KOPALNIE, KROPLÓWKI I KARYKATURY WETA — JEDEN DZIEŃ W RZECZYPOSPOLITEJ BANANOWEJ

Warszawa

Z czym kojarzy się Barbórka? Z galowym mundurem, z węglowym pyłem, z rozgrzanym rosołem podanym na stole w cechowni. A w 2025 roku? Z 5 milionami ton węgla zalegającego na zwałach, ze świadczeniami osłonowymi dla górników i z rozpaczliwym chocholim tańcem wokół trupa zwanego „polska energetyka oparta na węglu”. W roli pierwszego skrzypka: Karol Nawrocki, prezydent z Lego zestawu „Zamek Konfederacji”.

Ale do rzeczy. Sejm grzeje. Nie atmosferę, tylko puste ławy i mikrofony z wbudowaną histerią. Rząd Tuska — który, mimo że nie nosi peleryny, i tak codziennie musi gasić kolejne pożary po bandzie Kaczyńskiego — przedstawia nowelizację ustawy górniczej. Projekt? Rozsądny. Rzeczywisty. Godny kraju, który wreszcie się uczy czytać rachunki ekonomiczne i prognozy klimatyczne. Ale PiS, jak zwykle, myli dokumenty prawne z krwawą epopeją narodową.

W tym samym czasie CBA zatrzymuje Konrada R. — wiceministra finansów z czasów Beaty „Nie Będzie Niczego” Szydło. Zarzuty? Klasyka: gotówka, koncesje, samochody i inne świecidełka. Polska PiS-u to była przecież nie republika, lecz eldorado korupcyjnych banitów. Wiadomość tygodnia? Może nie. Ale przypomnienie, że każda władza PiS-u kończy się wśród segregatorów z napisem „akt oskarżenia”.

A propos oskarżeń: TK, czyli Trybunał Kabaretu, nadal uprawia prawne żonglerki. Bogdan Święczkowski, człowiek Pegasusa i zadumy konstytucyjnej, nie traci immunitetu, bo zasiadają tam sędziowie o statusie mniej legalnym niż kartonowa legitymacja poselska Brauna. Waldemar Źurek, człowiek rozsądku w labiryncie populizmu, ma już dosyć. „To nie ma skutków prawnych” — stwierdza. Czyli jak zwykle: wielka decyzja, która nie istnieje. Zderzenie prawa z groteską przypomina tu bardziej kiepską adaptację Kafki niż rzeczywisty wymiar sprawiedliwości.

Tymczasem prezydent Nawrocki uprawia wetoturystykę. Wetuje, bo może. Wetuje, bo lubi. Wetuje, bo w kampanii obiecał Konfederacji, że nie podpisze niczego, co przypomina myślenie. Tym razem ofiarą padł podatek cukrowy, który miał zasilić śrądki NFZ. Bo przecież zdrowie publiczne? Beznadziejna fanaberia lewaków. Zamiast pieniędzy dla szpitali mamy cukrowy triumf populizmu, z Mentzenem grającym marsza weselny dla przemysłu syropowego.

NFZ, mówi pani minister Sobierańska-Grenda, dostanie 33 miliardy złotych. Hurra! Może starczy na zapłatę za operacje z 2023 roku. A że szpitale muszą się kredytować, by przetrwać? Cicho, bo zaraz usłyszymy, że to „innowacyjny model finansowania opieki zdrowotnej”.

W tle — Putin w Indiach, Trump grający w polityczny bilard z Europą, a Ordo Iuris przy stole prezydenckim, planujący jak urządzić demografii narodowo-patriotyczny sabat. Nawrocki chce ratować dzietność przy udziale tych samych ludzi, którzy przestraszyli kobiety, wykluczyli rodziny niemałżeńskie i uznali edukację seksualną za lucyferyczny spisek.

A gdzie w tym wszystkim PSL? Gdzie Kosiniak-Kamysz? Pewnie w windzie. Jadą w górę, jadą w dół, zależnie kto naciśnie przycisk. Partia do wynajęcia, zawsze gotowa, zawsze z dystansem do rzeczywistości.

Wniosek? Rzeczpospolita idzie naprzód. Czasem chwiejnym krokiem, czasem przez bagno, czasem jakby z głową zanurzoną w wiadrze. Ale idzie. Bo mimo wszystko — to nie jest już kraj Kaczyńskiego. A to, samo w sobie, jest świętem.

Do przeczytania jutro. Chyba że TK zdelegalizuje felietony.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights