Świnia na granicy, czyli jak nie wkurzyć francuza (i kupić ser żółty za miliard)

Warszawa

Świnia na granicy, czyli jak nie wkurzyć francuza (i kupić ser żółty za miliard)

Bruksela szykuje nowy budżet Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Ekscytujące? Owszem, jeśli jesteś fanem Excelowych dramatów i tłustych subwencji. Ale zanim zaczniesz skakać z radości, że Europa będzie „strategicznie wspierać Ukrainę”, wiedz jedno: francuski rolnik nie odpuści. A jak wiadomo, to nie dyplomacja kieruje światem, tylko lobby rolnicze w okolicach Lyonu.

Komisarz Piotr Serafin ma przed sobą zadanie z gatunku tych, które nie wzbudzają zazdrości: musi powiedzieć Ukrainie, że Unia ją bardzo kocha, ale nie na tyle, żeby dać jej pieniądze. Albo przynajmniej – nie od razu. Bo jak się Ukrainie da dopłaty na poziomie unijnym, to francuska wieś wstanie, pójdzie do Paryża i znowu podpali jakąś starówkę.

Bruksela, ta nasza kontynentalna ciocia z torebką pełną zasad i regulaminów, już szykuje dla Kijowa długi okres przejściowy. Będzie jak w latach 80., kiedy do Wspólnoty wchodziła Hiszpania: najpierw czekanie, potem więcej czekania, a potem – może – subwencje. Francja, jako królowa eurobiurokratycznej pasywno-agresji, jasno sygnalizuje: „tak, ale nie teraz, i nie za moje”.

A w tym wszystkim Polska robi za głos rozsądku, czyli mówi „przyjmijmy Ukrainę!”, a potem liczy, że zapłaci kto inny. Taki mamy klimat – moralnie aktywni, finansowo nieobecni.

Tymczasem w kraju nad Wisłą inflacja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Czerwcowe 4,1 proc. rok do roku może brzmieć jak dobra wiadomość, dopóki nie kupisz w sklepie masła, papieru toaletowego i wiadra łez. Ceny energii? +12,8 proc. Ceny żywności? +4,9 proc. Paliwa tanieją, ale to jakby powiedzieć, że Titanic się już nie topi – tylko trochę stoi pod wodą.

I teraz hit: sprzedaż detaliczna w maju wzrosła o 4,4 proc. Jak to możliwe? Otóż Polacy nauczyli się nowego triku: kupować dużo zanim znowu zdrożeje. Geniusz czy akt desperacji? Trudno powiedzieć. Może po prostu u nas zakupy to nowa forma oszczędzania. Kto dziś trzyma pieniądze w banku, skoro można trzymać je w zamrażarce w formie pierogów?

Ekonomiści oczywiście mówią, że wszystko jest „zgodne z oczekiwaniami” – to ich sposób na powiedzenie „nie mamy pojęcia, co się dzieje, ale się nie przyznamy”.

A przecież jeszcze mamy z tyłu głowy Marine Le Pen, która grozi zawieszeniem francuskiej składki do budżetu UE, więc wszyscy w Brukseli modlą się, żeby nie wygrała w 2027 roku. Bo wtedy zamiast budżetu będziemy mieli zbiórkę publiczną i konkurs „Które państwo członkowskie przyniesie papier do drukarki?”

Podsumowując: Ukraina będzie musiała poczekać. Francuzi będą musieli pogrozić widłami. Polacy – zapłacić więcej za wszystko. A Bruksela – jak zwykle – powie, że wszystko jest „w procesie”. I tylko ser żółty znów będzie kosztował tyle, co gram złota, ale przynajmniej jest smaczny. W przeciwieństwie do polityki budżetowej UE.


Masz to. Felieton, który możesz spokojnie wydrukować, zawiesić nad kuchenką gazową, a potem patrzeć na niego w milczeniu, gdy ceny gazu znowu pójdą w górę.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights