WETO, INTERNET I LUCY – PONIEDZIAŁKOWY MISZMASZ

Warszawa

Poniedziałki mają to do siebie, że jedni zaczynają dietę, inni zapisują się na siłownię, a Karol Nawrocki zawetował trzy ustawy. Prezydent od trzech tygodni zachowuje się jak dziecko w Ikei: podoba mu się pięć rzeczy, trzy nie, więc tupał nogą i powiedział „nieeee”. A jego przyboczny Zbyszek Bogucki tłumaczył to z powagą lektora Polskiej Kroniki Filmowej, jakby naprawdę chodziło o sprawy większe niż kolejny odcinek „M jak Weto”.

Największą furorę zrobiło oczywiście odcięcie Ukrainy od Starlinka. Minister Gawkowski policzył, że przez prezydenckie fochy milion ludzi traci nie tylko status prawny, ale i internet. Cóż, taki prezent dla Putina na poniedziałek, jak znalazł. Ktoś powie: „przypadek”, ale przecież nawet Windows 98 – do którego porównuje się samego prezydenta – miał więcej zabezpieczeń przed głupotą użytkownika.

A podczas gdy Karol von Veto kręci się w rytmie kibolskiego walczyka, świat idzie dalej. Zełenski ogłasza, że pod koniec tygodnia spotka się z Amerykanami, by przygotować się do rozmów z Rosją. Trump biega między Putinem a innymi liderami i udaje, że jest rozgrywającym, choć wszyscy już wiedzą, że król jest nagi. Rosja pali własne rafinerie i kupuje ropę z Białorusi, a Ursula von der Leyen ostrzega, że wojna handlowa USA z Europą byłaby prezentem dla Moskwy i Pekinu. Czyli klasyka: jedni gaszą pożar, inni podkładają ogień.

W Polsce tymczasem Hołownia blokuje wystawę Kai Godek w Sejmie, nazywając to cenzurą smaku, a sprzedaż detaliczna rośnie szybciej niż prognozy ekonomistów. To dowód, że Polacy zamiast oszczędzać na bułkach, wolą kupować telewizory, żeby z większym ekranem oglądać kolejne konferencje prezydenta.

A na koniec – Lucy. W Pradze można podziwiać szkielet naszej przodkini sprzed 3,18 mln lat. I tu pytanie: czy Lucy mogła przewidzieć, że jej odlegli potomkowie w XXI wieku będą spierali się o 800+ dla uchodźców, wetować ustawy i wyłączać internet w środku wojny? Pewnie nie – ale gdyby spojrzała na Boguckiego tłumaczącego weta Nawrockiego, to wróciłaby do grobu z poczuciem ulgi, że ewolucja niekoniecznie była nieprzerwaną drogą postępu.

Podsumowując: poniedziałek przyniósł nam trzy weta, zero sensu i jeden szkielet Lucy – który i tak wykazuje więcej logiki niż strażnik żyrandoli w Pałacu Prezydenckim. Dobranoc.


PS. WIELKA MIŁOŚĆ DONALDA – TRUMP I KIM NA RANDCE

Donald Trump znów wyszedł przed kamery i wyznał, że nie może się doczekać spotkania z Kim Dzong Unem. Patrząc na entuzjazm Donalda, można by pomyśleć, że chodzi o randkę w Paryżu przy świecach, a nie o spotkanie z dyktatorem, który w wolnych chwilach wysyła swoich żołnierzy, by pomagali Putinowi.

„Mam bardzo dobre relacje z Kimem” – mówi Trump. I rzeczywiście, wygląda to jak telenowela: spotkali się już dwa razy, było trochę czułości, trochę spięć, teraz nadchodzi trzecia seria. Brakuje tylko pierścionka zaręczynowego i wspólnego konta na Instagramie.

Najbardziej wzruszające jest to, że Trump twierdzi, iż zna Kima „lepiej od prawie wszystkich”. A to już brzmi jak nastolatek, który właśnie wrócił z kolonii i mówi, że jego nowy kolega jest „najlepszym przyjacielem na świecie”. Sęk w tym, że ten przyjaciel akurat prowadzi obóz koncentracyjny w rozmiarze XXL.

Świat patrzy na tę komedię romantyczną z lekkim zażenowaniem. Korea Południowa pewnie wolałaby, żeby Trump mniej tęsknił za Kimem, a bardziej interesował się ich sojuszem. Ale nie, Donald woli pisać mentalne listy miłosne do Pjongjangu.

Podsumowując: Trump i Kim to duet jak z reality show. Jeden chce atencji, drugi rakiet. A wszyscy inni zastanawiają się, czy przypadkiem nie oglądamy pilota nowego sezonu „Love Island: wersja nuklearna”. Dobranoc.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights