W ŚRODĘ BÓG STWORZYŁ PRACĘ, A TRUMP UDERZYŁ W GRENLANDIĘ

Warszawa

I oto nadchodzi ten dzień – środa. Po dwóch tygodniach świąteczno-noworocznego dryfowania między lodówką a kanapą, między mandarynką a kawałkiem sernika, Polska, a wraz z nią reszta znękanej rzeczywistością cywilizacji zachodniej, wstaje z łóżka. Wstaje nie dlatego, że ktoś jej kazał. Wstaje, bo musi. Trzeba wreszcie pokazać prezenty współpracownikom, pochwalić się wyjazdem, albo przynajmniej zdjęciem z choinką, które miało być viralem, a okazało się kolejnym martwym liściem w pustynnym krajobrazie Instagrama.

Tymczasem świat nie próżnuje. A jak próżnuje – to na całego.

TRUMP I JEGO KARAIBSKA TOMBOLA

Zaczęło się niewinnie – kilka strzałów, trochę dronów, lekka histeria i bum – Wenezuela ma nowego prezydenta. Tymczasowego. Bo przecież Donald Trump nie wchodzi do kraju, żeby pogadać o pogodzie. On od razu porywa Maduro, wstawia kogoś nowego i nazywa to demokracją. Czy to jest okupacja? Nie, to jest „zorganizowane zarządzanie chaosem” – czyli piątkowe popołudnie w gabinecie Trumpa.

Ale Amerykanie – nawet ci z MAGA czapkami – powoli zaczynają mieć dość. Okazuje się, że zagorzali republikanie mają granice wytrzymałości, a Donald przekroczył je galopem, niosąc w rękach ropę naftową i transparent: „Maduro? Nie, dziękuję”.

W Waszyngtonie pojawia się pytanie: „Kto następny?” Czy Grenlandia – ten lodowy tort na mapie świata – stanie się nowym łupem amerykańskiej fantazji kolonialnej? Trump już raz chciał ją kupić, teraz może po prostu ją „uwolnić”.

GRENLANDIA, CZYLI NOWY TIKTOK DLA PREZYDENTA

Europejscy liderzy (w tym Donald Tusk – tym razem w roli dorosłego na sali) przypomnieli USA, że Grenlandia nie jest bezpańskim kawałkiem lodu do przejęcia. To terytorium autonomiczne, które – jak twierdzi świat – należy do jego mieszkańców. Problem w tym, że Trump nie uznaje autonomii, mieszkańców ani zbytnio geografii. Gdyby Grenlandia miała złoża ropy w kształcie jego twarzy, już byłaby stanem.

TUSK W PARYŻU: POLSKA W KOALICJI ROZSĄDKU

Tusk tymczasem poleciał do Paryża – nie na croissanta, ale na szczyt „koalicji chętnych”. Spotkanie liderów, którzy nie tylko mają chęci, ale i rozum, odbyło się przy filiżance powagi. Polska ma być liderem grupy zajmującej się logistyką dla Ukrainy. Tak, tak – my, mistrzowie paczkomatów, teraz zajmiemy się dostawami na front. I to bez wojska. Wojsko zostaje w kraju – ktoś musi przecież pilnować, żeby politycy nie zrobili z Sejmu grilla.

Tusk zdradził nawet „niedyskrecję” – czyli powiedział prawdę. W dyplomacji to jak pokazanie gęsi pazurków: niby urocze, ale zaskakujące. Rozmowy z Trumpem? Będą. Wspólna presja na Rosję? Też. Polska ma być wzorem. Cytując Jareda Kushnera: Ukraina ma iść „polską drogą”. Co to znaczy? Że będzie ciężko, ale się uda. Że będą błędy, ale i spektakularne reformy. Że na końcu będzie paczkomat i pierogi z kapustą.

Z POLSKIEGO PODWÓRKA: MORDERCZY KIEROWCY I BOHATEROWIE W DRESACH

Z kroniki lokalnej – raport policyjny: polscy kierowcy w 2025 roku dalej zabijali, ale trochę mniej niż wcześniej. Postęp, ale raczej jak w psychiatryku po wymianie koca na mniej gryzący. Rząd zapowiada surowsze kary za atakowanie osób udzielających pomocy – co jest oczywiste, choć przykro, że trzeba o tym przypominać. Jak bardzo trzeba być zepsutym, by rzucać się na ratownika?

Tymczasem w pałacu prezydenckim czeka na podpis tzw. ustawa wdrażająca unijny akt o usługach cyfrowych (DSA). To przepisy, które miałyby – między innymi – chronić dzieci w sieci przed drapieżnymi algorytmami TikToka, YouTube’a czy Instagrama. Ale podpis nie nadchodzi. Karol Nawrocki ma wątpliwości. Pisał jesienią na platformie X, że rząd chce „pod pozorem walki z dezinformacją ograniczyć wolność słowa”, i że „nie tak to powinno wyglądać”. Oczywiście nie podał ani jednego przykładu tej „wolności słowa”, którą DSA miałoby ograniczyć. Może chodziło o wolność do siania bredni? Tego już się nie dowiemy.

Ale tu pojawia się nowy wątek. Otóż apel w sprawie ustawy nie trafił do samego prezydenta. Trafił do jego żony, Marty Nawrockiej, która – jako przyszła fundatorka organizacji zajmującej się walką z hejtem i przemocą w internecie – została poproszona o „interwencję u męża”. Apel wystosowała Fundacja Panoptykon wraz z grupą 132 ekspertów i ekspertek. Niby nieformalny list otwarty, ale jednak wymowny. Przecież jeśli Pierwsza Dama ma ambicje społeczne i moralny autorytet, to może i potrafi przemówić do sumienia głowy państwa, która chwilowo bardziej martwi się „wolnością dla fejków” niż bezpieczeństwem dzieci w sieci.

KULTURA I BIZNES, CZYLI INPOST WARTY MILIARDÓW, PACZKA WARTOŚCI

Na koniec dobra wiadomość: InPost przekroczył wartość 7 miliardów euro. Polacy są mistrzami logistyki – przynajmniej wtedy, gdy trzeba odebrać paczkę. Jesteśmy też mistrzami w zapominaniu o niej przez trzy dni, żeby potem biec o 23:58 w klapkach do paczkomatu, jakby od tego zależały losy świata.

Taki mamy dzień: Trump napada, Europa zbiera puzzle, Polska szykuje się do piątku. Bo piątek będzie już normalny. Znowu weekend, znowu nuda. I znowu ktoś powie: „Ten świat to farsa”.

Tak, kochanie. Ale za to jaka świetnie zagrana.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights