
Wtorek dobiegł końca. Świat wykonał pełny obrót, choć miejscami przypominał człowieka, który potknął się o własne spodnie, lecz nadal przekonuje otoczenie, że właśnie rozpoczął taniec.
Giełdy runęły. Chińczycy budowali maszyny do produkcji chipów. Morawiecki rozglądał się za 30 milionami złotych. Trump szukał zwycięzcy, Sikorski ustalał rozsądną cenę służby publicznej, a zadłużony szpital odpowiedział mu fakturą lekarza.
Na Karaibach było za dużo gronorostów, w Grecji za mało wody, a GUS ogłosił, że Polacy żyją najdłużej w historii.
To dobra wiadomość, choć niesie pewne ryzyko – im dłużej Polak żyje, tym więcej polskiej polityki musi przeżyć.
EUROPA MIAŁA JEDNĄ MASZYNĘ. CHIŃCZYCY PRZYNIEŚLI ŚRUBOKRĘT
Europa od lat pocieszała się, że wprawdzie nie stworzyła najważniejszych modeli sztucznej inteligencji, procesorów ani globalnych platform cyfrowych, ale za to ma ASML — niderlandzkiego producenta maszyn litograficznych, bez których nie powstają najnowocześniejsze chipy.
Maszyna ASML przypomina drukarkę, gdyby drukarka kosztowała setki milionów euro, ważyła tyle co blok mieszkalny i zamiast instrukcji obsługi miała własny departament polityki zagranicznej.
Europa patrzyła więc na Amerykę, Tajwan i Koreę z wyższością człowieka trzymającego jedyny korkociąg na imprezie.
— Możecie mieć wino — mówiła. — Ale bez nas będziecie je otwierać zębami.
We wtorek pojawiła się wiadomość, że Chiny rozpoczęły produkcję własnych maszyn wykorzystujących technologię DUV, dotychczas zdominowaną przez ASML.
Nie są one jeszcze równie zaawansowane jak europejskie urządzenia EUV. Chińczycy nie przeskoczyli technologicznej przepaści. Postawili jednak nad nią pierwszą deskę, a inwestorzy natychmiast uznali, że most jest gotowy, Chińczycy już po nim maszerują, a Europa została po drugiej stronie z instrukcją dotyczącą prawidłowego koloru barierek.
Akcje ASML poleciały w dół.
Europa przez lata regulowała technologię przyszłości. Chiny próbowały ją zbudować. Teraz Bruksela może powołać komisję, która ustali, dlaczego chińska maszyna nie przeczytała europejskiego rozporządzenia.
ASML nie zniknie. Nadal ma doświadczenie, sieć dostawców i przewagę technologiczną, której nie kopiuje się podczas weekendu z poradnikiem „Litografia kwantowa dla początkujących”.
Problem leży gdzie indziej. Europa uznała jedną znakomitą firmę za całą politykę przemysłową. To tak, jakby rodzina uważała się za matematycznie uzdolnioną, ponieważ jeden kuzyn pracuje w banku, a drugi potrafi podzielić rachunek w restauracji.
GIEŁDY POLECIAŁY W KOSMOS. KIERUNEK: DÓŁ
W Seulu akcje Samsunga spadły o 13,4 procent, SK Hynix o 14,7 procent, a indeks KOSPI runął o 10,8 procent. Japońska Kioxia straciła ponad 18 procent.
Inwestorzy nagle przypomnieli sobie, że sztuczna inteligencja potrzebuje nie tylko konferencji, entuzjazmu i słowa „przełomowy”, lecz także prądu, klientów oraz pieniędzy.
Kapitał zachowuje się jak stado antylop wyposażonych w terminale Bloomberga. Wczoraj wszystkie biegły w stronę AI, ponieważ miała zmienić świat. Dzisiaj zawróciły, bo ktoś zadał podchwytliwe pytanie:
— A kto za to zapłaci?
Giełdowa wiara w sztuczną inteligencję ma charakter religijny. W poniedziałek procesor jest mesjaszem. We wtorek zostaje wezwany przed komisję analityków.
Nastroju nie poprawiła wiadomość, że Nvidia mogłaby udzielić ogromnego finansowego zabezpieczenia projektowi centrów danych związanemu z OpenAI.
Producent sprzętu pomagałby więc finansować klienta, żeby klient nadal kupował jego sprzęt. To restauracja, której właściciel pożycza gościom pieniądze na najdroższe danie, a potem chwali się pełną salą. Kelner liczy obrót. Goście liczą raty. Księgowy zamawia podwójną wódkę.
Tymczasem chiński producent pamięci CXMT podczas giełdowego debiutu urósł o 466 procent. Czterysta sześćdziesiąt sześć procent!
W Polsce taki wynik natychmiast ogłoszono by sukcesem polityki mieszkaniowej, demograficznej i zdrowotnej, a minister zrobiłby sobie zdjęcie przy wykresie.
Sankcje miały zahamować technologiczny rozwój Chin. Chińczycy odpowiedzieli jak dziecko, któremu zabrano zabawkę: postanowili zrobić własną. Tylko że to dziecko ma dotacje państwowe, tysiące inżynierów, plan pięcioletni i własną hutę.
MORAWIECKI MA KAPITAŁ. PRODUKT DOPIERO POWSTAJE
Rozłam w PiS ma uderzyć partię Jarosława Kaczyńskiego po kieszeni. Subwencję już pomniejszono o 11 milionów złotych, a odejście ponad czterdziestu parlamentarzystów oznacza utratę wpłacanych przez nich darowizn.
PiS prowadzi nawet wewnętrzną listę dłużników. To prawdopodobnie najbardziej szczery dokument partyjny. Na listach wyborczych znajdują się wybitni patrioci gotowi służyć Polsce. Na liście dłużników są ci sami ludzie, tylko po terminie płatności.
Z PiS można odejść ideowo, programowo albo emocjonalnie. Najbardziej boli jednak odejście przelewem.
Morawiecki może podobno zebrać 30 milionów złotych na własną inicjatywę. Zna bankowców, przedsiębiorców i ludzi, którzy chętnie zainwestują w przyszłość polityczną, szczególnie jeśli będą mogli później uczestniczyć w jej oprocentowaniu.
Były premier nie ma jeszcze kompletnej partii, lecz ma zdolność finansową. To najbardziej bankowe narodziny ugrupowania w historii: najpierw kapitał, potem produkt, a klienta znajdzie się w kampanii.
Trzydzieści milionów wystarczy na biura, billboardy, objazd kraju i konsultanta, który wyjaśni Morawieckiemu, dlaczego wyborcy pamiętają jego rządy inaczej niż on. Kaczyński traci ludzi i pieniądze. Morawiecki liczy, że dzięki pieniądzom zdobędzie ludzi. Obaj zapewniają, że chodzi wyłącznie o Polskę. Polski tradycyjnie nie zapytano.
SIKORSKI WYCENIA SŁUŻBĘ. SZPITAL WYCENIA LEKARZA
Radosław Sikorski napisał, że gdyby podwoić pensję prezydenta do 60 tysięcy złotych miesięcznie, nikt w sektorze publicznym nie powinien zarabiać więcej. Praca dla państwa jest służbą, a kto chce zostać milionerem, powinien sprawdzić swoją wartość na rynku prywatnym.
Brzmi rozsądnie, dopóki państwo nie potrzebuje świetnego chirurga, informatyka, eksperta od cyberbezpieczeństwa albo menedżera zarządzającego firmą wartą miliardy.
Godło wiszące nad biurkiem nie obniża ceny kompetencji. Może najwyżej zasłonić grzyb na ścianie.
Gdy państwo przestaje konkurować wynagrodzeniem, zaczyna płacić stanowiskiem, wpływami i dostępem. To atrakcyjne waluty, choć dziwnym trafem nie widać ich na pasku płacowym.
Dyskusję wzbogaciła wiadomość, że lekarz pracujący w zadłużonym szpitalu w Lublinie wystawił faktury na blisko 220 tysięcy złotych. Szpital ma 741 milionów długu.
Lekarz zarabia. Szpital tonie. Pacjent czeka. Minister reformuje. Samorząd dopłaca.
System funkcjonuje znakomicie, jeśli jego celem jest organizowanie kolejnych pilnych narad o tym, dlaczego nie funkcjonuje. Nie oznacza to, że specjalista nie zasługuje na wysokie wynagrodzenie. Neurochirurga nie zatrudnia się z ogłoszenia: „Praca od zaraz, doświadczenie mile widziane, nożyczki we własnym zakresie”.
Polska ochrona zdrowia przypomina tonący statek, na którym najlepiej zarabia człowiek posiadający wiadro.
Sikorski ma rację, że służba publiczna powinna zawierać element służby. Jego krytycy mają rację, że tanie państwo łatwo może się stać państwem amatorskim. Jak zwykle wszyscy mają kawałek racji, a podatnik ma cały rachunek.
TRUMP LUBI ZWYCIĘZCÓW. ZWŁASZCZA DZISIEJSZYCH
Donald Trump zaczął przychylniej patrzeć na Wołodymyra Zełenskiego. Według „Wall Street Journal” przekonały go skuteczność ukraińskiej armii, rozwój technologii dronowej i uderzenia na terytorium Rosji.
Trump lubi zwycięzców. To jego najtrwalsza zasada, choć zwycięzca potrafi zmieniać się częściej niż hasło do Wi-Fi.
Trump nie ma sojuszników. Ma aktualną tabelę wyników. Jeśli wygrywasz, jesteś wielkim przywódcą. Jeśli przegrywasz, jesteś skorumpowany i powinieneś oddać terytorium. Jeśli następnego dnia znowu wygrywasz, Trump od początku wiedział, że jesteś znakomity.
Europejscy przywódcy najwyraźniej zrozumieli, że aby przekonać Trumpa do obrony demokracji, trzeba mu pokazać demokrację z dobrymi wynikami kwartalnymi.
Pomógł ukraiński atak na kombinat „Priorytet” w Udmurcji, ponad 1300 kilometrów od granicy. To mniej więcej podróż z Warszawy do Rzymu, tylko dron nie zatrzymuje się na espresso, nie płaci za autostradę i nie pyta co pół godziny, czy daleko jeszcze. Rosja traktowała dotąd wielkość swojego terytorium jak system obronny. Drony zmieniły geografię.
Rosyjska głębia strategiczna stała się po prostu dłuższą trasą lotu.
Trump zobaczył skuteczne uderzenie i odkrył w Zełenskim zwycięzcę. Jest jak kibic, który przychodzi w siedemdziesiątej minucie, sprawdza wynik i oznajmia, że od dziecka wspiera prowadzącą drużynę.
POLACY ŻYJĄ DŁUŻEJ. NIE WIADOMO, CZY ZE SZCZĘŚCIA
GUS podał, że chłopiec urodzony w Polsce w 2025 roku ma przed sobą średnio 75,37 roku życia, a dziewczynka — 82,48. Mężczyźni żyją więc o siedem lat krócej, mimo że przez całe życie przekonują, iż są silniejszą płcią. Potrafią przesunąć szafę, otworzyć słoik i prowadzić samochód bez pytania o drogę. Potem nie idą do lekarza, bo „samo przejdzie”, i w końcu przechodzą sami. Na tamten świat.
Siła mężczyzny polega głównie na zaprzeczaniu objawom aż do chwili, gdy objawy przejmą prowadzenie rozmowy.
Setnych urodzin ma dożyć co 111. chłopiec i co 37. dziewczynka. Kobiety najwyraźniej lepiej znoszą życie — w tym życie z mężczyznami — co medycyna powinna uznać za osobną kategorię odporności.
Najdłużej żyją mieszkańcy Warszawy, najkrócej Łodzi. Statystyczna różnica w przypadku mężczyzn przekracza cztery lata.
Pociąg pokonuje tę trasę w nieco ponad godzinę. Statystyka potrzebuje całej kadencji. Warszawiak żyje dłużej, choć sporą część tego czasu spędza w korku i na spłacaniu mieszkania, które pośrednik określił jako „kameralne”, ponieważ słowo „małe” obniża prowizję.
Długowieczność w Polsce również ma kod pocztowy.
Dane są dobre dla obywateli, nieco mniej wygodne dla ZUS. Człowiek będzie żył dłużej, więc system natychmiast sprawdzi, czy jego emerytury nie dałoby się pokroić na jeszcze cieńsze plasterki.
WAKACJE: TU GLONY, TAM NIE MA CZYM ICH SPŁUKAĆ
Plaże w Tulum pokryły gronorosty. Turysta leci przez pół świata, płaci za widok na morze, śniadanie i ręcznik złożony w łabędzia, a ocean dostarcza mu kompost.
Przez sto lat człowiek wrzucał do morza rozmaite rzeczy. Morze najwyraźniej zaczęło odsyłać paczki.
Na siedmiu greckich wyspach brakuje natomiast wody. Mieszkańcy oszczędzają każdą kroplę, ale turysta zapłacił za cztery gwiazdki i zamierza przez dwadzieścia minut spłukiwać z siebie piasek, krem przeciwsłoneczny oraz odpowiedzialność za klimat.
Zmiany klimatu długo były abstrakcją. Stały się realne, kiedy szampon nie chciał spłynąć.
Trybunał Konstytucyjny i pobicie ukraińskiej pary we Wrocławiu zostawmy dziś na marginesie, bo oba tematy zostały już dokładnie opisane — pierwszy jako farsa, drugi jako jej ponury rachunek.
Dodajmy tylko, że nowo zaprzysiężony Sławomir Patyra nie zamierza orzekać w geście solidarności z czworgiem sędziów niedopuszczonych przez prezydenta.
Trybunał ma więc prezesa, budynek i sędziów, z których część nie może wejść, część nie chce orzekać, a część niezwykle sprawnie pokonuje formularze.
TK istnieje dziś jak jednorożec w słowniku: można go poprawnie odmienić, ale trudno zobaczyć przy pożytecznej pracy.
WTOREK W SKRÓCIE: OPTYMIZM LEŻY W KOŁYSCE
Chińczycy budują własne maszyny do produkcji chipów. Europejskie akcje spadły, koreańskie runęły, a chińska spółka urosła o 466 procent.
Morawiecki może zebrać 30 milionów. PiS traci wpłaty parlamentarzystów. Wielki konflikt ideowy okazał się mieć numer rachunku i termin płatności.
Sikorski ustawiał sufit wynagrodzeń. Szpital prezentował faktury. Trump wybrał aktualnego zwycięzcę. Ukraiński dron skrócił rosyjską głębię strategiczną. Ocean zwracał ludziom glony, a Grecja odmawiała wody.
GUS ogłosił zaś, że będziemy żyli dłużej.
Na giełdach panował pesymizm. Optymizm leżał w kołysce.
Noworodek otworzył oczy i zobaczył chińskie chipy, sztuczną inteligencję finansującą własnych klientów, dwa biliony polskiego długu, partię Morawieckiego jeszcze bez partii, Trybunał bez trybunału oraz ochronę zdrowia, w której lekarz ma fakturę, szpital dług, a pacjent termin.
Zrobił więc jedyną rozsądną rzecz – zaczął krzyczeć. Dorośli ucieszyli się, że ma zdrowe płuca.
Przy oczekiwanej długości życia przekraczającej osiemdziesiąt lat jeszcze nieraz mu się przydadzą.

Dodaj komentarz