







Czytanie wiadomości w Polsce przypomina picie coli przez słomkę z dziurą: coś tam leci, coś tam bulgocze, ale koniec końców zostajesz z bólem głowy i cukrem na spodzie. W kraju, gdzie nawet samoloty mają fochy, a protestujący nie wiedzą, czy bardziej nienawidzą imigrantów, czy korków w Warszawie, poranna prasówka to akt odwagi większy niż skok do Wisły w lutym. Witajcie w 2025 – państwie o nieustalonej funkcji.
I. STOP IMIGRACJI, START CZYJEGOŚ KRYZYSU
Sobotnie manifestacje przeciwko imigracji przypominały bardziej castingi do serialu „Polska Może Być Większa”, ale bez reżysera. Konfederacja rzuciła hasło jak z paczki chipsów: „Stop imigracji!”, a tłum odpowiedział z entuzjazmem nieodpowiednim do poziomu przygotowania merytorycznego. W tle kontrmanifestacje lewicowe, czyli taniec z transparentami i ironicznym uśmiechem. Atmosfera jak na jarmarku idei – tylko zamiast waty cukrowej, gaz pieprzowy.
Policja, grająca rolę niechętnego konferansjera, apelowała do protestujących, żeby nie łamali prawa – czyli przypomniała, że demokracja to nie karaoke, gdzie można wszystko, byle z charyzmą. „Takie sytuacje obligują policjantów do podjęcia odpowiednich działań” – napisali. Słowem: jeśli ktoś spróbuje odtworzyć Powstanie Warszawskie w wersji demonstracyjnej, to może skończyć jak transparent – złożony.
II. LIBERALIZM WERSJA PRO: BEZ MASEK, BEZ REGULACJI, Z PANELEM SŁONECZNYM
W odległych zakątkach wyobraźni liberalnych intelektualistów – tych od garniturów, kaw specialty i marzeń o „efektywnym państwie” – narodziła się wizja dostatku. Nowy porządek: zdemontujmy wszystkie przepisy, które nie są bezpośrednio związane z ciepłym prysznicem, a resztę załatwi rynek. Po co nam przepisy środowiskowe, skoro można mieć klimatyzację i czyste sumienie w pakiecie premium?
Ten „liberalizm dostatku” to ideologiczna mikstura: trochę technoentuzjazmu, trochę alergii na urzędników i szczypta niechęci do równości społecznej. Dla jego wyznawców wszystko, co ogranicza tempo inwestycji, to wróg postępu – czyli plan zagospodarowania przestrzennego, zasady przetargów, a najlepiej też pies sąsiada, który nie pozwala budować apartamentowca na placu zabaw.
Dostatek to sen o społeczeństwie, w którym nie trzeba się ograniczać, tylko wystarczy „odkręcić kurek innowacji”. A że kurek znajduje się w kieszeni największych korporacji świata? No cóż, trudno. Takie są koszty ubogacania się – jedni kupują Teslę, inni inhalator.
III. DEWZROST, CZYLI LEWICOWA FANTAZJA O MĄDRYM UBOŻENIU
Dla równowagi lewicowe środowiska proponują dewzrost – filozofię życia opartego na umiarze, współdzieleniu i rezygnacji z niepotrzebnych dóbr. Czyli – w dużym skrócie – zachowuj się jak człowiek, nie jak Amazon.
Zamiast rozpychać się łokciami na rynku, lewica proponuje wspólnoty lokalne, transport zbiorowy i dzieci na rowerkach w zielonych dzielnicach. Żadnych SUV-ów, żadnych neonów, żadnych billboardów z hasłem „Więcej znaczy lepiej”. Utopia? Może. Ale przynajmniej nie zawiera mikropłatności ani sztucznej inteligencji próbującej sprzedać ci kolejny zestaw patelni.
W praktyce dewzrost to pomysł na to, jak przeżyć XXI wiek bez zamienienia planety w zupę krem z plastiku. Zamiast budować kolejne drapacze chmur – mieszkania komunalne. Zamiast kapitalizmu turbo – kapitalizm na zwolnionych obrotach. Zamiast marketingu – marchewka.
Problem? Nie da się tego sprzedać. Bo „więcej” to obecnie podstawowa jednostka sensu w polityce. A kampanii z hasłem „Zróbmy mniej, ale mądrzej” nie sfinansuje żaden bank. Nawet z dopiskiem „eko”.
IV. JEST KLIK, NIE MA BANG – I NIE TYLKO NA POLIGONIE
W tle tych wielkich idei, gdzieś w lesie, odbywa się prawdziwe laboratorium Polski 2.0 – dobrowolna służba wojskowa. W jednostkach zbierają się młodzi z całego kraju – od kiboli z tatuażami honoru, przez kujonów z kubkami w kotki, po dziewczyny z protestów klimatycznych i empatią na racjach żywnościowych.
Zjawisko? Fascynujące. Młodzi ludzie, którzy wcześniej walczyli o prawa kobiet, teraz ćwiczą przeładowywanie karabinka. Zaskakujące? Nie. Bo jak się okazuje, empatia nie płaci rachunków. A wojsko – tak. 6300 zł brutto po przysiędze, mundur, zniżki, opcja wcześniejszej emerytury. Dla wielu – więcej niż marzenie, to Excel.
Szkolenie przypomina połączenie „Wiedźmina” i „Dnia świra”: jest błoto, są krzyki, są ćwiczenia z musztry, które wyglądają jak choreografia montowana przez Monty Pythona. Każdy niesie ze sobą bagaż doświadczeń, karabinek Beryl i różne pomysły na Polskę. Ale na poligonie nikt nie pyta o poglądy. Liczy się tylko to, czy potrafisz biegać z 3,35 kg odpowiedzialności na plecach.
Zdarza się, że ktoś rzuci „wyjadę, jak będzie wojna”, ale częściej słychać: „Pójdę na front. Albo gdzie będzie trzeba.” To nie jest heroizm z podręcznika. To determinacja z biedy.
V. Z LOTNISKA NIE WYSTARTUJESZ, ALE TRUMP PLANUJE UKRAINIE ZMIENIĆ PREZYDENTA
A skoro już o absurdzie – system zarządzania ruchem lotniczym w Polsce się zbuntował. Samoloty nie startują, pasażerowie nie lecą, a PAŻP mówi, że wszystko jest pod kontrolą. To tak jakby kuchnia płonęła, ale kucharz twierdził, że akurat testuje danie flambé.
W tym samym czasie za oceanem Donald Trump – czyli człowiek, który traktuje geopolitykę jak reality show – planuje usunięcie prezydenta Ukrainy i zamianę jego na generała. Jeśli ktoś nie wie, co to jest „wariant siłowy”, to podpowiem: to taki rodzaj „rodo-coup”, gdzie CIA udaje, że jej nie ma, a demokracja udaje, że nie krzyczy.
Trump przy okazji pozywa gazetę za tekst o liściku do Epsteina. Żąda 10 miliardów dolarów. Nie za prawdę – za śmiałość. A że zbiega się to z jego kampanią? Przypadek! Tak samo jak fakt, że Putin właśnie wysyła gratulacje do Nikaragui, a Erdogan ogłasza pokój na Bliskim Wschodzie. Globalna siłownia testosteronu rozkręca się na pełnej petardzie.
VI. RADOSŁAW „MOŻE-JEDNAK” SIKORSKI I PLATFORMIANE PRZETASOWANIA
W tle tego wszystkiego powraca polityczny dinozaur – Sikorski. Charyzmatyczny, błyskotliwy, nieco sarkastyczny, czasem przyciężki w frazie, ale na pewno nie nudny. Gdy reszta Platformy odkurza hasła z 2011 roku i rozgląda się, gdzie podziali się młodzi wyborcy, on po prostu mówi to, co myśli. I, co dziwne w tym kraju, ludzie mu ufają.
Czy chce być premierem? Pewnie. Czy wystąpi przeciwko Tuskowi? Nigdy. Czy zrobi to tak, żeby wyglądało, że nic nie zrobił? Absolutnie. W tym jest lepszy niż Putin na urodzinach.
EPILOG: CO ROBIĆ, KIEDY WSZYSTKO JEST POŁĄCZONE, A NIC NIE DZIAŁA?
W kraju, gdzie klik oznacza broń, ale nie bang, gdzie polityka to bardziej TikTok niż debata, gdzie samoloty nie startują, a protesty to reality show z przemocą w tle – można się tylko śmiać. Albo zgłosić na dobrowolną służbę wojskową i przynajmniej nauczyć się, jak rozłożyć Beryla bez łamania paznokci.
Liberalizm dostatku mówi: miej więcej. Dewzrost odpowiada: potrzebujesz mniej. Polska dodaje: nie działa, spróbuj ponownie później.
Więc pytam raz jeszcze:
Jest klik. Nie ma bang. Co robisz?
Ja – piszę.
Ty – czytasz.
System? Nadal nie działa. Ale przynajmniej mamy siebie.

Dodaj komentarz