NAWROCKIEGO NIE MA, ALE KASA SIĘ ZGADZA – CZYLI TRUMP I JEGO ŚWIATOWY POKÓJ NA WYNOS

Warszawa

Gdyby Donald Trump był bohaterem kreskówki, to zapewne poruszałby się w rytmie własnych oklasków, ubrany w pelerynę z flagi USA, z logiem „EGO” na piersi i towarzyszącym mu chórem pochlebców, śpiewających na trzy oktawy pieśń o nieomylności. Tylko że to nie kreskówka. To świat, rok 2026, Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, a Trump właśnie ogłasza powstanie… Rady Pokoju. Ktoś powinien sprawdzić, czy to nie nazwa nowego burgera z oferty McDonalda.

Na scenie – dumnie, z miną zbawiciela wszechświata – stoi Trump, otoczony przez 18 przywódców państw o różnym stopniu demokratycznego zepsucia i zaskakująco zbieżnym odcieniu politycznego serwilizmu. Wśród nich Orban, Milei, przedstawiciele Azerbejdżanu, Kataru i innych krajów, które o pokój pytają głównie wtedy, gdy trzeba go zburzyć. Karola Nawrockiego tam nie ma. Może siedzi na widowni. Może się zgubił. A może został w kuluarach, próbując zrozumieć, co właściwie Trump chce podpisać.

Ale to nie przeszkadza amerykańskiemu prezydentowi, by go serdecznie i publicznie pochwalić. Trump, w swoim stylu, stwierdził: „Dziękuję prezydentowi Nawrockiemu z Polski. Fantastyczny człowiek. Wygrał bardzo ważne wybory. Jestem z niego bardzo dumny.” Problem w tym, że żadne wybory się nie odbyły, a Nawrocki do dziś pełni funkcję głównie dzięki ciszy konstytucyjnej i hałasowi politycznej obojętności. Ale przecież dla Trumpa szczegóły to tylko przeszkody na drodze do własnej opowieści.

Bo Trump chce dużo. Chce być przewodniczącym. Chce, żeby Rada Pokoju była większa niż ONZ. Chce pokoju w Strefie Gazy, choć kilka miesięcy temu nie potrafił zlokalizować jej na mapie bez pomocy Fox News. Chce też, żeby każdy kraj członkowski wpłacił miliard dolarów. Nie na pokój, nie na pomoc, ale na… funkcjonowanie Rady. Aż szkoda, że nie zaproponował opcji VIP z darmowym dostępem do jego pola golfowego.

Rubio, sekretarz stanu, też występuje – mówi, że Trump to prezydent działania, że nikt nie wierzył w sukces, ale Trump wierzył. Bo Trump wierzy we wszystko, co sam wymyśli, pod warunkiem, że brzmi jak scenariusz nowego reality show. „Rada Pokoju to nie tylko rada – to przyszłość!” – grzmi Rubio, jakby właśnie prezentował nowy odkurzacz z funkcją myślenia.

Trump, w swoim najlepszym stylu, stwierdza, że „każdy chce być tego częścią”, dziękuje Nawrockiemu za „wygrane wybory”, chwali wszystkich zgromadzonych, i – co najbardziej surrealistyczne – mówi: „Zazwyczaj mam dwóch lub trzech, których nie znoszę, ale dziś lubię wszystkich”. Przy czym warto pamiętać, że to człowiek, który w jednym zdaniu potrafi skrytykować Papieża, paprykę i Pentagon.

Oczywiście, w tym teatrze absurdu jest też Polska. A konkretnie – jej prezydent. Karol Nawrocki, znany głównie z tego, że nie wiadomo, z czego jest znany, rozważa przystąpienie do Rady. Ale nie podpisał. Powód? Procedury. A może konstytucja. A może rząd nie dał opinii. Albo MSZ coś mruknęło. Albo Ziobro jeszcze się nie wypowiedział z Budapesztu. Nieważne. Polska po prostu nie może. A Nawrocki chodzi po Davos i opowiada o zagrożeniu z Grenlandii i hybrydowych wojnach, z takim zaangażowaniem, jakby właśnie wrócił z planu nowego sezonu „Strefy Mroku”.

Tymczasem świat się dziwi. Bo Trump, ten sam Trump, który „zakończył osiem wojen w dziewięć miesięcy” (kiedy? jak?), który stwierdził, że „rok temu świat płonął, a teraz jest lepiej” (gdzie?), który uważa, że to jego groźby powstrzymały Iran przed egzekucjami (serio?), teraz ma zarządzać pokojem globalnym. Z takim samym wyczuciem, z jakim kucharz fast foodu prowadzi degustację win.

Co ciekawe – poważne kraje mówią „nie”. Niemcy, Francja, Szwecja, Norwegia – one wiedzą, że jak coś wygląda jak PR-owy cyrk, pachnie jak cyrk i mówi jak Trump, to nie warto brać w tym udziału. Wielka Brytania też dziękuje. Papież milczy. Japonia ignoruje. Ukraina – słusznie – nie chce siedzieć przy stole z Putinem. Ale są też tacy, co zacierają ręce. Białoruś. Arabia Saudyjska. Węgry. Wszyscy ci, którym bliżej do autorytaryzmu niż do demokracji.

A my? My siedzimy na widowni. Nasz prezydent kiwa głową, analizuje, szuka „proceduralnej równowagi” między rozsądkiem a kabaretem. MSZ milczy albo odpowiada jednym zdaniem. Przydacz, z pretensją rodem z małomiasteczkowego zebrania wspólnoty mieszkaniowej, mówi, że rząd nie pomaga. Nawrocki – że trzeba analizować. Analizujemy więc. I analizujemy. I analizujemy. A świat pędzi dalej.

Na scenie w Davos – święto iluzji. Rada Pokoju powstaje. Dokumenty podpisane. Trump triumfuje. A rzeczywistość? Czeka na swój głos.

Tylko pytanie, czy kiedy już wszyscy przejrzą na oczy, nie okaże się, że to była tylko kolejna kampania wyborcza Donalda Trumpa. Kampania z dopiskiem: „Peace sold separately”.

A Polska? Polska siedzi w loży. I klaszcze. Bo na więcej, jak widać, nas na razie nie stać.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights