
Po południu w Warszawie zrobiło się dziwnie cicho, ale nie dlatego, że coś się uspokoiło, tylko dlatego, że ktoś znów postanowił uderzyć młotkiem w mechanizm państwa i z niepokojącą satysfakcją patrzeć, jak tryby zaczynają się klinować, a śruby wypadają jedna po drugiej, jakby ktoś rozkręcał zegarek tylko po to, żeby potem ogłosić, że właśnie go naprawił.
Karol Nawrocki wyszedł, powiedział swoje, nagrał się, opublikował i z powagą człowieka przekonanego o własnej misji ogłosił, że ratuje Polskę przed chaosem, który – co już przestaje być ironią, a zaczyna być regułą – sam z taką konsekwencją produkuje.
To nie jest przypadek. To jest metoda. Najpierw tworzy się problem, potem staje się obok niego i z miną strażaka ogłasza akcję ratunkową, w której jedynym realnym efektem jest więcej dymu.
Weto numer jeden dotyczy likwidacji CBA i zostało opakowane w opowieść o państwie stojącym nad przepaścią, o wiedzy operacyjnej, która rzekomo wyparuje, o funkcjonariuszach, którzy się rozproszą, i o korupcji, która wróci w glorii lat dziewięćdziesiątych z walizką pieniędzy i bezczelnym uśmiechem.
Tyle że to jest narracja wygodna, a nie prawdziwa.
Bo prawda jest taka, że CBA przez lata było używane jak narzędzie polityczne, jak pałka, którą raz uderzano w przestępców, a częściej w przeciwników, produkując spektakl zamiast systemu, hałas zamiast skuteczności i strach zamiast porządku.
I teraz nagle ten sam mechanizm, wyeksploatowany i zdeformowany, zostaje ogłoszony filarem państwa, którego nie wolno ruszyć, bo wszystko się zawali.
To nie jest obrona instytucji.
To jest obrona wygodnego narzędzia.
Prezydent mówi o chaosie kompetencyjnym, co brzmi jak żart opowiadany na poważnie przez człowieka, który chaos wprowadza z precyzją zegarmistrza – tyle że zamiast składać mechanizm, on go rozkręca.
Weto numer dwa dotyczy ziemi rolnej i tu zaczyna się spektakl jeszcze bardziej przewidywalny: gleba, tradycja, naród, zagrożenie z zewnątrz, dramat małych gospodarstw i wielka opowieść o obronie polskiej ziemi przed bliżej nieokreślonym „kimś”.
Język napompowany, emocje rozgrzane, sens gdzieś po drodze zgubiony.
Bo zamiast spokojnej pracy nad ustawą, zamiast korekt i odpowiedzialności, znów mamy gest.
Znów mamy weto.
Bo weto stało się tutaj nie wyjątkiem, tylko nawykiem. Nie narzędziem, tylko odruchem. Nie decyzją, tylko reakcją.
A potem pojawia się ten charakterystyczny ton, w którym człowiek demolujący mechanizmy państwa mówi o budowaniu zaufania do państwa, co brzmi jak wykład o stabilności wygłaszany przez kogoś, kto właśnie wyjął cegłę z fundamentu i jest z siebie bardzo zadowolony.
Zaufanie nie rodzi się z blokowania wszystkiego, co nie pasuje do politycznego scenariusza. Zaufanie rodzi się z przewidywalności.
A tu mamy politykę przypominającą dziecko, które przewraca planszę, bo przestaje wygrywać.
Owszem, dziewięć ustaw zostało podpisanych i ten fragment komunikatu ma wyglądać jak dowód rozsądku, jak uspokajający przypis do głównej historii.
Tyle że państwo nie jest arkuszem kalkulacyjnym, w którym można odjąć jedno i dodać dziewięć, żeby wyszło na plus.
Bo można podpisać dziewięć drobiazgów i zablokować jedną rzecz, która ma znaczenie, a efekt i tak będzie destrukcyjny.
Najbardziej niepokojące nie jest jednak samo weto, tylko przekonanie, z jakim jest ono wykonywane, ta spokojna pewność, że robi się coś dobrego, podczas gdy rzeczywistość skrzypi coraz głośniej.
Bo państwo nie przegrywa wtedy, gdy ktoś je atakuje.
Państwo przegrywa wtedy, gdy ktoś je rozbiera na części, wierząc, że właśnie je wzmacnia.
I w tym wszystkim nie ma już nawet ironii, jest tylko rosnąca irytacja, bo to nie jest błąd, który można poprawić, tylko kierunek, który ktoś wybrał świadomie.
Puenta powinna być elegancka.
Ale nie będzie elegancka, bo sytuacja nie jest elegancka.
Nawrocki nie ratuje państwa – Nawrocki je rozkłada, decyzja po decyzji, weto po wecie, z uporem człowieka, który pomylił władzę z przywilejem blokowania wszystkiego, co go przerasta.
A na sam koniec, już bez metafor i bez złudzeń: jeśli to jest strażnik państwa, to sabotażysta nie musiał nawet składać podania.

Dodaj komentarz