WETO NA TRYBUNIE – KIBOLSKA POLITYKA NAWROCKIEGO

Warszawa

Karol Nawrocki wszedł w politykę tak, jakby wchodził na stadion: z transparentem, przyśpiewką i butą kibola przekonanego, że krzyk zagłuszy rozum. Jego najnowsze weto wobec ustawy o pomocy Ukraińcom to nie decyzja głowy państwa – to pokaz siły człowieka, który myli urząd prezydencki z trybuną stadionową.

Fakty są brutalne: zawetowanie ustawy oznacza, że z końcem września nawet milion uchodźców może stracić legalny pobyt w Polsce. To nie abstrakcyjne liczby – to matki z dziećmi, dziadkowie opiekujący się wnukami-sierotami, chorzy i pracujący od lat ludzie. A wszystko dlatego, że prezydent uznał, iż polityczna ustawka z Konfederacją i PiS-em jest ważniejsza niż los milionowej społeczności. Milion osób stało się zakładnikami politycznej napinki.

Ale to nie koniec – weto uderza też w 700 tysięcy Ukraińców pracujących w Polsce i płacących składki w ZUS. Przepisy sprzed 2022 roku wrócą jak bumerang: biurokracja, kolejki, chaos w urzędach wojewódzkich. Biznesy Ukraińców – te jednoosobowe firmy, które płacą podatki i wynajmują biura – mogą po prostu zniknąć z rejestrów. A szpitale? Dzięki wetu Nawrockiego stracą lekarzy i dentystów z Ukrainy, pracujących w uproszczonym trybie, w sytuacji gdy Polska już dziś ma jeden z najniższych wskaźników liczby lekarzy w UE.

I teraz creme de la creme: decyzja Nawrockiego praktycznie odcina Ukrainę od Starlinków, które Polska finansowała, wydając setki milionów złotych. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski nazwał to wprost: „prezent dla Putina”. Tak więc prezydent RP, zamiast wzmacniać bezpieczeństwo regionu, rozdaje prezenty Kremlowi niczym Święty Mikołaj z pałacu w Alejach Ujazdowskich. Tylko że w worku nie ma czekoladek, a polityczne miny.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze tani flirt z Konfederacją. Bo oto politycy partii Mentzena biją brawo – w końcu prezydent spełnia ich mokre sny: weto wobec pomocy Ukraińcom, „stop banderyzmowi” wpisane do kodeksu, a nawet obietnica, że żadnych nowych podatków nie będzie. I skąd to się wzięło? Otóż Karol Nawrocki w kampanii prezydenckiej podpisał w Toruniu deklarację lojalności u samego Sławomira Mentzena. Jak student, który u promotora przyrzeka poprawiać pracę magisterską zgodnie z jego widzimisię. Teraz mamy owoce: prezydent RP realizuje program Konfederacji – od wet po Rady Gabinetowe, które sam Mentzen wymyślił jako narzędzie do grillowania rządu.

Politycy Konfederacji śmieją się do rozpuku, bo nie muszą nawet być w Pałacu – ich hasła i postulaty realizuje za nich lokator Belwederu. Witold Tumanowicz czy Bartłomiej Pejo mówią wprost: „oczekiwaliśmy weta i dostaliśmy”. A Nawrocki? Zachwycony, że może robić za wykonawcę politycznych rozkazów, nawet nie kryje, że banderyzm chce wpisać do kodeksu na równi z nazizmem i komunizmem. I tak oto polski kodeks karny staje się miejscem, gdzie przenosimy hasła ze stadionowych transparentów.

To nie głowa państwa – to wykonawca politycznych postulatów z Twittera Mentzena. Konfederacja klaszcze, PiS przytakuje, a Polska pogrąża się w chaosie. I naprawdę trudno się dziwić, że posłowie Konfederacji śmieją się pod nosem – oni dostali swojego człowieka w Pałacu, tylko że nikt nie powiedział Polakom, że wybierają prezydenta z logiem partii kiboli na sztandarze.

Podsumujmy: zamiast głowy państwa mamy konferansjera stadionowej farsy. Zamiast stratega – kibola z wetem w ręku. Zamiast odpowiedzialności – polityczne show, które uderza w milion ludzi, osłabia polski system zdrowia, paraliżuje urzędy, odcina Ukrainę od internetu i wzmacnia Putina.

Ale co tam fakty, skoro można zaśpiewać: „Po pierwsze Polska!” i wyjść z Pałacu, jakby właśnie wygrało się Ligę Mistrzów w kategorii politycznego sabotażu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights