
Jeśli ktoś myślał, że afera z bezużytecznymi respiratorami to szczyt absurdu w zakupach państwowych, to Ministerstwo Obrony Narodowej, pod patronatem Władysława Kosiniaka-Kamysza, wchodzi do gry z nowym numerem: rozkładane mosty za miliardy. Brzmi jak żart, ale żartem nie jest. Sprawą zajmuje się prokuratura, a chodzi o potencjalne 5 miliardów złotych szkody. To tyle, ile można by było wydać na prawdziwe mosty, np. między zdrowym rozsądkiem a rządem.
Zamieszani? Oczywiście, że ludzie z PSL. Oto nowoczesna odsłona polskich zakupów uzbrojenia: politycy rządzą, a wojsko ma w razie czego pomachać flagą. Minister Kosiniak-Kamysz patrzy z zafrasowaniem, ale to jego ludzie podpisywali umowy, a jego zastępcy noszą pancerne garnitury peeselowskiej odpowiedzialności: czyli rozchodzącej się w powietrzu, jak dym z rozgrzanych opon. Bejda, człowiek od modernizacji, to polityczny ninja: nikt go nie widział, nikt go nie zna, ale ponoć kupił mosty. I teraz pytanie: czy to już korupcja, czy jeszcze PSL-style zarządzanie kryzysem?
Jeśli prokuratura znajdzie tu poważne nieprawidłowości, to nie będzie afera. To będzie parodia. PSL, partia od żyta i festynów, okazała się potencjalnym bohaterem afery zbrojeniowej. A przecież chcieli tylko trochę pogrzebać przy modernizacji armii. I co? I wyszło, jak zwykle. Tyle że zamiast traktorów, mamy mosty Daglezja i podejrzenie, że znowu państwo kupiło produkt klasy „zobaczymy, jak się uda”.
I nie, to nie jest powód do triumfu dla opozycji PiS-owskiej, która jeszcze niedawno sama podpisywała kontrakty jakby ktoś rozdawał czołgi w Biedronce. Różnica jest tylko taka, że tamci to robili z rozkoszą, a obecni robią to nieporadnie. Jeden i drugi scenariusz to państwo z dykty.
A teraz, do tej dykty dobiera się jeszcze Karol Nawrocki, który z jednej strony wetuje ustawę chroniącą dzieci przed cyfrowym hejtem, a z drugiej wzywa do obrony „wolności internetu” jakby siedział na Discordzie z Elonem Muskiem i młodzieżą konfederacką. W efekcie jego własna żona, pierwsza dama, zostaje obiektem prymitywnych fotomontaży i memów, co zmusza ją do pisania listów w tonie: „przepraszam, mój mąż to idiota, ale chce dobrze”.

Na tym tle jeszcze ciekawiej wygląda spór pomiędzy Nawrockim a Radosławem Sikorskim. Ten pierwszy bawi się w blokowanie nominacji ambasadorskich, licząc chyba, że jeśli wystarczająco długo będzie przetrzymywał je w prezydenckiej zamrażarce, to Trump z nieba spuści mu gratulacyjnego tweeta. Sikorski zaś – którego można lubić lub nie – robi to, co powinien robić szef dyplomacji: dogaduje się z Waszyngtonem i próbuje utrzymać Polskę w grze, mimo że głowa państwa postanowiła grać w innym meczu. Z szalikiem MAGA.

Na deser Adam Glapiński i jego ekonomiczna karuzela nastrojów. Po miesiącach cięć stóp procentowych NBP, Rada Polityki Pieniężnej naciska pauzę. Pauza? Raczej zawahanie na środku parkietu, bo choć inflacja się stabilizuje, to Glapiński i spółka wolą teraz „przyglądać się sytuacji”. Tyle że większość Polaków przygląda się raczej wysokości swoich rat kredytowych i zastanawia, czy ten cały niecykl obniżek nie był tylko kolejną grą pozorów. Bo przecież to nie są decyzje gospodarcze – to występy kabaretowe. Z refrenem: „to nie był cykl, to był spontan”.
To jest państwo z TikToka, rąbane mosty za miliardy, kibole w pałacach i memy w miejsce polityki. Rząd robi sobie PR na bezpieczeństwie, opozycja krzyczy „a u was to mosty”, prezydent plecie o Trumpie, a dzieciaki w Polsce klikają linki do poradników dla samobójców, bo nikt nie ma odwagi wziąć odpowiedzialności.
Kosiniak-Kamysz, który kiedyś miał opinię poważnego polityka, dziś stoi w cieniu mostów Daglezja i czeka, aż ktoś go od nich odczepi. Może to była pomyłka. Może tylko gapiostwo. Ale jeśli prokuratura znajdzie tam coś więcej niż niechlujne podpisy i gumę do żucia w dokumentacji, to PSL powinno natychmiast zdjąć mundur z polityki i wrócić do dożynkowego disco polo.
A jeśli nie znajdzie? To tym gorzej. Bo to oznacza, że państwo jest tak zdemoralizowane, że nawet miliardowe przekręty nie zostawiają śladów.
Czyli wszystko po staremu.

Dodaj komentarz