakaz zbliżania się dla jednego człowieka.
Jednocześnie Trump rozważa uderzenie na Iran. „Ograniczone” — czyli takie, które nikogo nie ma sprowokować, ale wywołać aplauz wśród wyborców, którzy widzą świat jak grę komputerową.
Eksperci przewidują scenariusze katastroficzne. Ja przewiduję jedno: Trump wciąż szuka tego przycisku, który przypadkiem raz nacisnął, a Pentagon przez trzy godziny myślał, że Rosja zaatakowała.
IRAN, CHINY I ŚWIAT, KTÓRY W TRYBIE HARDCORE ODKLEIŁ SIĘ OD LOGIKI
Chiny zacieśniają współpracę z Iranem. Iran zacieśnia współpracę z chaosem. USA zacieśniają pięści. Świat zacieśnia pośladki.
Globalna scena wygląda jak gra w kapsle na szkolnym korytarzu: dużo hałasu, przypadkowe ruchy i krew w oczach nauczyciela dyżurnego.
POLSKA: KRAJ, W KTÓRYM LOGIKA ZŁOŻYŁA WNIOSEK O AZYL ZA GRANICĄ
Klikam polskie portale. Błąd krytyczny. Mój mózg natychmiast wyświetla komunikat: „Uruchamianie systemu w trybie awaryjnym”.
NAWROCKI — PREZYDENT, KTÓRY KONSULTUJE KAŻDE WETO Z WAHADŁEM RADIESTEZYJNYM
Nawrocki zawetował ustawę o KRS, tłumacząc, że to „zagraża porządkowi konstytucyjnemu”. Ten sam porządek konstytucyjny, który PiS przez osiem lat traktował jak plastelinę: ugniatał, rozciągał, topił, a potem zostawiał na słońcu.
Prezydent twierdzi, że troszczy się o stabilność. Polacy twierdzą (w sondażach), że troszczy się głównie o to, aby Tusk miał pod górkę. Prawda? Patrzy na to wszystko Putin i myśli: „O, ktoś tu pracuje nad moim interesem”.
Nawrocki używa weta jak młotek — nawet do rzeczy, które młotka nie wymagają.
SAFE — 44 MILIARDY EURO, KTÓRE PRAWICA UWAŻA ZA ATAK NUKLEARNY NA SUWERENNOŚĆ
UE daje Polsce gigantyczne środki na modernizację armii, taniej niż można by to zrobić w jakiejkolwiek konfiguracji rynkowej.
Reakcja prawicy: – „To pułapka!”
– „To niemieckie jarzmo!”
– „To spisek przeciw Polsce!”
Reakcja ekspertów: – „To się po prostu opłaca.”
Reakcja Kremla: – „Tak, tak, mówcie więcej.”
SAFE jest dla Polski tym, czym byłby dla Orbána budżet z napisem „Tylko do rzetelnych inwestycji” — czyli absolutnym skandalem.
Nawrocki zapewne zawetuje, bo wiara w Trumpa jest w tym środowisku silniejsza niż elementarna arytmetyka.
ATOM, NATO I INNE ZABAWKI, KTÓRYCH POLSKA NIGDY NIE MA NA CZAS
W Polsce trwa debata o broni atomowej — jak zwykle: bez liczb, bez planu, bez świadomości kosztów. Bo przecież jak coś brzmi groźnie, to politycy prawicy chcą to mieć w programie.
Tymczasem NATO jasno mówi: inwestujcie w obronność, dywersyfikujcie, współpracujcie. A Polska prawica z uporem traktuje każdą wspólną inicjatywę jak spisek. Najchętniej siedzieliby z Trumpem w altance i planowali polsko-amerykańskie joint venture: „Nie mamy broni, ale mamy entuzjazm”.
TUSK — CZŁOWIEK, KTÓRY PO PROSTU POWIEDZIAŁ PRAWDĘ
Tusk powiedział: „Polska nie będzie wasalem USA.”
W normalnym kraju ludzie przyjmują to do wiadomości. W Polsce prawica usiadła na ziemi i zrobiła klasyczny „scenariusz z Biedronki”: wrzask, turlanie, szloch, oskarżenia, płacz do satelity Starlink.
Kiedy Konfederacja to usłyszała, w partii zabrzmiał dźwięk alarmu „utrata tożsamości narodowej”.
POLSKA 2050 — ROZPAD, KTÓRY ZASŁUGUJE NA ZŁOTĄ MALINĘ
Polska 2050 sypie się jak domek z kart budowany na wentylatorze. Jedni uciekają, drudzy walczą o stołki, trzeci próbują udawać, że nic się nie dzieje. Tusk patrzy na to wszystko i wygląda jak człowiek, któremu właśnie wręczono puzzle z 5000 elementów — bez obrazka poglądowego.
KOŁO — SPÓŁDZIELNIA, KTÓRA POWINNA DOSTAĆ NOBLA Z MATEMATYKI
Mieszkanie + mieszkanie = dwa mieszkania. Prosta logika. Ale nie w spółdzielni „Koło”. Tam jedno mieszkanie można sprzedać dwa razy, a reszta to „szczegół techniczny”.
To jest polska kreatywność w wersji premium.
WĘGRY: ORBÁN I RUBIO — GEOPOLITYCZNY DUET KOMEDIOWY
Rubio przyjeżdża do Budapesztu, mówi Węgrom, że jeśli nie wybiorą Orbána, Ameryka się obrazi. To brzmi jak szantaż siedmiolatka: „Oddaj mi huśtawkę albo nie będę twoim kolegą”.
Orbán klaszcze, Trump wysyła emotikon serduszka, a Europa myśli: „Czy my żyjemy w symulacji?”
GOSPODARKA: POLSKA TAŃCZY WALCA NA POLU MINOWYM
Ekonomiści mówią jasno: „SAFE wzmacnia gospodarkę. Weto ją osłabia.”
Politycy prawicy mówią: „To nieprawda, bo Niemcy!”
Inflacja spada, ale robi to z gracją kota spadającego z kanapy. Złoty raz błyszczy, raz kwiczy. Inwestorzy patrzą na polski rynek jak na koncert, który mógłby być Mozartem, ale gra discopolowe remiksy Chopina.
A U MNIE? PIĄTEK — ŚWIĘTO POZORNEGO WYSIŁKU
Spotkania, które mogły być mailem. Dokumenty, które mogły być SMS-em.
WEEKENDOWY EPILOG — CZYLI JAK TO WSZYSTKO MA SIĘ DO MNIE, SIEDZĄCEGO W TORONTO W AKWARIUM
I tak siedzę tu, pośród szyb, szkła i biurowej klimatyzacji, która dmucha w kark jak zdenerwowana teściowa — i myślę. Bo felieton felietonem, świat światem, Polska Polską, Trump Trumpem, Orbán Orbánem, a Nawrocki Nawrockim (czyli stanem skupienia pomiędzy plasteliną a konfetti)… ale w tym całym globalnym chaosie wciąż pojawia się jedna i ta sama refleksja:
Jak ja w tym wszystkim wyglądam?
Ano, wyglądam jak człowiek, który próbuje zachować zdrowy rozsądek w świecie, który już dawno wylogował się z logiki i nie pamięta hasła. Jak analityk, który patrzy na wykresy i widzi sinusoidę szaleństwa. Jak wykładowca, który mówi studentom o racjonalności systemów, choć wie, że najbardziej nieracjonalny system na świecie właśnie rozgrywa się 7 tysięcy kilometrów dalej — w Sejmie.
Jak felietonista, który miał napisać lekki tekst na piątek, a kończy z geopolitycznym raportem, diagnozą polskiej demokracji, analizą gospodarki i pogardliwym westchnieniem w stronę Trumpa, Orbána i polskiej prawicy, która tkwi mentalnie w epoce, kiedy świat tłumaczono różańcami i ulotkami z kiosku RUCH-u.
A jednocześnie — wyglądam jak facet, któremu naprawdę chce się jeszcze o tym pisać. Bo świat jest dziś tak absurdalny, że aż wdzięczny literacko. Politycy produkują materiał humorystyczny w tempie fabryki pralek. Geopolityka dostarcza zwrotów akcji szybciej niż Netflix. A Polska… cóż. Polska to jedyny kraj, w którym nawet inflacja potrafi mieć poglądy polityczne.
Ale najzabawniejsze jest to, że w tym całym zgiełku, bałaganie i galaktycznej farsie, ja — tu, w Toronto, w moim akwarium — robię dokładnie to samo, co każdy rozsądny człowiek:
Próbuję złapać dystans.
Robię kawę, patrzę na szare niebo i myślę, że świat może sobie płonąć, politycy mogą sobie bredzić, Trump może sobie otwierać archiwa UFO, Orbán może tańczyć czardasza z Rubio, a Nawrocki może wetować ustawę o tym, jak wetować ustawy… ale ja wciąż mam wybór, którego oni nie mają:
Mogę się z tego śmiać.
I śmieję się. Bo jeśli człowiek przestanie się śmiać z polityki, to polityka zacznie śmiać się z niego — a na to jestem za stary, za doświadczony i za bardzo przyzwyczajony do kanadyjskiej stabilności.
A więc, drogi Czytelniku, zamykam ten piątek z kieliszkiem ironii, szczyptą realizmu i garścią kpiny.
Świat może się walić. Polska może się kłócić. USA mogą szykować wojnę z kosmitami. A ja?
Ja mam weekend.
I zamierzam go przeżyć jak człowiek, który wie, że w poniedziałek znów siądzie w akwarium — i będzie patrzył, jak świat od nowa udowadnia, że logika była tylko ładnym, lecz krótkotrwałym snem ludzkości.
Miłego weekendu — trzymajmy się, zanim znowu coś wybuchnie.

Dodaj komentarz