POLSKA W BUDOWIE, POLSKA W REMONCIE, POLSKA WIECZNIE ZDZIWIONA

Warszawa

Poniedziałek jest szczególnym dniem tygodnia. Człowiek jeszcze nie zdążył dobrze otworzyć oczu, jeszcze kawa nie zdążyła przekonać organizmu, że warto żyć, a już rzeczywistość wpada do mieszkania bez pukania i zaczyna przestawiać meble. Tak właśnie wyglądał dzisiejszy dzień w polskiej polityce. Kiedy jedni obchodzili Dzień Dziecka, inni odkrywali, że polityka przypomina bardziej przedszkole niż parlament, a jeszcze inni próbowali zrozumieć, dlaczego kraj rozwija się całkiem nieźle, podczas gdy jego mieszkańcy coraz częściej mają miny ludzi stojących w kolejce do reklamacji.

Największy huk dobiegł dziś z Krakowa. Miasto królów, poetów, smoków i wiecznych remontów postanowiło odwołać swojego prezydenta. Aleksander Miszalski przegrał referendum, a Donald Tusk odpowiedział ruchem, który bardziej przypominał wymianę silnika niż zmianę kierowcy. Rozwiązał struktury Koalicji Obywatelskiej w całej Małopolsce i wysłał Dorotę Niedzielę, aby budowała wszystko od nowa.

Trudno nie dostrzec ironii tej sytuacji. Przez lata politycy opowiadali obywatelom o konieczności modernizacji kraju. Teraz sami stali się ofiarami własnej filozofii. Okazało się, że czasami trzeba przeprowadzić modernizację partii. Nie wystarczy przemalować ścian. Trzeba skuć tynki, wymienić instalację i sprawdzić, czy w fundamentach nie mieszkają przypadkiem duchy dawnych kampanii wyborczych.

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, dlaczego krakowianie powiedzieli „dość”. Nie chodziło o wielkie ideologiczne wojny. Nie chodziło o spory o Europę, demokrację czy geopolitykę. Ludzi bardziej interesowały ceny biletów, zadłużenie miasta, strefa czystego transportu i codzienne problemy. Politycy od lat marzą o wielkich narracjach historycznych, a wyborcy uparcie wracają do pytania, dlaczego autobus znowu nie przyjechał na czas.

To zresztą piękna lekcja dla całej klasy politycznej. Można godzinami debatować o losach świata, ale jeśli mieszkaniec miasta codziennie wpada w dziurę na chodniku, to wcześniej czy później uzna, że największym zagrożeniem dla cywilizacji nie jest wcale Putin, tylko wydział inwestycji lokalnego urzędu.

PiS już zaciera ręce i zapowiada podobne referenda w kolejnych miastach. Wrocław, Poznań, Gdańsk, Rzeszów. Wygląda to trochę jak objazdowy cyrk politycznego odwetu. Tyle że polityka ma tę złośliwą cechę, że nigdy nie wiadomo, kto będzie następną ofiarą własnej strategii. Historia pełna jest ludzi, którzy zbudowali katapultę dla przeciwnika, a potem sami usiedli w niewłaściwym miejscu.

Tymczasem Donald Tusk świętował drugą rocznicę programu in vitro. Piętnaście tysięcy dzieci. Liczba robi wrażenie nawet na najbardziej cynicznych komentatorach życia publicznego. W świecie polityki, gdzie większość projektów kończy się konferencją prasową, a połowa obietnic przechodzi do historii szybciej niż modne fryzury, piętnaście tysięcy nowych obywateli jest argumentem trudnym do zignorowania.

Można oczywiście spierać się o koszty. Można liczyć miliardy. Można organizować debaty i pisać raporty. Ale na końcu pozostaje prosty fakt. Są rodziny, które dzięki temu programowi mają dzieci. A demografia nie zna litości. Nie czyta partyjnych komunikatów. Nie ogląda telewizji informacyjnych. Nie interesują jej konferencje prasowe. Liczy ludzi.

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część dzisiejszego obrazu Polski.

Z jednej strony słyszymy bowiem, że gospodarka urosła o 3,5 proc. PKB. Z drugiej strony przemysł notuje najlepsze wyniki od wielu miesięcy. Minister finansów opowiada o Polsce jako jednym z najbardziej wpływowych krajów Unii Europejskiej. Ekonomiści pokazują wykresy, które wyglądają całkiem przyzwoicie. A mimo to w społeczeństwie nie czuć szczególnej euforii.

To trochę tak, jakby człowiek wygrał maraton, wrócił do domu z medalem na szyi, po czym odkrył, że nadal boli go kręgosłup, rata kredytu nie zniknęła, a sąsiad właśnie wrócił z wakacji na Malediwach.

I właśnie o tym mówił tekst, który dziś szczególnie przykuł moją uwagę. O Polsce, która odniosła sukces, ale nie bardzo wie, co zrobić z własnymi ambicjami. O kraju, który przez trzydzieści lat marzył, żeby dogonić Zachód, a kiedy w dużej mierze go dogonił, nagle zaczął się zastanawiać, dokąd właściwie biec dalej.

Donald Tusk należy do pokolenia, które pamięta kolejki, kartki i granice. Dla wielu jego rówieśników sama możliwość życia w normalnym europejskim kraju była spełnieniem marzeń. Problem polega na tym, że trzydziestolatkowie i czterdziestolatkowie mają już inne marzenia. Nie chcą być drugą Irlandią ani drugą Japonią. Chcą być pierwszą Polską. Lepszą szkołą. Lepszym szpitalem. Mądrzejszym państwem. Mniej absurdalnym urzędem. Bardziej przewidywalnym systemem podatkowym.

To dlatego polityka coraz częściej przypomina rozmowę dwóch osób, które używają tego samego języka, ale opowiadają o zupełnie różnych światach. Jedni mówią: „zobaczcie, jak daleko zaszliśmy”. Drudzy odpowiadają: „dobrze, ale dokąd teraz idziemy?”. I chyba właśnie to pytanie będzie najważniejsze przez najbliższy rok.

Jeśli Koalicja Obywatelska nie znajdzie odpowiedzi, zrobi to ktoś inny. Polityka nie znosi próżni. Wyborcy również. Zwłaszcza ci, którzy mają już mieszkanie, samochód i względny spokój, ale coraz częściej patrzą za horyzont i dochodzą do wniosku, że człowiek nie żyje samym wzrostem PKB.

Wieczorem spojrzałem jeszcze na zdjęcie dnia z Japonii. Osiem ibisów czubatych wypuszczonych na wolność po latach nieobecności. Piękny obrazek. Prawie symboliczny. Ptaki wracają tam, skąd kiedyś zniknęły.

Patrząc na polską politykę, pomyślałem, że wszystkim jej uczestnikom przydałoby się podobne doświadczenie. Może warto byłoby wypuścić na wolność kilka gatunków, które od dawna uznawano za wymarłe. Zdrowy rozsądek. Pokorę. Długofalowe myślenie. I odrobinę wyobraźni. Zwłaszcza tej ostatniej, bo bez niej nawet najszybciej rosnąca gospodarka świata pozostaje tylko tabelką w excelu, a kraj staje się miejscem, które potrafi liczyć swoje sukcesy, ale coraz trudniej przychodzi mu o nich marzyć.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights