YOU ARE GREAT WARRIORS – CZYLI KIEDY NAPRAWDĘ NIE TRZEBA SIĘ TYLE TŁUMACZYĆ

Warszawa

W „Pałacu Prezydenckim”, znanym również jako Teatr Pantomimy Narodowej, rozgrywa się nowa odsłona przedstawienia, w którym główną rolę gra człowiek, który nigdy nie miał zostać aktorem: Karol Nawrocki. Ale skoro życie pisze tragifarsy, a Polacy kochają spektakle z martyrologicznym zacięciem, to mamy scenę, rekwizyty i całe morze niepotrzebnych emocji.

Gdy Donald Trump, samozwańczy cesarz nieścisłości, rzucił w wywiadzie, że „sojusznicy NATO trzymali się z tyłu” w Afganistanie, świat zachodni wybuchł. Premierzy, prezydenci, emerytowani generałowie i publicyści pędzili jak stado pawianów do mikrofonów, żeby skomentować, wyrażić sprzeciw i, niekiedy, zwyczajnie się pośmiać. A w Polsce? Prezydent stanął na baczność i wyrecytował z powagą uczniaka: „On powiedział mi 48 godzin wcześniej, że jesteśmy 'great warriors’. Więc na pewno nie miał Polski na myśli”.

No tak, bo gdyby miał, toby tego nie powiedział. Logika Nawrockiego to dom zbudowany z kart kredytowych i gazetek reklamowych, podtrzymywany taśmą klejącą w barwach narodowych.

Prezydent USA mówi co chce, jak chce i kiedy chce. Potem zapomina, że w ogóle coś mówił. Ale dla Nawrockiego to prawie objawienie. Zamiast zareagować godnie i stanowczo, chowa się za wspomnieniem komplementu jak dzieciak za szkolnym dyplomem „za wzorowe zachowanie”.


„NIE MIAŁ POLSKI NA MYŚLI” – KRONIKI AUTODEZINFORMACJI

Karol Nawrocki (edycja człowieka memo) zaserwował opinii publicznej kilka sentencji, które przejdą do historii, a przynajmniej na grupy z cytatami z polityków dla masochistów:

  • „Jestem przekonany, że o Polsce nie myślał, bo nie po to mówiłby mi 48 godzin wcześniej, że jesteśmy 'great warriors’”
  • „Największe larum podnoszą ci, którzy jeszcze nie przeprosili za obrażanie polskiego żołnierza, a są Polakami albo parlamentarzystami, albo celebrytami”
  • „Polski żołnierz jest dobrem narodowym”
  • „Także na poziomie generałów amerykańskich widać szacunek dla polskiego żołnierza”

Te zdania to nie polityka. To liturgiczna recytacja. Mantra wygłaszana w nadziei, że ktoś da lajk, podzieli się emocją, powie: „brawo panie prezydencie, tak trzeba”. Tylko że nie trzeba. Naprawdę nie.

Wystarczyło powiedzieć: „Słowa prezydenta USA są nieakceptowalne. Polscy żołnierze zginęli w tej wojnie. Zasługują na prawdę i szacunek.”

Ale to byłoby zbyt proste. Zbyt prawdziwe. Zbyt niewygodne dla polityka, który wolałby być bohaterem narodowym we własnym Instagramie.


TRUMP I JEGO PLEMIĘ Z RADY POKOJU

Trump tymczasem nie zawraca sobie głowy faktami. Jego wypowiedzi mają konsystencję rozmoczonego popcornu i wartość analityczną tweetów Kanye Westa. „Nigdy ich nie potrzebowaliśmy… byli z tyłu” – powiedział. To, że 44 Polaków zginęło w Afganistanie, dla Trumpa nie znaczy nic. Dla Nawrockiego powinno znaczyć wszystko. Ale nie znaczy.

Zamiast tego mamy festiwal reinterpretacji. Obraza? Nie. To nieporozumienie. Trump mówił to, ale nie myślał tego. Myślał coś innego, tylko przypadkiem wyszło tak, jak wyszło. Tak sobie gawędzili.


AMBASADOR ROSE – KAPSUŁA ABSURDU

Na scenę wchodzi ambasador Tom Rose. I tu robi się kabaret. „Trump jest wielkim przyjacielem Polski”, „prezydent Nawrocki bohaterem” – ogłasza. Brakuje tylko konfetti i fanfar. Przypomina to konferencję prasową rzecznika prasowego Korei Północnej, tylko mniej stylowa i bardziej naiwna.

Nie wiadomo, kto mu te tezy podsunął, ale z dużą dozaą prawdopodobieństwa można założyć, że był to człowiek ubrany w flagę z orłem i z kubkiem „Polska mistrzem Polski”.


POLSKA NA KOLEJNEJ POKUSIE PUTINA

Zamiast wyznaczać twarde granice, Polska pląsa wokół osi Trump-Orban-Lukaszenko, udając, że wszystko jest w porządku. Ale nie jest. Gdy prezydent Polski rozważa uczestnictwo w Radzie Pokoju obok Putina, a jednocześnie de facto przyklaskuje Trumpowi w jego pomniejszaniu NATO, to zaczynamy się obracać niebezpiecznie blisko osi chaosu.

To nie jest głupota. To jest sabotaż w błyszczącym opakowaniu.

I wtedy odzywa się jeszcze Marcin Najman. Ten od ciosów powietrznych i filozofii dłońmi. Krytykuje prezydenta: „Prezydentem się jest, a nie bywa”. Zbigniew Boniek dodaje: „Walka stulecia: N kontra N”. Internet kręci się ze śmiechu, ale komu tak naprawdę do śmiechu?


NA KONIEC: DLACZEGO TO SIĘ LICZY?

To wszystko nie jest tylko chichotem historii. To nie mem z podpisem „you are great warriors” pod zdjęciem pustej muszli klozetowej. To sygnał. Że Polska przestaje grać w drużynie Zachodu, a zaczyna tańczyć do rytmu, który gra Trump.

Następnym razem, gdy Trump obrazi Polskę, Nawrocki odpowie: „Nie miał Polski na myśli. 24 godziny wcześniej powiedział mi, że jesteśmy 'cool people’.”

I tak to leci.


Felieton sponsorowany przez Instytut Ironii i Ministerstwo Absurdów. Kolejna porcja rzeczywistości już wkrótce.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights