
Karol Nawrocki znów uruchomił wetomat. Urządzenie pracuje bez zarzutu, choć podejrzewam, że kancelaria powinna już zamówić dodatkowe chłodzenie, wymienić łożyska i zatrudnić człowieka do smarowania przycisku „NIE”.
W piątek na biurku prezydenta znalazło się siedem ustaw. Cztery podpisał, trzy zawetował: państwowy eDziennik, zmiany dotyczące programów ochrony powietrza oraz prawo energetyczne.
Proporcja cztery do trzech dowodzi, że Pałac nie wetuje wszystkiego. Jeszcze.
Według zestawień w pierwszym roku prezydentury Nawrocki zdążył ustanowić rekord III RP — 41 wet. Po kolejnym wecie z 20 sierpnia licznik wynosił 42, więc dzisiejsza dostawa podnosi go do około 45. Andrzej Duda przez chwilę może więc poczuć się jak człowiek, który kupił najnowszy telefon tydzień przed premierą nowego modelu.
Nawrocki nie jest już prezydentem korzystającym z prawa weta. On jest prawem weta posiadającym prezydenta.
Najbardziej podoba mi się eDziennik. Prezydent zaznaczył, że sama idea jest dobra, cyfryzacja słuszna, rozwiązanie potrzebne, ale ustawy nie podpisze, ponieważ system może być za drogi, niewystarczająco bezpieczny i źle przygotowany. Państwowy eDziennik miał być bezpłatny dla rodziców i szkół, a pilotaż miał ruszyć już 1 września. Katarzyna Lubnauer stwierdziła więc dość przytomnie, że cenę weta zapłacą rodzice i dzieci.
Prezydencka metoda reformowania państwa zaczyna być czytelna. Pomysł dobry. Cel słuszny. Problem realny. Ustawa niedoskonała. Weto.
Gdyby według tej zasady kupowano samochody, Nawrocki chodziłby pieszo, bo w każdym modelu można znaleźć coś do poprawienia.
Ochrona powietrza również nie przeszła. Prezydent obawia się między innymi, że organizacje spoza danego regionu, a nawet podmioty zagraniczne, mogłyby blokować lokalne inwestycje. Argument można dyskutować i nie jest całkiem pozbawiony sensu, ale efekt polityczny pozostaje zachwycający: prezydent zawetował ustawę o ochronie powietrza, więc na razie możemy swobodnie oddychać tym, co mamy.
Najbardziej filozoficzne jest weto energetyczne. Nawrocki przypomniał, że w marcu podpisał zmianę prawa energetycznego, a teraz parlament przysyła mu kolejną, częściowo odwracającą poprzednią. „Tak nie powinno się tworzyć prawa” — mówi prezydent.
I właściwie ma rację. Tyle że polskie prawodawstwo od trzydziestu lat funkcjonuje właśnie według zasady „uchwalmy, zobaczymy, poprawimy”. Gdyby każdy prezydent wetował ustawę dlatego, że za kilka miesięcy może wymagać nowelizacji, Dziennik Ustaw byłby cienki jak menu baru mlecznego w 1981 roku.
Rząd oczywiście dostał furii. Andrzej Domański powiedział, że wcześniejsze weta oznaczają co najmniej 8 mld zł uszczerbku z punktu widzenia budżetu i wezwał prezydenta „do opamiętania się”. Adam Szłapka uznał zaś weto energetyczne za kolejny przykład sabotowania wzrostu bezpieczeństwa energetycznego.
Na co Nawrocki odpowiedział, że „weta nic nie kosztują Polaków”, a twierdzenie przeciwne jest „kłamstwem i czystą manipulacją”.
I tu wchodzimy już w ekonomię pałacową. Jeżeli rząd mówi, że czegoś nie zarobi przez weto, jest to strata. Jeżeli prezydent mówi, że nie jest to strata, pieniędzy po prostu nie było. To trochę jak właściciel sklepu, któremu ktoś zamknął drzwi w sobotę, ale pociesza go, że przecież nie stracił utargu — po prostu go nie osiągnął.
Różnica subtelna, zwłaszcza przy ośmiu miliardach.
Nie twierdzę przy tym, że każda zawetowana przez Nawrockiego ustawa była arcydziełem legislacji. Nie była. Wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa centralnej bazy danych dzieci są poważne, częste majstrowanie przy energetyce rzeczywiście nie służy stabilności prawa, a samorządom należy dawać rozsądny czas na nowe obowiązki. Tyle że gdy człowiek wetuje czterdzieści kilka ustaw w niewiele ponad rok, zaczyna istnieć możliwość, że problem nie zawsze znajduje się wyłącznie po drugiej stronie biurka.
Prezydent RP zgodnie z konstytucją ma być elementem procesu ustawodawczego. Karol Nawrocki coraz częściej wygląda natomiast jak jego kontrola rodzicielska. Rząd coś instaluje. Nawrocki: odmów. Ministerstwo aktualizuje. Nawrocki: zablokuj. Parlament wysyła nową wersję. Nawrocki: czy na pewno?
Jeszcze trochę i Kancelaria Prezydenta zamiast Biura Prawa i Ustroju będzie miała jeden wielki czerwony przycisk kupiony w MediaMarkt. Na przycisku nie trzeba nawet nic pisać. Wszyscy już wiedzą, do czego służy.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że prezydent swoje weta przedstawia właściwie jako usługę ochrony ludności. Nie blokuje — chroni. Nie zatrzymuje — zabezpiecza. Nie przeszkadza — pilnuje jakości prawa.
Przy takim języku można dojść do wniosku, że najlepszą ustawą w Polsce jest ustawa, która nigdy nie weszła w życie. Nie ma błędów. Nie kosztuje. Nie szkodzi. Nie wymaga nowelizacji. I przede wszystkim nie przeszkadza prezydentowi.
Karol Nawrocki znalazł więc, być może idealny, model państwa. Państwo doskonałe to takie, w którym parlament uchwala, rząd proponuje, a prezydent spokojnie wszystko odsyła.
Wetomat działa. Polska może iść na weekend.

Dodaj komentarz