


Poniedziałek był jak sałatka jarzynowa po trzech dniach. Niby znasz składniki, ale coś już fermentuje.
Zacznijmy od pytania, które zawisło nad krajem jak para nad czajnikiem: czy Włodzimierz Czarzasty jest dobrym marszałkiem?
Sondaż mówi: tak, ale nie do końca. Nie, ale tylko trochę. Oceny negatywne minimalnie przeważają nad pozytywnymi. To taki polityczny remis z lekkim przechyłem. Jakby połowa sali klaskała, a druga połowa sprawdzała w telefonie, czy nie ma promocji na kawę.
Czarzasty ostatnio urósł w oczach części wyborców. Odmówił wsparcia dla pomysłu pokojowego Nobla dla Donalda Trumpa i wdał się w dyplomatyczną przepychankę z amerykańskim ambasadorem. Brzmi jak scenariusz komedii: marszałek Sejmu kontra wielka Ameryka. Tylko że w Polsce nawet awantura z ambasadorem nie gwarantuje słupków.
Może problem polega na tym, że Nowa Lewica wciąż nie wie, czy chce być partią konfrontacji, czy partią korepetycji z demokracji. A wyborca lubi jasność. Wyborca nie chce zgadywać, czy dziś gramy Che Guevarą, czy spokojnego administratora sali obrad.
TRUMP JEDNOCZY, ALE NA JAK DŁUGO
Za oceanem Republikanie mają minimalną przewagę w Kongresie. Minimalną, czyli taką, która wystarcza do nerwowych tików. Jedność w partii zapewnia na razie Donald Trump. On jest jak szkolny dzwonek: wszyscy się zbierają, gdy zabrzmi.
Tyle że dzwonek kiedyś przestaje działać. A argumenty, które kiedyś elektryzowały, dziś coraz częściej brzmią jak powtórka z poprzedniego sezonu serialu.
W Moguncji podczas Rosenmontag pokazano platformę z Trumpem i Statuą Wolności z kneblem „MAGA” na ustach. Europa ma tę przewagę, że potrafi robić satyrę zanim zrobi się tragedia. Karnawał jako terapia polityczna. U nas terapia polega głównie na konferencjach prasowych.
POLSKA 2050 – PARTIA W TRYBIE DRŻENIA
W kraju trzeszczy Polska 2050. Rozpad wisi w powietrzu jak zapach spalonego tostera. Nowa liderka próbuje sklejać, uspokajać, zapewniać. Problem w tym, że w polityce sama wola często działa jak plaster na złamaną nogę.
Partie w Polsce mają wspólny kłopot z jednością. Jedni trzymają się dzięki silnemu liderowi. Inni dzięki strachowi przed wyborami. A jeszcze inni dzięki temu, że nikt nie wie, dokąd właściwie zmierzają.
KACZYŃSKI I KĄT
Jarosław Kaczyński uznał, że Niemcy powinni „siedzieć w kącie i przepraszać, że żyją”. To zdanie brzmi jak notatka z lekcji historii prowadzonej przez nauczyciela, który nie akceptuje roku 2026.
Polityka zagraniczna w wydaniu PiS przypomina czasem terapię przez powtarzanie urazów. Im częściej mówisz o krzywdzie, tym bardziej czujesz się moralnie wyprostowany. Szkoda tylko, że świat w międzyczasie idzie dalej.
LICZBA DNIA I GLOBALNA MELANCHOLIA
22,3 miliona opakowań antydepresantów rocznie w Rosji. Wojna, kryzys, represje. To statystyka, która mówi więcej niż przemówienie.
Gdzieś między Moguncją a Moskwą widać różnicę: jedni robią satyrę z władzy, drudzy kupują tabletki, żeby ją przetrwać.
A NA KONIEC
Poniedziałek przyniósł nam kruchą większość w amerykańskim Kongresie, kruchą pozycję marszałka Sejmu, kruchą konstrukcję jednej z partii koalicyjnych i niekruchą potrzebę politycznego spektaklu.
W polityce wszystko dziś jest „minimalne”: minimalna przewaga, minimalna cierpliwość wyborców, minimalna lojalność partyjna.
Tylko emocje są maksymalne.
A wtorek dopiero przed nami.
Zaparzcie mocną kawę. I czytajcie sondaże z dystansem. Bo w tym kraju nawet minimalna różnica potrafi urosnąć do rozmiaru narodowej tragedii.
Albo narodowej farsy.

Dodaj komentarz