
*(czyli „Gra o Tron: Edycja Tuskowa”)
Czym różni się średniowieczna rekonstrukcja Bitwy pod Grunwaldem od współczesnej rekonstrukcji rządu Donalda Tuska? Otóż w pierwszej przynajmniej wiadomo, kto gra Krzyżaków. W drugiej — nie wiadomo nic, poza tym, że wszyscy są bardzo, ale to bardzo zmęczeni.
Tydzień minął pod znakiem nie tyle rekonstrukcji, co politycznego escape roomu, z którego tylko niektórzy ministrowie znaleźli wyjście. Reszta została zredukowana, odpolityczniona albo zdegradowana. A wszystko to w atmosferze eleganckiego milczenia, pełnego znaczeń, niedopowiedzeń i pasywno-agresywnego PR-u, który mógłby zawstydzić nawet rodzinne obiady u twojej cioci z Pruszkowa.


Zacznijmy od największego szur-burzy politycznego sezonu: Ministerstwo Sprawiedliwości. Adam Bodnar, przez pół roku był jedynym człowiekiem w kraju, który jeszcze wierzył w procedury. Odszedł w milczeniu, z godnością, przypominając trochę nauczyciela fizyki, którego uczniowie bardziej cenią dopiero, gdy wraca dyrektor-sadysta z urlopu. Zastąpił go Waldemar Żurek — bojownik o sądy, o wolność, o demokrację i zapewne o dostęp do automatu z kawą w gmachu sądu. Tusk postawił na wojownika. Czyli najpewniej ktoś w gabinecie premiera powiedział: „A może teraz spróbujmy czegoś działającego?”


A propos działania: stworzono dwa superresorty. Bo jeśli coś nie działa, zrób z tego coś większego. Resort finansów i gospodarki dostał Andrzej Domański, czyli człowiek, który z powagą Excela spojrzy na kraj i powie: to będzie kosztować. Drugim superresortem – tym z energią i prądem – zarządzać będzie Miłosz Motyka z PSL. Kto? No właśnie. PSL był szczęśliwy, więc reszta Polski powinna być czujna.
W tym miejscu pojawia się klasyczna formuła „niby nic się nie zmieniło, a jednak czujemy się jakoś dziwnie”. Bo oto z rządu zniknęła Izabela Leszczyna – ministra zdrowia, której nie udało się rozwiązać problemu aborcji, ale udało się zrobić kilka rzeczy dobrych. Czyli klasyczny polski bilans: plus za intencje, minus za wykonanie, nagroda pocieszenia w postaci przejścia do historii w przypisach.
Na jej miejsce wskoczyła Jolanta Sobierańska-Grenda – fachura z Pomorza, specjalistka od restrukturyzacji szpitali, czyli taki sanacyjny hydraulik, który zamiast polityki preferuje cięcia. Fajnie, że nie jest polityczką, ale trochę szkoda, że teraz zdrowie publiczne będzie zarządzane jak bankrutujący dom towarowy.

I teraz najlepsze – trzy ministry (tak, feminatyw będzie tu jak najbardziej złośliwie zamierzony) wyleciały z foteli. Ale zostały przy stole. Czyli nie masz już działki, ale wciąż podlewasz kwiatki. Katarzyna Kotula od równości, Adriana Porowska od społeczeństwa obywatelskiego i Marzena Okła-Drewnowicz od seniorów. Oficjalny przekaz? „Nie potrzebujemy osobnych resortów, bo… nie”. Cichy przekaz? „Zbyt dużo mówiły o prawach człowieka, demokracji i starszych ludziach, a teraz mamy inne priorytety — np. walkę z brunatną falą, której jeszcze nie zauważyliśmy.”

Bo oto nadchodzi konserwatywna rewolucja, a rządzący centryści postanowili z nią walczyć… przez rekonstrukcję gabinetu i nic więcej. Donald Tusk wygłosił mowę motywacyjną, w której nie było ani programu, ani wizji, ani nawet „hej, robimy to razem”. Trochę jakby powiedział: „Słuchajcie, teraz już będzie dobrze, tylko nie wiem jeszcze jak.”
A brunatna fala? Nacjonaliści na ulicach? Demonstracje? Rewolucja kulturowa? Rząd milczy, bo chyba nadal są zaskoczeni, że ludzie bez internetu też mają prawa wyborcze.
Podsumowując: Donald Tusk wykonał ruchy kadrowe, jakby czyścił lodówkę — trochę wyrzucił, trochę poprzekładał, trochę zostawił, bo może się jeszcze przyda. Ale nie powiedział, co planuje ugotować.
A my, biedni wyborcy, nadal stoimy przy tym politycznym blacie z pytaniem: czy z tych resztek da się jeszcze zrobić demokrację?
Donaldzie, kochamy cię, ale nie każ nam znowu głosować przeciw PiS. Daj nam powód, żeby głosować na ciebie.
I tak kończy się ta rekonstrukcja — bez fajerwerków, ale z lekkim skrzypieniem pancerza. I tylko jeden wniosek nasuwa się sam: może i Tusk nie jest Napoleonem, ale przynajmniej nie przebiera się za niego w lesie.

Dodaj komentarz