
Czwartkowe wiadomości z Polski brzmią jak scenariusz do tragifarsy, w której aktorzy zapomnieli, że są tylko statystami w państwie prawa. Ale co tam prawo – ważne, że dekoracje stoją, kamera działa, a w tle grają na fujarce hymn III Rzeczypospolitej.
ŻUREK NIE KUCHENNY
Minister Waldemar Żurek – człowiek, który przez lata wyglądał jakby miał w szafie tylko togę i żal – właśnie ruszył z misją oczyszczania wymiaru sprawiedliwości. I o dziwo, nie zaczął od wymiatania, tylko od rozkręcania starego mebla. Próba reaktywacji legalnej KRS sprzed 2018 r. to jak reanimacja babci dla celów spadkowych – z punktu widzenia emocji szlachetna, ale prawnie dość śliska.
Czy to ma sens? Oczywiście, że nie. Czy to ma styl? Właśnie dlatego, że nie ma – tak. Żurek działa z gracją zdeterminowanego sanitariusza w szpitalu psychiatrycznym: wie, że nikt mu nie pomoże, ale i tak bandażuje. Zamiast pisać nowe ustawy, rusza z planem B – czyli „uchwała plus nadzieja”. I to wszystko w kraju, w którym prezydent uważa, że Konstytucja to gra planszowa, a Trybunał Konstytucyjny to coś między spółką córką a domem pogodnej starości.
NAWROCKI – NOWY PREZYDENT, STARE DEKORACJE

Karol Nawrocki – nowy lokator Pałacu, stary znajomy Instytutu Pileckiego, z twarzą jak z reklamy kredytu hipotecznego – spotkał się z Donaldem Tuskiem. W cztery oczy. To było spotkanie, z którego nic nie wynikło, więc wszyscy uznali je za przełomowe. Tusk musiał odłożyć na bok swoje ulubione hobby, czyli ignorowanie prezydenta, ponieważ Donald Trump – ten amerykański fan politycznego wrestlignu – uznał, że właśnie Nawrocki będzie jego polskim rozmówcą.
W skrócie: kiedy lokalny strażak (Tusk) dowiaduje się, że piroman (Trump) wybiera jego ogrodnika (Nawrockiego) do rozmów o gaszeniu pożarów, to strażak grzecznie dzwoni, umawia się na kawę i mówi: „no to może współpraca?”
Nie oszukujmy się – Nawrocki to nie prezydent. To instalacja prezydencka. Ornament. Gdyby był meblem, stałby w hallu i trzymał parasole.
BŁASZCZAK – KOLEJNY RAZ, KOLEJNA KATASTROFA
W międzyczasie Mariusz Błaszczak wyszedł z cienia… i wpadł na ścianę. Ogłosił, że MON może zbankrutować. Dobrze, że dodał „może”, bo to i tak najwyższy poziom precyzji, jaki był w stanie osiągnąć.
Błaszczak przez osiem lat zamieniał armię w teatrzyk czołgów, fortów i konferencji prasowych, na których niepokój narodowy sączył się jak sos z tubki. Teraz ostrzega przed katastrofą, którą sam wywołał. To trochę jakby magik z TV Republika ogłosił, że królik może nie przeżyć kolejnej sztuczki.
W rzeczywistości nie chodzi o żadne bankructwo. Chodzi o to, że nowy minister nie zamówi kolejnych 12 tysięcy haubic do ozdabiania parkingów. I nagle – dramat! Wojsko bez PR-u!
SCHIZOFRENIA INSTYTUCJONALNA
A w tle trwa komedia pomyłek: dwa KRS-y, czterech prokuratorów generalnych, jeden Trybunał Konstytucyjny z rozszczepieniem osobowości i sądy, które nie wiedzą, czy ich prezes właśnie został zawieszony, czy może tylko wyciszony. Polska administracja przypomina stado flamingów w windzie – niby coś się rusza, ale nie wiadomo, czy to taniec, czy atak paniki.
Nie da się naprawić państwa, kiedy połowa instytucji udaje, że nie wie, kto je powołał. A druga połowa nie wie, kto je właśnie odwołał.
PODSUMOWANIE DNIA: SMUTEK NA SZPILKACH
Czwartek w Polsce? Żurek idzie na rympał, Nawrocki stoi jak słup na weselu, a Błaszczak dalej ma koszmary z Excelem.
Gdzieś pomiędzy tymi gruzami Donald Tusk próbuje posklejać resztki instytucji, jak mama, która po przyjęciu urodzinowym siedmiolatka znajduje ciasto w zasłonie i nadmuchaną rękawiczkę w kiblu.
To nie jest państwo z dykty. To państwo z recyklingu. Ale przynajmniej zupka się gotuje. A Żurek – jak to Żurek – nie będzie miał łatwo, ale przynajmniej wiadomo, że to on gotuje, a nie Ziobro wraca przez komin.
Smacznego, Polsko.

Dodaj komentarz