







Dzisiejsze wiadomości są tak gęste, że nawet wagon odczepiony w Katowicach wygląda przy nich jak skromny happening artystyczny. Ktoś, z godnym podziwu poczuciem humoru, postanowił zostawić węglarkę na torach niczym zapomnianą walizkę w PKP Intercity. Całe szczęście maszynista zachował czujność i zamiast katastrofy „na nieprawdopodobną skalę” mieliśmy tylko klasyczne polskie „o włos”. I znowu okazuje się, że największym systemem antyrakietowym III RP jest zdrowy rozsądek kierownika pociągu.
Tymczasem na Atlantyku francuscy komandosi zatrzymali tankowiec z rosyjskiej „floty cieni”. Brzmi jak tytuł serialu Netfliksa, ale to rzeczywistość. Kapitana i oficera zabrano, zapewne po krótkiej rozmowie w stylu: „Bonjour, panowie, mamy nakaz, proszę się nie ruszać, bo mamy wino i bagietkę”. Rosyjska marynarka pewnie już szykuje oświadczenie, że statek cumował tylko po to, by zbierać grzyby na dnie oceanu.
W Waszyngtonie za to podobno Donald Trump stracił cierpliwość do Putina. Nie wiem, co trwało dłużej: ta cierpliwość, czy liczenie głosów w polskich wyborach. Amerykanie mają teraz zamiar podzielić się z Ukrainą informacjami wywiadowczymi, żeby ta mogła uderzać w Rosję głębiej. Czyli zaczynamy nowy sezon serialu „Gra o drony”.
Politycznie w Polsce też wesoło. Prezydent Nawrocki ogłosił, że segregacja sędziów to „terror bezprawia” i zapowiedział powołanie Rady ds. Naprawy Ustroju Państwa. Brzmi dumnie, choć w polskich warunkach oznacza to najczęściej „kolejną grupę roboczą, która nie ma roboczego biura, ale ma faks”.
A w sondażach? KO niby przed PiS, ale oba tracą poparcie. Czyli dalej gonitwa dwóch kulawych koni, z których każdy twierdzi, że biegnie szybciej. Lud narzeka, że nie ma kogo wybrać, ale i tak pójdzie głosować, bo lubi dramę.
Z Bałtyku wieści morskie: premier Tusk poinformował o incydencie z rosyjskim kutrem. 70 metrów. Nie wiem, czy to dużo, ale brzmi wystarczająco groźnie, żeby pasowało do komunikatu MSWiA. Swoją drogą, ciekawe, ile metrów ma „kuterek przyjacielski”, a od ilu zaczyna się „zagrożenie państwowe”.
Sondaże pokazują, że Polacy nie mają wątpliwości, czy strzelać do rosyjskich samolotów. Zaskoczenie zerowe – w kraju, gdzie w Wigilię kłócimy się o karpia, decyzja o wojnie powietrznej przychodzi nam jak odruch kichnięcia.
A skoro już o nastrojach – 45% Europejczyków przyznaje się do braku zaangażowania w pracy. Za to 73% menedżerów twierdzi, że ich zespoły dają z siebie wszystko. Wniosek? Menedżerowie są jak rodzice na szkolnej akademii: wpatrzeni w swoje dzieci i przekonani, że te trzy fałszywe nuty były absolutnie genialne.
Na deser – Wenezuela. Tam święta zaczęły się 1 października, bo prezydent Maduro uznał, że nic tak nie poprawia nastroju narodu, jak choinka w upale i sprzedaż plastikowych bombek z napisem „Made in China”. Skoro można zrobić Boże Narodzenie jesienią, to czemu nie? Ja bym wprowadził sylwestra w lipcu, żeby człowiek miał czas wytrzeźwieć przed początkiem szkoły.
Podsumowując: jeden wagon, jeden tankowiec, jeden Trump i jeden Maduro – a świat znowu wygląda jak improwizacja kabaretu. Różnica tylko taka, że bilety opłacamy wszyscy, w podatkach i w cierpliwości.

Dodaj komentarz