





Poranek, ósma rano. U ciebie kawa w ręku, w Polsce – nerwowy tik powieki, drżenie rąk i kolejna partia politycznego sudoku, którego nikt nie potrafi rozwiązać. Szybki przegląd prasy? Proszę bardzo. Otwierasz wiadomości i natychmiast wita Cię ten nasz ukochany krajobraz: z lewej wulkan PiS, z prawej mgły Krakowa, na środku przeciągły jęk Nowogrodzkiej, a nad wszystkim unosi się duch prezesa, który gdyby mógł, to sam wybrałby wszystkich premierów świata – łącznie z tymi już dawno zmarłymi.
No to lecimy.
PREMIER Z KAPELUSZA, CZYLI PREZES LOSUJE KOLEJNY FANT
W PiS-ie trwa casting na premiera, przypominający trochę konkurs „Mam talent”, tylko że talent jest najmniej pożądany. Kaczyński, niczym iluzjonista z odpustowego namiotu, znów chce wyciągnąć królika z kapelusza. Ostatnio wyciągnął Karola Nawrockiego – człowieka, który historię widzi wyłącznie w czerni i bieli, a prawo rozumie jako serię półprzezroczystych sugestii.
Teraz mówi się o samorządowcach: Nadbereżny, Banaszek, Margielski – politycy znani głównie mieszkańcom swoich ulic. Kaczyński lubi takich kandydatów: nie bronią się, nie mówią za dużo, a jak trzeba, to podpiszą wszystko, nawet zgodę na emisję telenoweli o życiu prezesa.
Czarnek i Bocheński też są niby w grze, choć to trochę jak wybierać między sznurkiem a gumą recepturką – obaj pękną w najmniej odpowiednim momencie, ale widowiskowo.
Morawiecki tymczasem biega po Polsce jak oszalały frankowicz – rozpaczliwe objazdy, zdjęcia z tłumami, wykresy udające ekonomię. Problem w tym, że prezes patrzy na niego jak na stary model iPhone’a: może i działa, ale bateria słaba, system nieaktualny, a poza tym – kto by go chciał?
KRAKÓW – REFERENDUM Z ODCINKA „NIE WIEM, NIE ZNAM SIĘ, ZAROBIONY JESTEM”
W Krakowie wrze jak w garnku z bigosem dzień po weselu. Prezydent Miszalski odkrył nagle, że mieszkańcy nie są zachwyceni jego pomysłami. I to tak poważnie – 73 tysiące podpisów za jego odwołaniem. Cel? Sto tysięcy.
Miszalski na początku mówił, że to „referendum nienawiści”. Później – że mieszkańcy są wspaniali. Jeszcze później – że może te opłaty za parking w niedzielę były jednak trochę… przesadzone. To fascynujące, jak szybko jeden człowiek może przejść od „nie dotknę do końca życia” do „czy mogę to Panu spakować na wynos?”.
W efekcie prezydent zaczął robić korekty większe niż student poprawiający pracę licencjacką dzień przed terminem. Korekta strefy transportu, korekta biletów, korekta stylu komunikacji. Wyrzucił dyrektora, ogłosił raporty, zapowiedział wielkie inwestycje. Kraków patrzy na to wszystko z kamienną twarzą, jakby chciał powiedzieć: „Panie, Pan się zdecyduj. Bo my za chwilę zdecydujemy za Pana”.
CBA ZATRZYMUJE PREZYDENTA CZĘSTOCHOWY – I LEWICA MA KACA MORALNEGO
CBA zatrzymało prezydenta Częstochowy. Lewica, chcąc wyglądać poważnie, zawiesiła go natychmiast. Czarzasty udaje człowieka twardych zasad, choć minę ma taką, jakby mu właśnie odwołano ulubioną promocję w Lidlu.
Ale chwała rządowi, że tu działa normalnie – bez histerii, bez osłaniania „naszego człowieka”, bez uciekania w tłumaczenia o spisku. Po prostu prawo działa. Tak jak powinno.
Za to Lewica znów przypomina wielką cebulę: im bardziej ją obierasz, tym bardziej szczypią oczy. Zandberg pewnie zaraz powie, że winien jest kapitalizm, globalne ocieplenie i zbyt duża popularność schabowego.
SMOLIŃSKI I AST – ODWIECZNY DUET NIEWIEDZY
Reporter TVN zapytał posłów PiS o efekty ich reform w wymiarze sprawiedliwości. I wtedy zaczął się kabaret.
Smoliński: „Co dobrego wynika?” (cisza) Ast: śmiech konia na pastwisku – „Kaziu, powiedz panu!” Kaziu nie powiedział, bo pytanie było „prowokacyjne”.
Jeśli kiedyś będziemy tworzyć «Atlas Zachowań Politycznych», ta scena dostanie osobny rozdział: „Jak zadać pytanie, na które nikt nie odpowie, bo prawda jest większym problemem niż kłamstwo”.
NAWROCKI – PREZYDENT NA LINIE, TAŃCZĄCY DO MUZYKI NOWOGRODZKIEJ
Karol Nawrocki, prezydent z tektury i ambicjami z marmuru, musi zdecydować, czy zawetować ustawę SAFE – program, który daje Polsce miliardy na modernizację armii. Normalny kraj by brał jak oparzony. Ale Polska ma problem: PiS boi się pieniędzy z Unii bardziej niż Rosji.
Nawrocki więc kombinuje: tu o suwerenności, tam o warunkowości, tu o pewności, tam o niepewności. Jakby prowadził wykład z filozofii stosowanej dla instalatorów anten.
PiS naciska: „Weto!”. Rząd mówi: „Podpisz, człowieku, bo to dla armii”. A Unia patrzy i myśli: „Czy u was zawsze tak jest?”
SAFE to program, który mógłby wznieść polską obronność na wyższy poziom. Ale dla Nowogrodzkiej ważniejsze jest to, żeby prezydent nie wyszedł na miękkiego. Tu nie chodzi o kraj, tylko o dumę plemienia.
BRZOSKA – CZŁOWIEK, KTÓRY ZROBIŁ DOBRO, A I TAK DOSTAŁ ZA TRAWNIK
Rafał Brzoska zebrał 28 milionów na cele charytatywne. Zrobił dobro. Organizował aukcję, inwestował, angażował ludzi.
I co dostał od mediów?
„Zniszczony trawnik”.
Tak, w Polsce nawet dobroczynność musi się tłumaczyć, że nie nadepnęła na źdźbło patriotycznej murawy.
Brzoska mówi: „To obrzydliwe”.
Ma rację. Bo w Polsce zazdrość to sport narodowy. Moglibyśmy wystawiać drużynę na mistrzostwa świata: szybcy, skuteczni, zawistni – złoty medal murowany.
HOŁOWNIA – KAZNODZIEJA POLITYCZNEJ ELASTYCZNOŚCI
Hołownia znowu tłumaczy, opowiada, analizuje, przewiduje, wspomina i żałuje, nie żałując. Zachwyca się nową energią swojej partii, mimo że połowa posłów poszła sobie za lepszym światłem.
O Hennig-Klosce mówi jak o dalekiej kuzynce: „Źle zrobiła, ale nie wyrzucajmy jej z obiadu”.
To piękny styl: z jednej strony moralność, z drugiej pragmatyzm, z trzeciej troska, z czwartej dramat. Hołownia jest jak polityczny Rubik’s Cube – zmienia kolory przy każdym obrocie.
PODSUMOWANIE PORANKA
W Polsce dzieje się tyle, że człowiek potrzebuje dwóch kaw i odpoczynku na leżąco. Ale przynajmniej nie jest nudno:
- Prezes szuka premiera jak zgubionego chomika.
- Kraków gotuje własną rewolucję miejską.
- Lewica ma kłopoty wychowawcze.
- PiS udaje, że reforma sądów wyszła im jak trzeba.
- Prezydent Nawrocki tańczy pomiędzy logiką a Nowogrodzką.
- Brzoska musi tłumaczyć się ze źdźbła trawy.
- Hołownia rozdaje diagnozy jak psychoterapeuta na dyżurze.
A rząd Tuska, Żurka i Sikorskiego robi swoje. Spokojnie, konsekwentnie, normalnie – czyli dokładnie tak, jak Polska potrzebowała od dawna.
Dzień dopiero się zaczyna. Absurd czeka za rogiem.

Dodaj komentarz