ZMIEŃ NASZE ZDANIE, ALBO ZOSTAŃ ZBANOWANY. PIS JEDZIE NA UNIWERSYTETY Z MISJĄ UROCZYSTEJ AUTODEMASKACJI

Warszawa

ZMIEŃ NASZE ZDANIE, ALBO ZOSTAŃ ZBANOWANY. PIS JEDZIE NA UNIWERSYTETY Z MISJĄ UROCZYSTEJ AUTODEMASKACJI

Wtorek rano. Kawa stygnie, a Polacy wczytują się w to, jak Jarosław Kaczyński i jego banda postanowili nawracać młodzież akademicką, zanim ta jeszcze zdąży zapisać się do Koła Naukowego Memicznej Satysfakcji. Operacja „Zmień nasze zdanie” ma ruszyć z kopyta. PiS zapakowało do autokaru Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego i garść stężałych przekonań, po czym wysłało ich w trasę po kampusach. Tak oto zaczyna się najnowszy etap desperackiej wojny o dusze pokolenia Z.

Nie dajmy się jednak zmylić – nie chodzi tu o żadne debaty. Chodzi o widowisko. O show. O TikToka zmontowanego tak, że Patryk Jaki zawsze wychodzi na szachistę, nawet jeśli grał w bierki. Cel: pokazać, że PiS to formacja męskich wartości, mocnych decyzji i rzekomej wolności słowa, oczywiście pod warunkiem, że nie powiesz nic głupiego, czyli nic lewicowego.

Mamy tu zatem kompletny cosplay Charliego Kirka — amerykańskiego agitatora, który zdołał zmienić licealne frustracje w imperium medialne. Problem w tym, że Kirk przynajmniej nie udawał, że nie jest propagandystą. Tymczasem PiS kreuje swoje objazdowe cyrki jako akademickie dysputy. Na czele tego patetycznego korowodu stoi oczywiście Jarosław Kaczyński, który po latach samotnych występów w salach gimnastycznych odkrył, że młodzież istnieje. Co prawda, do tej pory kojarzył ją głównie z krzyczącymi pod sejmem, ale teraz dostrzegł w niej potencjalnych wyborców. Lub przynajmniej widzów.

Nie zapominajmy o tle. PiS leci w sondażach jak Gołota po czwartym ciosie. Nawet twardy elektorat zaczyna się drapać po głowie. Czego jeszcze nie obiecali? Czego nie zniszczyli? A skoro nie da się rękoma tej generacji zbudować drugiej Grecji, to może chociaż da się im opowiedzieć, że to Europa się kończy, a oni są jej ostatnim bastionem. Oczywiście słowo „Zachód” pada tu zawsze z tę samą intonacją, co „zaraza” u pustelnika z Apokalipsy.

Ciekawostka: sam Jaki najwyraźniej wierzy, że TikTok jest jego bastionem. Statystyki się zgadzają, ale przypomnijmy: popularność w internecie to nie to samo co mandat do zarządzania państwem. Chyba, że jesteś Donaldem Trumpem — ale nawet wtedy trzeba najpierw kupić Twittera, a potem się obrazić na wszystkich.

PiS stara się skopiować format, ale jak zwykle zapomina o treści. Kirk nie był formalnie politykiem, więc mógł powiedzieć wszystko. Jaki zaś reprezentuje partię, która miała w rękach cały aparat państwa, a zostawiła po sobie węgiel w łazience i Trybunał Konstytucyjny w stanie terminalnym. To tak, jakby Piotrowicz zaczął jeździć po szkołach i uczyć historii oporu wobec PRL.

Na to wszystko nakłada się jeszcze polityka zewnętrzna rodem z kabaretu bez puenty. Karol Nawrocki, prezydent z castingu IPN, dalej nie potrafi zaprosić Zełenskiego do Polski, choć ten wprost powiedział, że czeka na datę. Póki co, to my – znowu – czekamy. Zostaliśmy poza nowym triumwiratem Europy, bo nasi partnerzy mają dość oglądania, jak Polska reprezentowana jest przez polityków, którzy list Mentzena traktują jak konstytucję, a list Zełenskiego jak spamik z Nigerii.

Tymczasem w Londynie, Paryżu i Berlinie toczy się gra o przyszłość kontynentu. Zełenski spotyka się z liderami Europy, by rozmawiać o warunkach pokoju. Europa wie, że wojna się nie kończy od modlitw ani konferencji z plastikowymi świecami. Zełenski buduje front polityczny przeciw nowej doktrynie Trumpa, która chce zamienić kontynent w strefę buforową między USA a Rosją. A Polska? Czeka. Bo jej prezydent woli pozować do zdjęć z relikwiami, niż zaprosić lidera kraju w stanie wojny.

To nawet nie jest dyplomatyczna nieudolność. To świadoma polityka obrażonego prowincjusza, który myśli, że skoro nie dostał kartki na święta, to świat musi przyjść do niego z opłatkiem. Polska z państwa frontowego stała się państwem obojętnym – i to nie dla świata, tylko dla własnych elit.

PiS nie tyle chce rozmawiać, co dominować. Ich debaty mają być jak transmisje z kolonii karnej: „Zobacz, jak krzyczymy wolność, ale tylko gdy to nasza wolność”. Hasło „zmień nasze zdanie” to oczywiście tylko PR-owa zasłona. W praktyce oznacza: „przyjdź, dostaniesz mikrofon na 30 sekund, potem przerwiemy ci brawami i wrzucimy cię do internetowego piekła”.

Nie miejmy złudzeń. To nie jest początek dialogu. To środki zaradcze wobec politycznej katastrofy, której nawet najwierniejsi wyborcy nie chcą już oglądać bez filtra vintage. PiS stracił kontakt z rzeczywistością, a teraz udaje, że może jeszcze kogoś przekonać. Problem w tym, że kiedy przez osiem lat śmiałeś się z protestującej młodzieży, teraz ta młodzież nie ma ochoty słuchać twoich przemówień.

Więc nie, Panie Kaczyński. Waszego zdania nikt nie chce zmieniać. Bo nikt nie wierzy, że ono jeszcze coś znaczy. Ale proszę – rozstawcie ten stolik. Wypijcie tę kawę. Popatrzcie na te uczelnie, których nie rozumiecie. Może wtedy zrozumiecie, że problemem nie jest to, że ktoś chce zmienić wasze zdanie. Problemem jest to, że trzymacie się go tak kurczowo, że dawno przestało ono mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

A wtedy może nawet wasz TikTok będzie mniej żałosny. Choć na to akurat nie liczę.

Tymczasem KPO nadciąga jak święty Graal obiecywany przez lata przez rząd, który sam sobie podstawiał nogę. Teraz, gdy pieniądze mają wreszcie nadejść, Karol Nawrocki — zawsze gotów zablokować coś ważnego w imię partyjnej lojalności — już szykuje weto, które miałoby powstrzymać nową ustawę o sądownictwie. Bo jak wiadomo, lepiej być „wiernym zasadom”, czyli podkopywać kraj z powodów ideologicznych, niż dopuścić do tego, by Polska wreszcie skorzystała z funduszy odbudowy.

A jeśli ktoś myśli, że to już apogeum absurdu – niech zerknie na NBP. Tam trwa otwarta wojna między członkami zarządu a prezesem Glapińskim. Ten ostatni, zamiast zająć się czymkolwiek, co przypominałoby stabilizację złotego, biega po mediach i ogłasza, że wszystko jest świetnie, podczas gdy inflacja kręci mu piruety nad głową. Równolegle członkowie Rady Polityki Pieniężnej oskarżają się wzajemnie o mobbing, brak transparentności i prowadzenie polityki przez zespół ds. wróżenia z fusów.

Żeby było weselej, jeden z wiceprezesów Trybunału Konstytucyjnego wysłał właśnie list do TSUE. Nie, nie po to, by wyjaśnić cokolwiek w sprawie KPO. Chodzi o dramatyczny apel, by Unia „nie uznawała polskiego rządu” i nie odbierała TK jak organu politycznego – czyli dokładnie tego, czym się stał. Próba interwencji przypomina skargę dziecka do wychowawcy: „proszę pani, oni się ze mnie śmieją, ale to dlatego, że mówię prawdę”.

W efekcie mamy kompletny festiwal żenady instytucjonalnej. Polska zachowuje się jak uczniak, który zawala każdy sprawdzian, a potem pisze do kuratorium, że nauczyciel go nie lubi. Na szczęście, Europa to już wie. I nie zamierza odrabiać zadań domowych za Warszawę. Zwłaszcza kiedy w stolicy rząd dusz trzymają ludzie, którzy dyplomację rozumieją jak show talentów w TV Trwam.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights