CHINY, PUTIN I RESZTA ŚWIATA – CZYLI KIEDY DYKTATORZY OGLĄDAJĄ NETFLIXA NA NASZ KOSZT

Warszawa


Zachód ziewa, a Wschód trze ręce z radości. Putin i Xi – duet jak z kabaretu politycznego, w którym jeden gra cara, a drugi cesarza, i obaj uważają, że demokracja to dziwny zachodni eksperyment, coś między ruchem hippisowskim a pokazem talentów w Brukseli.

Rosja chce odbudować ZSRR, a Chiny – zbudować świat, w którym Pekin jest stolicą wszystkiego: od produkcji tostera po definicję wolności. W tym tandemie Putin to bokser po sześciu rundach, który wciąż wierzy, że ma nokaut w prawej, a Xi – zimny strateg z liczydłem, który po prostu kupuje sędziego i ring.


Zachód, zamiast walczyć, pisze raporty o „dezinformacji i zagrożeniach hybrydowych”. Bruksela powołuje komisje, Waszyngton wyraża „głębokie zaniepokojenie”, a Helsinki wydają poradniki, jak odróżnić rosyjskiego trolla od lokalnego patriotycznego wariata. Problem w tym, że trolli mamy więcej niż bibliotekarzy.

Rosjanie podsycają strach, Chińczycy uzależniają. Moskwa wlewa fake newsy jak tani bimber, a Pekin karmi nas tanimi bateriami i bajkami o zielonej energii. I zanim się obejrzeliśmy, 96% naszych tosterów, laptopów i schodów ruchomych pochodzi z Chin. Jeśli Xi Jinping jutro przykręci kurek z czajnikiem, pół Europy przestanie pić herbatę.


Putin tymczasem bawi się w globalnego szachistę. Przesuwa pionki w Afryce, Bliskim Wschodzie i Ameryce Łacińskiej – i choć gra figurami z plasteliny, to Zachód udaje, że to partia z Kasparowem. A wszystko to w imię „walki z Zachodem”, który rzekomo gnije, bo pozwala kobietom mieć konta bankowe i mówić głośno w telewizji.

W rzeczywistości Rosja przypomina menela, który próbuje wrócić do byłej żony, grożąc, że spali mieszkanie. I robi to z tą samą logiką: „jeśli nie ja, to nikt”.


Xi Jinping jest za to jak elegancki lichwiarz – nie straszy, tylko pożycza. Kupuje porty, kopalnie, fabryki baterii i polityków. Pożyczki na preferencyjnych warunkach? Oczywiście. W zamian za drobny podpis, małą bazę logistyczną, i może jeszcze łańcuch dostaw, żebyśmy pamiętali, kto naprawdę trzyma nas za gniazdko.

W Chinach nie ma prywatnych firm – są tylko różne wydziały Partii. Nawet fabryka misiów na eksport musi wiedzieć, co myśli Xi, zanim wypuści pluszowego pandę na rynek.


A Zachód? Wciąż wierzy, że świat da się naprawić uśmiechem, grantem i kampanią „Stop Hate Now”. Myślimy, że jak zrobimy infografikę o demokracji, to Afryka przestanie głosować na autokratów, a TikTok zacznie promować humanizm Kanta. Naiwność poziom – student pierwszego roku stosunków międzynarodowych.

Tymczasem Putin bombarduje, Xi inwestuje, a my wypełniamy ankiety o „strategicznej autonomii”. Nawet Sun Tzu by się roześmiał. Bo o ile on pisał, że wojna to sztuka podstępu, my zrobiliśmy z niej powerpointa.


Ale nadzieja nie ginie. Finlandia już wprowadziła prawo, że Rosjanie nie mogą kupować działek przy strategicznych obiektach. To jakbyśmy w Polsce zakazali posłom PiS kupowania mieszkań obok sądów – działa od razu na morale.

Europa musi w końcu zrozumieć, że bezpieczeństwo to nie tylko hasło wyborcze, ale coś, co zaczyna się od kuchni: od zapasu jedzenia, od zaufania do sąsiada i od świadomości, że gdy coś jest tanie, to najczęściej kosztuje wolność.

Bo Putin i Xi mają jedną wspólną pasję – kontrolę. I jedną wspólną słabość – śmiech. Nic tak nie irytuje autokraty jak dowcip. Więc śmiejmy się, zanim każą nam płacić abonament za memy.


Świat się zmienia: Zachód tłumaczy, Wschód planuje, a reszta świata ogląda to na smartfonach z Chin.
A Putin? Nadal wierzy, że historia go zapamięta. Owszem, zapamięta – jako człowieka, który walczył o imperium, a skończył jako wirus w globalnym systemie operacyjnym.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights