WTOREK POD HASŁEM: PROSZĘ OPUŚCIĆ KRZESŁO

Warszawa

Wtorek był dniem gorących krzeseł. Jedni nie chcieli na nich usiąść, drudzy nie chcieli z nich zejść, a Mateusz Morawiecki zaczął sprawdzać, czy nie da się wynieść własnego krzesła razem z kawałkiem PiS-u.

Najrozsądniej zachowała się Judit Polgár. Péter Magyar, nowy premier Węgier, zaproponował słynnej szachistce urząd prezydenta. Polgár podziękowała i odmówiła, wyjaśniając, że nie czuje się na siłach podjąć historycznej odpowiedzialności za jednoczenie podzielonego kraju.

To oświadczenie natychmiast potwierdziło, że nadaje się do polityki znacznie bardziej niż większość polityków. Człowiek, który potrafi powiedzieć „nie czuję się wystarczająco silny”, posiada cechę niemal dyskwalifikującą w życiu publicznym: kontakt z rzeczywistością.

Przeciętny kandydat na prezydenta nie zna konstytucji, polityki zagranicznej ani nazwisk ministrów, ale czuje się wystarczająco silny. Nie kierował nawet wspólnotą mieszkaniową, lecz gotów jest natychmiast zjednoczyć naród, rozwiązać kryzys demograficzny, zatrzymać inflację i przemówić w ONZ. Najlepiej bez przygotowania, bo przygotowanie sugerowałoby niepewność.

Polgár tymczasem pokonała w życiu Kasparowa, Karpowa i wielu innych arcymistrzów, po czym spojrzała na węgierską politykę i uznała, że to jednak zbyt trudna partia.

Trudno jej się dziwić. Na szachownicy pionek porusza się według zasad. W polityce węgierskiej pionek rano należy do Fideszu, po południu przechodzi do Tiszy, a wieczorem występuje w telewizji jako niezależny ekspert od ruchów skoczka.

Magyar chciał wykonać efektowne otwarcie: po szesnastu latach rządów Viktora Orbána posadzić w pałacu osobę wybitną, szanowaną i niezwiązaną z partyjnymi interesami. W tym celu jego większość najpierw zmieniła konstytucję tak, aby skrócić kadencję prezydenta Tamása Sulyoka, nominata poprzedniej władzy. Operacja miała pokazać, że skończyły się czasy Orbána. Najskuteczniej pokazano to metodą Orbána: większość zmieniła konstytucję, żeby usunąć niewygodnego człowieka.

Nowa epoka różni się od starej przede wszystkim kolorem logo. Teraz Węgry mają wolne krzesło i brak kandydatki. Pierwsza poważna porażka Magyara polega więc na tym, że zaproponował stanowisko komuś, kto potrafił przewidzieć trzy ruchy naprzód. Polgár odmówiła, tłumacząc, że nie podejmie się odpowiedzialności za jednoczenie głęboko podzielonego kraju.

O znacznie ważniejsze krzesło toczy się walka w Ukrainie. Tysiące ludzi protestują przeciwko generałowi Ołeksandrowi Syrskiemu. Część żołnierzy i demonstrantów zarzuca mu hamowanie technologicznej modernizacji armii, promowanie lojalności zamiast kompetencji oraz prowadzenie działań według metod, przy których nawet radziecki podręcznik wojskowy zaczyna wyglądać jak aplikacja mobilna.

Kryzys wybuchł po odwołaniu ministra obrony Mychajła Fedorowa — trzydziestopięcioletniego reformatora kojarzonego z cyfryzacją, dronami i unowocześnianiem armii. Zełenski zachował Syrskiego, swojego zaufanego dowódcę, a usunął człowieka symbolizującego zmiany. Ulica odpowiedziała, że nie po to Ukraina prowadzi nowoczesną wojnę, aby dowodzenie pozostało w epoce faksu.

Protestujący dali prezydentowi czas do piątku. Ultimatum jest krótkie, ponieważ Ukraina nie ma warunków na polski model rozwiązywania kryzysów. U nas najpierw powołano by komisję, potem podkomisję, zespół do spraw dialogu z komisją, pełnomocnika do kontaktów z zespołem oraz rzecznika, który poinformowałby, że wszystkie strony są zgodne co do potrzeby dalszych rozmów.

Zełenski znalazł się w sytuacji dramatycznej. Trwa wojna, Rosja atakuje, armia potrzebuje stabilności, a jednocześnie żołnierze żądają zmian. Odwołanie dowódcy może wyglądać jak słabość. Nieodwołanie go może się okazać słabością jeszcze większą.

To nie jest spór o stanowisko w państwowej spółce ani o miejsce na liście wyborczej. Błędy dowództwa mierzy się tam nie sondażami, lecz grobami. Dlatego właśnie prezydent nie może traktować lojalności osobistej jako najważniejszego kryterium. Na wojnie człowiek „swój” nie zawsze jest człowiekiem właściwym. Pocisk nie sprawdza partyjnej legitymacji.

Zełenski spotkał się z młodszymi, doświadczonymi bojowo dowódcami, a nazwiska potencjalnych następców Syrskiego już krążą w mediach. Według Reutersa były to największe uliczne protesty w Ukrainie od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę. Demonstranci domagają się przywrócenia Fedorowa i usunięcia Syrskiego do 24 lipca.

W Polsce również trwa walka o krzesło, ale na szczęście jej uczestnicy dysponują głównie oświadczeniami, kontami społecznościowymi i Jackiem Sasinem.

Mateusz Morawiecki odpowiedział na ultimatum Jarosława Kaczyńskiego, że „różnica zdań nie jest zdradą”. To zdanie brzmi rozsądnie wszędzie poza PiS-em, gdzie różnica zdań jest zdradą, spiskiem, agenturą, atakiem na jedność obozu oraz prawdopodobnie operacją niemieckich służb prowadzoną za pośrednictwem stowarzyszenia Rozwój Plus.

Kaczyński zażądał rozwiązania partyjnych stowarzyszeń. Morawiecki odpowiedział, że prawica potrzebuje wielu skrzydeł.

Prezes ma inne doświadczenia ornitologiczne. Przez lata wystarczało mu jedno prawe skrzydło, jedno jeszcze bardziej prawe i dziób, którym można było dziobać Tuska.

Morawiecki coraz wyraźniej mówi, że to on reprezentuje prawdziwy dorobek ośmiu lat rządów PiS. Jest w tym pewna odwaga. Dorobek obejmuje Polski Ład, wybory kopertowe, konflikt z Unią, propagandę sukcesu oraz elektrownię w Ostrołęce, która najlepiej działała w prezentacjach. Zgłaszanie się po prawa autorskie do całego pakietu przypomina walkę o spadek, zanim przeczytało się listę długów.

Michał Szułdrzyński porównał konflikt do kościelnej schizmy i ekskomuniki lefebrystów. Porównanie jest trafne. Obie strony twierdzą, że są prawdziwym Kościołem, obie oskarżają drugą o odejście od wiary, a wierni nie wiedzą, do której puszki wrzucać pieniądze.

Kaczyński występuje w tej opowieści jako papież z Nowogrodzkiej. Morawiecki zakłada tradycjonalistyczną kaplicę w lepszym garniturze. Czarnek pilnuje inkwizycji, a Sasin odpowiada za organizację konklawe, więc białego dymu nie będzie, za to rachunek wyniesie siedemdziesiąt milionów.

Morawiecki napisał, że chce „różnych skrzydeł, ale jednego wielkiego obozu patriotycznego”. W praktyce wygląda to jak linia lotnicza, w której dwa skrzydła lecą w przeciwnych kierunkach, kapitan grozi wyrzuceniem pilota, a steward Przemysław Czarnek uspokaja pasażerów, że maszyna wraca do korzeni.

Rozłam jest już faktem, nawet jeśli wszyscy pozostaną w partii. Małżeństwo również może istnieć formalnie długo po tym, gdy małżonkowie śpią osobno, rozmawiają przez prawników i dzielą się pilotem do telewizora.

Morawiecki może z PiS odejść, zostać wyrzucony albo pozostać w środku i codziennie udowadniać, że prezes nie potrafi go wyrzucić. Każdy wariant jest dla Kaczyńskiego zły, co czyni go niezwykle atrakcyjnym dla pozostałej części społeczeństwa.

Sondaż przyniósł dodatkową wiadomość: gdyby Morawiecki wystartował z własnym ugrupowaniem, jego partia nie weszłaby do Sejmu. Próg przekracza natomiast Razem. Były premier jest więc obecnie liderem potencjalnej partii, potencjalnego rozłamu i potencjalnej grupy parlamentarnej, której potencjalnie nie będzie. Badanie Pollsteru daje prowadzenie KO, miejsce w Sejmie partii Razem i wynik poniżej progu hipotetycznemu ugrupowaniu Morawieckiego.

Polska polityka lubi projekty w fazie koncepcyjnej. Mieszkania, elektrownie, promy, samochody elektryczne i partie Morawieckiego wyglądają najlepiej, zanim zaczną istnieć.

W tym samym czasie prezydent Karol Nawrocki pobił rekord popularności. Jego działalność dobrze ocenia 56 procent badanych. To dowód, że Polacy wysoko cenią stabilność. Prezydent stabilnie wetuje, stabilnie walczy z rządem i stabilnie przypomina, że wszystko, czego rząd nie może zrobić, jest sukcesem systemu hamulcowego.

Nawrocki siedzi więc na krześle pewnie, choć używa go głównie do blokowania przejścia.

Gorąco zrobiło się także wokół lekarskich foteli. Donald Tusk zapowiedział górny limit wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia: szesnastokrotność płacy minimalnej, czyli 76 800 zł miesięcznie.

— Biedy nie ma — zauważył premier.

To prawda. Przy wynagrodzeniu 76 tysięcy złotych bieda rzeczywiście rzadko przychodzi osobiście. Zwykle wysyła wiadomość, że pomyliła adres.

Problem w tym, że polska ochrona zdrowia składa się jednocześnie z lekarzy zarabiających dziesiątki tysięcy złotych na wielu kontraktach, specjalistów pracujących ponad siły, pielęgniarek z brakami kadrowymi oraz pacjenta, który otrzymał termin wizyty na rok, w którym iPhone 18 będzie już eksponatem muzealnym.

Rząd chce ograniczyć zarobki, PiS chce wykorzystać awanturę, lekarze przypominają o odpowiedzialności, a pacjent chciałby tylko, żeby ktoś go zbadał przed sekcją zwłok. Zapowiedziany limit ma wynosić 76 800 zł miesięcznie.

Jeszcze ciekawiej wyglądało we wtorek krzesło w prokuraturze.

Pijany kierowca, recydywista z dwoma sądowymi zakazami prowadzenia pojazdów, został zatrzymany na autostradzie A1, po czym opuścił komisariat. Decyzję podjęła prokuratorka z dziewięciomiesięcznym stażem. Rozpoczęto postępowanie wyjaśniające, a jej przełożony stracił stanowisko. Sprawę przejęła prokuratura okręgowa.

Państwo zadziałało więc jak parking strzeżony, na którym strażnik zatrzymuje samochód, sprawdza, że kierowca jest pijany, ma dwa zakazy, a następnie podnosi szlaban.

Dziewięć miesięcy stażu to mało. Z drugiej strony kierowca miał już znacznie dłuższy staż w łamaniu zakazów, więc być może został potraktowany jak bardziej doświadczony uczestnik postępowania.

Przełożony został odwołany, co oznacza, że we wtorek kolejne krzesło zwolniło się szybciej niż podejrzany.

Za granicą Donald Trump nadal próbuje wygrać z Iranem wojnę na wyniszczenie bez przeprowadzania inwazji. Amerykanie bombardują, Iran odpowiada, cieśnina Ormuz pozostaje problemem, a przełomu nie widać. Wojna zaczyna przypominać pojedynek dwóch ludzi, którzy podpalili wspólną stację benzynową i czekają, któremu pierwszemu zabraknie paliwa. Według analizy „Rzeczpospolitej” nocne bombardowania nie przynoszą rozstrzygnięcia, a Teheran zachowuje silną pozycję w sporze o Ormuz.

Trump nie zamierza schodzić ze swojego krzesła. Przeciwnie, chciałby postawić je na lotniskowcu, ustawić obok terminal płatniczy i pobierać opłatę od każdego tankowca.

Na szczęście wtorek przyniósł również lżejsze wiadomości.

Na targach lotniczych w Farnborough wystąpiły Czerwone Diabły, spadochroniarze brytyjskiej armii. Był to jedyny opisany tego dnia przypadek ludzi zajmujących wysokie stanowiska, którzy świadomie z nich zeskoczyli.

Pojawiły się też przecieki dotyczące iPhone’a 18 Pro. Ma otrzymać lepszy aparat i mocniejszy procesor. Telefon będzie więc jeszcze sprawniej fotografował polityków, którzy nie chcą odejść, i szybciej ładował ich oświadczenia o tym, że różnica zdań nie jest zdradą.

Polski projekt architektoniczny trafił natomiast do finału World Architecture Festival. Dom ma „sięgać słońca”. To konstrukcja ambitna, lecz nadal bardziej realistyczna niż próba zjednoczenia PiS, ukraińskiego dowództwa albo węgierskiej sceny politycznej.

Wtorek zakończył się więc bilansem krzeseł.

Judit Polgár odmówiła zajęcia jednego, czym podniosła swój autorytet. Syrski próbuje zachować swoje, choć ulica odlicza czas. Morawiecki buduje własne, ale sondaż sugeruje, że zabraknie dla niego miejsca przy sejmowym stole. Kaczyński pilnuje fotela prezesa, Nawrocki blokuje przejście prezydenckim krzesłem, a pijany kierowca opuścił komisariat, zanim ktokolwiek zdążył mu zaproponować taboret.

W polityce najważniejsze nie jest dziś to, kto ma rację. Najważniejsze jest, kto siedzi, kto wstaje i kto zdąży zabrać mebel. Może dlatego najmądrzejszą osobą wtorku okazała się szachistka. Judit Polgár wiedziała, że czasem najlepszym ruchem jest nie przyjąć udziału w partii., zwłaszcza gdy wszystkie figury chcą być królem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights