



Dobrze, dzieci, usiądźcie w kółeczku, bo premier opowiada bajkę. A bajka, jak to bajka, zaczyna się od zaklęcia: „Są takie momenty w historii kraju, że trzeba się ogarnąć”. Tak Donald Tusk rozpoczął swoją magiczną operację rekonstrukcyjną. Rząd zredukowany z 26 do 21 ministrów — jakby komuś nagle zaczęło zależeć na ekonomii nie tylko w teorii. Premier odchudził Radę Ministrów, choć nie jest jasne, czy to bardziej kuracja odchudzająca, czy lifting politycznej twarzy po ciężkiej nocy przegranych wyborów prezydenckich.
Premier przy tej okazji był w formie — emocjonalnej i retorycznej. Mówił, że „porażka nie oznacza przegranej batalii”, a „czas traumy powyborczej definitywnie się kończy”. Jakby politykę traktował jak związek: był okres żałoby, teraz czas wrócić na randki z rzeczywistością. Na pytanie: „Dlaczego teraz?”, Tusk odpowiada: „Bo trzeba się ogarnąć”. No cóż, czyż to nie najpiękniejszy slogan od czasów „Yes, we can”?
NOWI, STARZY I ZASKOCZENI
W nowym składzie, obok kilku spektakularnych wymian, znajdziemy też starych wyjadaczy z nowymi etykietami. Radosław Sikorski, niegdyś szef MSZ, teraz również wicepremier. To awans, który sprawił, że Jarosław Kaczyński zakrztusił się herbatą. – Sikorski to nieporozumienie – stwierdził klasycznie. Cóż, prezes PiS używa słowa „nieporozumienie” w takiej częstotliwości, że właściwie mógłby nim chrzcić swoje wnuki.
Kaczyński nie poprzestał: „To z deszczu pod rynnę” — powiedział o nominacji Waldemara Żurka na ministra sprawiedliwości. Tyle że w tej bajce to właśnie Żurek zdaje się mieć mop i zaczyna wycierać po starym bałaganie. A Kaczyński? On najwyraźniej znowu zgubił parasol i próbuje udawać, że to prysznic.
NOWE RESORTY, STARE NADZIEJE
Ciekawie zapowiadają się dwa nowe superresorty — gospodarki i energii. Andrzej Domański, minister finansów, dostaje także gospodarkę — bo jak już ktoś ma rękę na skarbonce, to niech ma i drugą na kalkulatorze. A Miłosz Motyka, nowy minister energii, wygląda jakby przyszedł z reklamy baterii Duracell i naprawdę nie zamierza się zatrzymać. Tusk tłumaczy to wszystko wizją „mocnego centrum gospodarczego”. Przypadek? Nie sądzę.
Ważne są też zmiany w resortach zdrowia, sprawiedliwości i kultury. Jolanta Sobierańska-Grenda ma „odpolitycznić” służbę zdrowia — czyli co? Lekarze przestaną pytać o poglądy pacjentów przed znieczuleniem? Waldemar Żurek, legenda sędziowskiego oporu, zastępuje Adama Bodnara, który chyba miał zbyt dużo sumienia na centrową politykę. A Marta Cienkowska w Ministerstwie Kultury? Czas pokaże, czy odziedziczy po poprzedniczce fortepian, czy pole minowe.
TUSK W FORMIE: LIDER, PSYCHOLOG, TRENER MOTYWACYJNY
Nie sposób pominąć tonu całego wystąpienia. Tusk żonglował patosem i pragmatyzmem jak rasowy prestidigitator. „Okręty spalone, idziemy wyłącznie do przodu” — powiedział, zupełnie jakby szykował się nie do piątkowego posiedzenia gabinetu, a do inwazji w Normandii. „Nie będę tolerował konfliktów” — oznajmił twardo. Oczywiście, bo nikt tak pięknie rozwiązuje konflikty jak koalicja z czterema partiami i tyloma ego, że można by nimi obsadzić operę.
Jednak najbardziej trafne było coś innego: „Trzeba się ogarnąć”. To zdanie powinno być wydrukowane na plakatach wyborczych, kubkach, a może i na marmurze. To polskie, ludzkie, prawdziwe. Bo tak naprawdę cała ta rekonstrukcja to próba ogarnięcia się po politycznym kacu. Tusk nie udaje, że wszystko działa. Mówi: „przeciwnik jest silny”, „będę mówił szczerze, gdzie jest kłopot”. Czyli tak: mamy dziurę w łódce, ale przynajmniej wiemy, gdzie się leje.
KOMU WSTYD, TEMU KRYZYS
Krytycy — a jakże — już tupią nogą. Część komentatorów mówi, że to tylko PR, „nie widać konkretów”. Inni próbują udowodnić, że Tusk właśnie dokonuje reanimacji własnego wizerunku. No tak, jakby polityka kiedykolwiek była czymś innym niż niekończącym się castingiem do roli Mesjasza.
PODSUMOWANIE DLA TYCH, CO CZYTAJĄ TYLKO MEMY:
- Rząd schudł — z 26 do 21 ministrów. Fit & Ready.
- Tusk mówi, że „trzeba się ogarnąć” — i wygląda na to, że naprawdę się stara.
- Wicepremierem został Sikorski, co Kaczyńskiego doprowadziło do werbalnego zespołu Tourette’a.
- Żurek na ministra sprawiedliwości — z KRS-u prosto na barykadę.
- Nowe superresorty — gospodarka i energia. Brzmi jak DLC do symulatora państwa.
- Lewica zadowolona. PSL mówi o „drużynie grającej do jednej bramki”. Wszyscy udają, że koalicja to nie dom weselny po północy.
I CO TERAZ?
Teraz, obywatelu, możemy jedynie przyjąć postawę wyczekującą. Bo jak powiedział Dariusz Klimczak: „Wszyscy zawodnicy są przygotowani. Okienko transferowe się zamyka”. Świetnie. Tylko pamiętajcie, że w tej lidze to my — widzowie — zawsze płacimy za bilety. A czasem jeszcze za stadion.
Zatem: ogarnięci? To do przodu. A jak nie, to przynajmniej będzie z czego robić kolejny felieton.

Dodaj komentarz