WOŁOWINA, ŁZY I ŚWIĘTE BURAKI – MERCOSUR JAKO ZAGROŻENIE EGZYSTENCJALNE DLA POLSKIEJ PSZENICY (I GODNOŚCI NAWROCKIEGO)

Warszawa

Jeśli uwierzyć opozycji, to nadchodzi apokalipsa. Nie ta z jeźdźcami – ci są zajęci protestami rolników – ale ta celno-klimatyczno-argentyńska. Z zawrotną siłą nadciąga mięso południowoamerykańskie, niesione na grzbietach piekielnych kontyngentów. Nad Polską, wedle dramatycznych krzyków z Nowogrodzkiej, zawisł cień… wołowiny.

Ale spokojnie, dzieci. Tusk przyniósł kaganiec. Z Paryża. Bo tam, 4 września, spotkał się z Macronem i Scholzem i – wyobraźcie sobie – nie płakał, nie tupał, nie szantażował, tylko rozmawiał. O czym? O tym, jak zabezpieczyć interesy europejskich (czytaj: polskich) rolników, nie niszcząc przy okazji całej logiki globalnego handlu. Co za bezczelność.

Tymczasem w kraju…  Nawrocki odprawia egzorcyzmy nad traktatem, który przecież jeszcze nawet nie został wprowadzony. Biega z szabelką po Radzie Gabinetowej i domaga się mniejszości blokującej jak dziecko, które dowiedziało się, że nie dostanie tortu z traktorem. W odpowiedzi premier Tusk, z tym swoim uśmiechem Sokratesa po kawie, rzuca: „Proszę się nie krępować, panie prezydencie”. To nie riposta – to akt kulturalnego rozbrajania bomb głupoty.

PiS-owcy, których znajomość geografii kończy się na Kalwarii Zebrzydowskiej, wpadli w panikę, że argentyńska krowa zabije polskiego świniaka. I choć dane pokazują, że Mercosur dotknie może 1,5 proc. unijnej produkcji mięsa, to opozycja zachowuje się, jakbyśmy mieli zaraz importować całą pampę. A przecież Polacy nie zamienią swojej wieprzowiny na stek z Urugwaju tylko dlatego, że cło spadnie z 13 do 7 procent. Jesteśmy przywiązani do własnego smalcu, a nie cudzej chimerycznej polędwicy.

Ale nie, opozycja upiera się, że mamy „bronić rolnictwa”, co brzmi jakbyśmy mówili o ostatnim bastionie polskości przed inwazją robotów. Tymczasem ten „sektor strategiczny” odpowiada za… niespełna 3 proc. wartości dodanej naszej gospodarki. Mniej daje już tylko „kultura i rozrywka”, co być może tłumaczy jakość konferencji prasowych Konfederacji.

I tu dochodzimy do istoty. W tej umowie chodzi o przemysł. O eksport chemii, maszyn i pojazdów – czyli to, na czym Polska naprawdę zarabia. Ale kto by się tym interesował, skoro można znowu poudawać, że chłop z widłami to najważniejsza instytucja w państwie? Tymczasem w Paryżu, zamiast groteski, mamy realną politykę. Tusk wynegocjował mechanizmy ochronne dla rolników i wymusił zgodność Mercosur z unijnymi normami klimatycznymi. Krótko mówiąc – będzie bezpiecznie, będzie ekologicznie, będzie dobrze.

Ale opozycja się nie uspokoi. Dla nich Mercosur to nie umowa – to apokalipsa napisana krwią złotych cielców globalizacji. Więc zanim ktoś wpadnie na pomysł, by podpalić argentyńską ambasadę, przypomnijmy: ta umowa była negocjowana przez 26 lat. I tak, jak każde kompromisowe dziecko tej planety, jest brzydka, ale potrzebna.

W międzyczasie Nawrocki nadal walczy z wiatrakami, tylko że te wiatraki są turbinami przemysłowymi, a on nadal trzyma w ręku cep. Gratuluję strategii. Tak się właśnie przegrywa XXI wiek w imię mitologii szlacheckiej zagrody.


PS. Ktoś mógłby zapytać: „A co jeśli się mylisz? A co, jeśli Mercosur zniszczy polskie rolnictwo?”
Wtedy odpowiem: spokojnie, Polska ma jeszcze jedną strategiczną rezerwę. Nazywa się TV Republika – tam każde kłamstwo zostanie ugotowane, podane, a potem jeszcze zjedzone przez samego prowadzącego.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights