TUSK I BARDZO TRUDNA SZTUKA GRY NA ROZSYPUJĄCYM SIĘ FORTEPIANIE

Warszawa

(czyli jak nie zwariować między Trumpem, Nawrockim a brazylijską wołowiną)


Są w polityce momenty, kiedy człowiek zadaje sobie pytanie: „Czy ja śnię, czy Karol Nawrocki właśnie próbuje prowadzić politykę zagraniczną na własną rękę?” Odpowiedź brzmi: nie śnisz. To się dzieje naprawdę. I nie, nie jesteś w serialu komediowym, choć tempo wydarzeń sugeruje coś między Veep a Ucho Prezesa, z elementami Dynastii w wersji rolniczo-latynoamerykańskiej.

Zacznijmy od Donalda Tuska, który — choć ma więcej politycznego przebiegu niż wszystkie autobusy MPK razem wzięte — musi dziś, na nowo odmalować swój wehikuł, zwany niegdyś Platformą Obywatelską, bo ten stary już ledwo zipie i psuje sondaże, jak stary Polonez bez silnika. „Rebranding”, mówią. Tusk chce z Nowacką i Szłapką zrobić coś na kształt politycznego smoothie: coś między Koalicją, a Nową Nadzieją, bez pestek. Problem w tym, że koktajl polityczny bez charakteru kończy się jak… bezalkoholowe piwo. Wypić można, ale po co?

Nowa partia, nowy szyld, nowe porządki. A Tusk? Jak stary mistrz czekający na ostatni bis — niby schodzi ze sceny, ale każdy wie, że zaraz wróci z „Jeszcze jeden raz!” W tle Trzaskowski ćwiczy zagraniczną mimikę, a Sikorski, jak zwykle, jest jednocześnie wszędzie i nigdzie, głównie w mediach społecznościowych.

Tymczasem, gdzieś pomiędzy Paryżem a Pekinem, rozgrywa się dramat z wołowiną w tle. Umowa UE-Mercosur – czyli „jak oddać rolnictwo w zamian za sery francuskie i niemieckie samochody”. KE mówi: „spokojnie, mamy bezpieczniki!” – co brzmi mniej więcej tak, jakby strażak próbował ugasić pożar dzbankiem wody mineralnej.

Polska próbuje znaleźć sojuszników, ale wygląda to jak próba zebrania drużyny do siatkówki w podstawówce: „Ty grasz? Nie. A ty? Mama nie pozwala.” Zostaje więc Francja, Irlandia i… ciche westchnienie.

A wtedy na scenę wchodzi ON. Karol Nawrocki. Prezydent z IPN-u, który po jednej kolacji z Trumpem uznał się za nowego Talleyranda. Ubrał garnitur, zrobił minę jak z katalogu Hugo Bossa i poleciał do Waszyngtonu, gdzie – o zgrozo – Trump potraktował go jak ulubionego pieska: poklepał, pogłaskał i obiecał, że może nawet zostanie dłużej, bo nie ma planów, by go wyrzucić. Znaczy, amerykańskich żołnierzy.

Prezydent Nawrocki uznał to za ogromny sukces. Rząd — delikatnie mówiąc — nieco mniej entuzjastycznie. Sikorski wysłał mu z Twittera instrukcję obsługi kontaktów dyplomatycznych, na co Nawrocki odpowiedział, że „Sikorski się wygłupił”. Cóż, nie on pierwszy, nie on ostatni. Ale żeby aż w Białym Domu? Publicznie? Bez MSZ-u? To już nie dyplomacja. To Dancing with the Saszłyki.

W tle, oczywiście, PiS już ostrzy noże i przegląda Excela z nazwiskami na „wielki powrót”. Spółki Skarbu Państwa niczym bożonarodzeniowy karp czekają w wannie, aż znowu zostaną złowione. W sondażach: PiS trochę w górę, Konfederacja w dół, a Polska 2050 w reanimacji. W tle echo starego Kaczyńskiego powtarza: „Jeszcze będzie normalnie…”

A co z Unią? A co z wojną? A co z Ukrainą? Tusk w Paryżu robi, co może. Polska nie wyśle żołnierzy, ale za to zaoferuje logistykę, wsparcie, modlitwy, znicze i obietnice bez pokrycia. Wszyscy się zgodzili. Bo Polska ma „ważną rolę” — taką, wiecie, organizacyjną. Jak pani na recepcji w hotelu czterogwiazdkowym. Uprzejma, ale to nie ona decyduje o cenach pokoi.

Nawet Chińczycy już zorganizowali paradę z Putinem i Kim Dzong Unem. Xi Jinping wyglądał, jakby właśnie objął władzę nad światem. Putin się uśmiechał jak człowiek, który wie, że w piekle są klimatyzatory, a my mamy tylko wentylator na bateryjki.

Tak. W tym wszystkim Donald Tusk jawi się jak ostatni dorosły na placu zabaw. Trochę zmęczony, trochę rozczarowany, ale wciąż jako jedyny wie, jak się gra w politykę. Problem w tym, że reszta dzieciaków już dawno zaczęła obrzucać się piaskiem.


PUENTA, CZYLI ZŁOTY RYŻ DLA EUROPY

Nowy świat? Nowe układy? Może. Ale zanim Polacy zaczną pić argentyńskie mleko i jeść brazylijską kukurydzę, może dobrze byłoby się zastanowić, kto tu naprawdę rozdaje karty.

Bo dziś Polska to kraj, w którym premier musi ratować rolników przed umową handlową, prezydent udaje Jamesa Bonda w Waszyngtonie, a PiS już maluje ściany w gabinetach, których jeszcze nie odzyskał.

I tylko Donald Tusk, jak stary gracz, trzyma pion w grze, której zasady zmieniają się co tydzień. Tylko pytanie, czy starczy mu sił, żeby grać dalej, skoro cały fortepian trzeba wymienić.

Na razie nastroił tylko struny. Ale wszyscy słyszą: to ostatnia ballada.


Felieton sponsorowany przez zdrowy rozsądek i polskich rolników. Brazylijska wołowina nie została skrzywdzona podczas pisania tego tekstu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights