
Gdyby polska ochrona zdrowia była serialem, już dawno przebiłaby Modę na sukces długością, Czarnobyl dramatyzmem, a Ucho prezesa absurdem. I co najgorsze — cały czas leci na żywo, z nowymi sezonami co wybory.
Na scenie: szpitale powiatowe, które zamiast leczyć — walczą o przeżycie. W rolach głównych: samorządy, które nie wiedzą, czy sprzedać, zlikwidować, czy może… pomodlić się o cud. Statyści: pacjenci, którzy po raz kolejny stają się bohaterami dramatu „Proszę poczekać na specjalistę — może w przyszłym życiu”.
Oczywiście, scenariusz pisze Narodowy Fundusz Zdrowia, który najwyraźniej sądzi, że inflacja to zjawisko mistyczne i że za 300 zł da się dziś przeprowadzić operację, wymienić wyrostek, a może jeszcze zrobić kawę lekarzowi na dyżurze. Dobrze, że przynajmniej inflacja ma lepszy PR niż NFZ.
Ale uwaga: jest nadzieja! Wśród chaosu, migających kontrolerek finansowych i przestraszonych dyrektorów szpitali pojawia się… propozycja! Nie, nie od ministerstwa — od ludzi, którzy naprawdę w tym siedzą po uszy: KB Konsulting i Partnerzy. Tak, to ci, którzy zamiast zaklinać rzeczywistość, postanowili ją przeprojektować.
Zamiast czekać na Godota z NFZ-u, proponują coś, co mogłoby się nawet udać (choć to w Polsce już brzmi podejrzanie). Otóż: stowarzyszenia szpitali samorządowych i uczelni medycznych — coś w rodzaju „medycznej ligi mistrzów”, tylko z mniejszym budżetem i większą szansą na przetrwanie.
Do tego: mobilne zespoły położnicze — bo skoro już zamykamy porodówki, to może przynajmniej dowieziemy poród do domu. Genialne w swojej prostocie i do bólu polskie. Jak nie możesz iść do lekarza, to lekarz przyjdzie do ciebie. Może w dresie i z GPS-em, ale jednak.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że te pomysły nie są efektem nocnej burzy mózgów po trzech kawach i dwóch red bullach. To owoc ponad 20 lat audytów, analiz i obcowania z rzeczywistością, którą politycy oglądają przez lunetę ustawioną odwrotnie.
Co proponują? Konsolidację, specjalizację, współdzielenie sprzętu, wykorzystanie unijnych środków i synergii z uczelniami. Tak, wiem, brzmi jak plan. A w Polsce każda rzecz, która wygląda jak plan, automatycznie trafia do folderu „nierealne” albo „nie do końca nasze”.
W skrócie — mamy teatr. Ale można go zreformować. Zamiast farsy o tytule „Szpital na skraju bankructwa” — wystawić wreszcie coś, co przypomina „System opieki zdrowotnej z prawdziwego zdarzenia”. Potrzebna jest tylko odrobina odwagi, trochę unijnych funduszy, szczypta rozsądku… i może jakiś premier, który przeczyta coś dłuższego niż post na Twitterze.
Zakończmy zatem optymistycznym akcentem: czy będzie lepiej? Nie wiem. Ale jeśli wdroży się rozwiązania proponowane przez KB Konsulting, to przynajmniej będzie mniej źle — a w ochronie zdrowia to już i tak sukces.

Dodaj komentarz