
czyli jak 72-latek z małymi dziećmi patrzy z czułą ironią na zmęczonych czterdziestolatków
WPROWADZENIE, W KTÓRYM OZNAMIAM, ŻE ŻYJĘ
Każdy dzień mojego życia zaczyna się jak w filmie drogi, tylko że ja nie jadę przed siebie, lecz w poprzek Atlantyku. Moje dzieci (9 i 11 lat) kipią energią jak dwa Yellowstone’y, żona młodsza o ćwierć wieku wygląda rano tak, jak trzydziestolatki chciałyby wyglądać po rocznym urlopie, a ja — 72-letni ex-więzień komuny, emigrant, wykładowca, ojciec, mąż i wielbiciel życia — wciąż wstaję z łóżka z poczuciem, że nie wolno się spóźnić na własne życie.
A potem otwieram gazetę i czytam, że pokolenie 40–50-latków jest zmęczone, wypalone, zawieszone w melancholii, niepewności i braku sensu.
I wtedy parskam śmiechem tak bardzo, że pies w East York podnosi głowę znad miski, jakby pytał:
„Z czego znowu drwisz, staruszku?”
POKOLENIE PROFESJONALNEGO NARZEKANIA
Czyli 40- i 50-latkowie, którzy zrobili ze zmęczenia hobby.
Jeśli wierzyć mediom, to czterdziestolatki żyją dziś w stanie permanentnej egzystencjalnej migreny. Ich narracja jest niezmienna:
– „Wypaliłem się.” – „Już nie mogę.” – „AI mnie zastąpi.” – „Chciałbym robić coś z sensem.”
Słucham tego i widzę przed oczami nie dorosłych ludzi, tylko stado łosi kanadyjskich po przejściach, które ktoś wystraszył fleszem. Stoją tak, oszołomieni, z oczami jak spodki, i powtarzają w kółko to samo: „Co teraz? Co teraz?”
A przecież — ironia losu! — to jest pierwsze pokolenie, które miało WSZYSTKO.
Mieli kredyty, ale i mieszkania. Mieli stres, ale i wygodne sofy. Mieli prace, auta, wakacje w Grecji, zajęcia mindfulness i maty jogowe z eukaliptusa.
A jednak stracili jedną rzecz:
odporność psychiczną, którą kiedyś człowiek dostawał wraz z mlekiem matki, zanim zastąpiło je latte owsiane.
Ich wypalenie przypomina świeczkę w modnej restauracji: dużo dekoracji, mało ognia, gasną od podmuchu kelnera.
ZMĘCZENIE 40-LATKA VS. ZMĘCZENIE 72-LATKA
Kiedy czterdziestolatek mówi mi, że jest wykończony, widzę go:
– siedzi w ergonomicznym fotelu, – w klimatyzowanej przestrzeni coworkingowej, – z kubkiem kawy za 17 zł, – i twierdzi, że życie nie ma sensu.
A ja?
Ja byłem wypalony w 1982 roku, gdy siedziałem w pierdlu przesłuchiwany za myśli, których nie miałem. Ja byłem wypalony, gdy wyrzucali mnie z kraju, lądując w świecie, którego nie znałem. A dziś — mam pracę na dwóch kontynentach, małe dzieci, walizki zawsze częściowo spakowane, żonę, która organizuje świat z wdziękiem generała i Larysę, która jednym spojrzeniem ucisza psa, kota i mnie.
I wiecie co?
Ja nie jestem wypalony. Ja jestem podpalony.
40-LATKOWIE LUBIĄ MYLIĆ SENS ŻYCIA Z INSTRUKCJĄ OBSŁUGI
Problem 40-latków jest filozoficzny: oni myślą, że życie powinno mieć sens.
A życie nie ma sensu — ono ma smak.
Życie jest jak barszcz na święta: nie pytasz go o metafizykę, tylko jesz, póki gorący.
Nie wymyślono jeszcze człowieka, który znalazłby sens siedząc i analizując swoje nieszczęścia. Tylko ruch daje sens. Tylko ciekawość. Tylko pragnienie.
A współczesny 40-latek siada na sofie i myśli, że jeśli napisze listę „10 rzeczy, które dają radość”, to radość sama przyjdzie i zapuka do drzwi.
Nie przyjdzie.
Radość trzeba gonić, łapać w locie jak walizkę na taśmie na Okęciu.
KULTURA WYPALENIA JAKO RELIGIA NUDNYCH LUDZI
To pokolenie wychowano na trzech religiach:
- religii produktywności,
- religii samodoskonalenia,
- religii wiecznej młodości.
I wszystko działało — do czasu pierwszej siwej skroni.
Bo gdy 40-latek widzi zmarszczkę, myśli nie: „O, zaczynam wyglądać jak człowiek”, lecz: „Koniec. Nie zostanę już dyrektorem”.
A 50-latek, który traci pracę, nie myśli: „Czas na coś nowego”, tylko: „Jestem niepotrzebny”.
Tymczasem ja w wieku 72 lat z radością przyjmuję każdy nowy siwy włos jak odznakę bojową.
Starość nie jest końcem — starość jest premią lojalnościową od życia.
MORAŁ DLA ZMĘCZONYCH, ALE UTALENTOWANYCH DO NARZEKANIA
Jeśli masz 40 lat — przestań udawać starca w połowie drogi do hospicjum.
Jeśli masz 50 lat — przestań myśleć, że życie wydało ci jadłospis składający się wyłącznie ze smutku.
Jeśli jesteś wypalony — otwórz okno. Może przeciąg cię odświeży.
Jeśli brakuje ci sensu — wyprodukuj go, jak Polacy produkują nalewki: z czegokolwiek.
Bo życie — i mówię to ja, człowiek po rewolucjach, kontynentach, dzieciach i miłościach — nie jest po to, by je rozumieć.
Życie jest po to, by było.
Najlepiej dużo, gęsto i z odrobiną szaleństwa w każdym dniu.

Dodaj komentarz