
Donald Tusk w Bydgoszczy powiedział coś, co dla Polaka powinno brzmieć jak odgłos dzwonu bijącego na trwogę, ale też i jak stary znajomy refren z podręcznika historii: granic państwowych nie można zmieniać przy pomocy siły. To nie jest ozdobnik do mowy na festynie, tylko najprostsza definicja cywilizowanego porządku. A przy okazji – klucz do tego, czy nasza część Europy pozostanie stabilna, czy też będzie po raz kolejny poligonem dla cudzych ambicji.
Kiedy premier mówi, że nie wolno dopuścić, by Rosja wyszła z wojny wzmocniona, to nie jest dyplomatyczna kurtuazja. To jest zimna kalkulacja człowieka, który widział, jak wygląda świat, gdy ktoś decyduje o cudzych granicach przy kawie w jakimś kurorcie. Trump i Putin mają spotkać się na Alasce, ale historia zna takie „spotkania” – w Jałcie, w Teheranie, w Monachium – i z reguły kończyły się one źle dla tych, którzy nie siedzieli przy stole, tylko leżeli na mapie.

Niektórzy chętnie drwią, że Tusk „patrzy na Brukselę”. Prawda jest taka, że w tej chwili lepiej patrzeć tam, gdzie można znaleźć sojuszników, niż tam, gdzie rozdają ziemię jak karty w brydżu. I tu Europa, ze wszystkimi swoimi sporami i papierkową mitręgą, mówi jednym głosem: żadnego targu terytoriami, bo pokój kupiony w ten sposób jest jak dach z dykty – cieszy do pierwszego deszczu.
Dla Polski ta zasada „nic o Ukrainie bez Ukrainy” jest jak lustro, w którym odbija się nasza własna historia. My też byliśmy tym krajem, o którym decydowano za jego plecami. My też słyszeliśmy zapewnienia, że „to dla większego dobra”. Tyle że większe dobro zawsze jakoś dziwnie leżało po drugiej stronie granicy.
Dziś Ukraina broni się nie tylko dla siebie. Broni modelu świata, w którym granice są efektem umów, a nie czołgów. Jeśli pozwolimy, by jeden agresor wymusił „wymianę terytoriów”, to wysyłamy jasny sygnał: mapa jest na sprzedaż. A wtedy prędzej czy później ktoś zapyta – ile kosztuje kawałek Polski?
Tusk ma w tym wszystkim rolę niewdzięczną, ale ważną: przypominać, że geopolityka to nie gra w szachy, w której bije się pionki, żeby rozgrywać figury. To jest życie ludzi, przyszłość państw i lekcja, że w tej części Europy nic nie jest dane raz na zawsze. On wie, że historia ma pamięć, a w tej pamięci Polska ma zbyt wiele blizn, by móc sobie pozwolić na luksus naiwności.
Bo jeśli nie będziemy bronić tej zasady dziś, jutro może zabraknąć kogoś, kto obroni ją dla nas.

Dodaj komentarz