TRUMP WYBIERA SEKRETARZA GENERALNEGO ONZ. VAR SPRAWDZA, CZY ŚWIAT JESZCZE ISTNIEJE

Warszawa

Fiat zwariował.

Nie wiem, czy chodzi o producenta samochodów, czy o literówkę, ale pasuje jedno i drugie. Fiat od dawna potrafi zapalić wszystkie kontrolki jednocześnie, a świat właśnie robi to samo.

Środowy poranek przyniósł wiadomość tak doskonałą, że początkowo uznałem ją za żart napisany przez sztuczną inteligencję po przegrzaniu serwerów. Donald Trump podobno chce, aby kolejnym sekretarzem generalnym Organizacji Narodów Zjednoczonych został Gianni Infantino, prezes FIFA.

Tak, ten Gianni Infantino.

Człowiek, który jeszcze w niedzielę próbował delikatnie usunąć Trumpa ze środka hiszpańskiej celebracji mundialowego zwycięstwa, ma teraz — według prezydenta USA — zaprowadzić pokój na świecie.

Widocznie zrobił na Trumpie wielkie wrażenie. Jeśli ktoś potrafi odciągnąć Donalda Trumpa od cudzego pucharu, być może rzeczywiście poradzi sobie z Putinem, Xi Jinpingiem i Radą Bezpieczeństwa.

Trump uważa, że Infantino „cieszy się szacunkiem na całym świecie” i posiada szczególną zdolność jednoczenia ludzi. Informację podał „New York Post”, powołując się na osoby z otoczenia prezydenta. Nie wiadomo, czy Trump rozmawiał już z samym zainteresowanym. W przypadku Trumpa nie jest to jednak konieczne. Najpierw przyznaje człowiekowi stanowisko, później informuje człowieka, a na końcu zwalnia go w mediach społecznościowych za brak lojalności.

Pomysł jest rzeczywiście genialny, przynajmniej według specjalnego przedstawiciela USA do spraw globalnych partnerstw – Paolo Zampollego, który nazwał go genialnym.

W otoczeniu Trumpa wszystko jest genialne. Pomysł jest genialny, prezydent jest genialny, przemówienie historyczne, spotkanie przełomowe, a katastrofa — dziedzictwem poprzedniej administracji.

Infantino zarządza organizacją skupiającą 211 federacji piłkarskich, natomiast ONZ zrzesza 193 państwa. Na pierwszy rzut oka awans wydaje się logiczny. Skoro człowiek poradził sobie z federacjami piłkarskimi, powinien bez trudu obsłużyć państwa dysponujące bronią atomową.

Federacja Seszeli i Federacja Anglii. Chiny i Stany Zjednoczone. W zasadzie to samo, tylko w Radzie Bezpieczeństwa rzadziej symuluje się faul w polu karnym. Tam symuluje się troskę o pokój.

Infantino mógłby rozpocząć reformy od uporządkowania obrad Zgromadzenia Ogólnego.

Każde państwo otrzymałoby dziesięć minut przy mikrofonie, trzy zmiany stanowiska i jedną możliwość poproszenia o analizę VAR. Gdyby ambasador skłamał, sędzia podchodziłby do monitora, oglądał nagranie z satelity, po czym ogłaszał:

— Nie ma podstaw do zmiany decyzji. Wojna pozostaje legalna.

Rezolucje przyjmowano by po serii rzutów karnych. Sankcje obowiązywałyby przez dwie kolejki. Państwo napadające na sąsiada otrzymywałoby czerwoną kartkę, chyba że Donald Trump zadzwoniłby do sekretarza generalnego i poprosił o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Wiemy już, że taki telefon potrafi działać.

Podczas mundialu amerykański napastnik Folarin Balogun dostał czerwoną kartkę. Trump skontaktował się z Infantino i poprosił o jej „sprawdzenie”. Zawieszenie zostało wstrzymane, dzięki czemu piłkarz wystąpił przeciwko Belgii. Stany Zjednoczone przegrały 1:4, co dowodzi, że nawet najbardziej wpływowa interwencja polityczna nie zawsze pomaga, jeżeli później trzeba jeszcze grać w piłkę. O telefonie Trumpa i uchyleniu zawieszenia informował Axios.

To doświadczenie rzeczywiście przydałoby się w ONZ.

Rosja atakuje Ukrainę, dostaje czerwoną kartkę, po czym Putin dzwoni do Infantino:

— Gianni, to nie była agresja. Najpierw dotknęliśmy piłki.

Infantino sprawdza powtórkę, konsultuje się z Trumpem i ogłasza, że kartka pozostaje w protokole, ale zawieszenie zostaje warunkowo anulowane do następnego posiedzenia.

Iran zgłasza faul Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone twierdzą, że Iran symulował. Izrael domaga się rzutu karnego, Chiny sprzeciwiają się obsadzie sędziego, Francja wydaje komunikat o głębokim zaniepokojeniu, a Wielka Brytania stoi przy chorągiewce i czeka, co powie Waszyngton.

Świat wreszcie stałby się zrozumiały.

Trump najwyraźniej uznał, że mundial był znakomitym kursem dyplomacji. Sam zaprezentował podczas finału wszystkie najważniejsze zasady swojej polityki zagranicznej.

Po pierwsze: trzeba znaleźć się w centrum wydarzenia, nawet jeśli wydarzenie dotyczy kogoś innego.

Po drugie: należy pozostać na podium tak długo, aż inni zaczną się zastanawiać, czy przypadkiem nie wygraliśmy.

Po trzecie: każde buczenie interpretujemy jako owację z akcentem.

Hiszpania zdobyła mistrzostwo świata, ale Trump wszedł na murawę, wręczał medale, trzymał puchar i próbował zostać z piłkarzami podczas celebracji. Stał wśród nich jak właściciel sali weselnej, który wszedł do zdjęcia młodej pary, bo przecież bez niego nie byłoby krzeseł.

Infantino musiał dyskretnie skierować prezydenta na bok. Trump i Infantino zostali wygwizdani, a amerykański prezydent pozostał przy Hiszpanach przed podniesieniem pucharu.

Właśnie wtedy Trump mógł dojść do wniosku:

— Ten człowiek umie mną zarządzać. Powinien kierować światem.

Jest to być może pierwszy przypadek nominacji na sekretarza generalnego ONZ za skuteczne wyprowadzenie prezydenta Stanów Zjednoczonych z kadru.

Relacje obu panów rozwijały się już wcześniej. W grudniu 2025 roku Infantino wręczył Trumpowi pierwszą w historii Pokojową Nagrodę FIFA. Było to wyróżnienie tak świeże, że przed Trumpem nie otrzymał go nikt, a po Trumpie prawdopodobnie nikt nie odważy się zapytać.

FIFA stworzyła nagrodę, znalazła laureata i natychmiast osiągnęła jednomyślność. To model wyborczy popularny w organizacjach, których prezesi cenią niezależność, pod warunkiem że prowadzi ona do właściwego wyniku.

Trump otrzymał nagrodę pokojową, a następnie rozpoczął wojnę z Iranem. Nie należy tego traktować jako sprzeczności. Pokojowa Nagroda FIFA nie ocenia pokoju. Ocenia relacje z prezesem FIFA.

Sama FIFA chwaliła Trumpa za wkład w zawieszenia broni i rozmowy pokojowe. Organizacja oficjalnie przedstawiła go jako pierwszego laureata swojego pokojowego wyróżnienia.

Infantino rozpoznał w Trumpie człowieka pokoju. Trump rozpoznał w Infantinie sekretarza generalnego ONZ. Tak działa zamknięty obieg komplementów.

Ja mówię, że jesteś największym rozjemcą. Ty mówisz, że umiem jednoczyć świat. Ja daję ci medal. Ty dajesz mi stanowisko. W pewnym momencie obaj stajemy przed kamerami z taką liczbą nagród, że nikt nie pamięta, kto właściwie zakończył którą wojnę.

Kandydatura ma jednak drobny problem. Infantino miałby zarabiać w ONZ około 418 tysięcy dolarów rocznie, podczas gdy jego pakiet wynagrodzenia w FIFA sięga około sześciu milionów. Byłaby to redukcja płacy tak drastyczna, że mogłaby zostać uznana za naruszenie praw człowieka.

Infantino musiałby zrezygnować z wynagrodzenia prezesa światowego futbolu, aby zarabiać jak człowiek, który tylko próbuje zapobiec wojnie atomowej. To pokazuje hierarchię współczesnego świata. Organizowanie meczu Brazylii z Francją jest warte sześć milionów. Powstrzymywanie konfliktu między Indiami a Pakistanem — niecałe pół.

Sekretarz generalny ONZ ma jednak mieszkanie służbowe, ochronę i możliwość używania słowa „eks­celencja”, więc być może strata nie byłaby całkowita. Infantino mógłby również wynegocjować premię za każde zawieszenie broni, bonus za rozszerzenie Rady Bezpieczeństwa oraz prawa marketingowe do kryzysu klimatycznego.

Konferencje klimatyczne mogłyby otrzymać sponsorów.

„Szczyt w sprawie topnienia lodowców prezentuje Coca-Cola”.

„Partnerem technologicznym negocjacji pokojowych jest Visa”.

„Dzisiejsze obrady w sprawie głodu na świecie zostały przedłużone o siedem minut doliczonego czasu”.

ONZ pod kierownictwem FIFA zyskałaby również maskotkę. Organizacja potrzebuje bardziej przyjaznego wizerunku. Niebieski hełm jest zbyt poważny. Lepszy byłby uśmiechnięty gołąb pokoju o imieniu Peacy, produkowany w kilku milionach egzemplarzy i sprzedawany po 49,99 dolara w oficjalnym sklepie.

Każda misja pokojowa zaczynałaby się hymnem, pokazem laserowym i wejściem dzieci trzymających flagi sponsorów.

Żołnierze ONZ nosiliby koszulki z nazwiskami. Obserwatorzy mieliby kamery na mundurach. Zamiast raportu o zbrodniach wojennych emitowano by skrót spotkania z komentarzem:

— W siedemdziesiątej trzeciej minucie doszło do incydentu humanitarnego. Sytuacja analizowana jest przez komisję dyscyplinarną.

Tyle że kandydatura Infantino musiałaby przejść przez Radę Bezpieczeństwa, w której pięciu stałych członków ma prawo weta. Potem zatwierdziłoby ją Zgromadzenie Ogólne.

Trump zapewne wyobraża sobie ten proces jak wybór gospodarza mundialu: kolacja, uścisk dłoni, kilka obietnic, luksusowy hotel i nagłe odkrycie, że wszyscy od początku marzyli właśnie o tym kandydacie.

Problemem może być nieformalna rotacja geograficzna. Tym razem stanowisko powinno przypaść przedstawicielowi Ameryki Łacińskiej lub Karaibów. Wymieniani są między innymi Michelle Bachelet z Chile i Rafael Grossi z Argentyny. Trump zamierza najwyraźniej rozwiązać kwestię geografii w typowy dla siebie sposób: uznać, że Szwajcaria leży tam, gdzie aktualnie jest mu potrzebna.

Infantino mieszkał w Miami, pracuje globalnie, urodził się w Szwajcarii, ma włoskie korzenie i przyjaźni się z amerykańskim prezydentem. Przy odpowiednio twórczej mapie można z niego zrobić kandydata każdego kontynentu jednocześnie.

Trump mógłby też zaproponować wymianę. Ameryka Łacińska dostaje organizację mundialu w 2038 roku, Europa otrzymuje sekretarza generalnego, Afryka osiem dodatkowych miejsc w turnieju, Azja nową Ligę Narodów, a Donald Trump Pokojową Nagrodę ONZ imienia Donalda Trumpa.

Nie wszyscy podzielają zachwyt nad Infantinem. Szef hiszpańskiej La Ligi Javier Tebas właśnie wezwał go do dymisji, oskarżając FIFA o niszczenie futbolu przez rozbudowywanie turniejów i polityczne ingerencje. Szczególnie krytykował sprawę czerwonej kartki Baloguna. Tebas zarzucił Infantinie podporządkowywanie futbolu wielkim imprezom i politycznym wpływom.

Trump uważa jednak, że Infantino jest „lubiany przez wszystkich”.

W języku Trumpa „wszyscy” oznacza ludzi znajdujących się w pokoju, którzy nie wyszli przed końcem jego przemówienia.

Jeżeli ktoś protestuje, nie jest wszystkimi. Jeżeli buczy, jest członkiem skrajnej mniejszości. Jeżeli publikuje krytyczny artykuł, reprezentuje upadające media. Jeżeli ma prawo weta, należy zaprosić go na golfa.

Infantino rzeczywiście posiada kwalifikację ważną w dzisiejszej dyplomacji: potrafi znajdować się blisko władzy, nie sprawiając wrażenia, że się do niej zbliża. Uśmiecha się, przytakuje, wręcza nagrody i opowiada o jedności świata. Jest połączeniem dyplomaty, działacza sportowego i człowieka, który na bankiecie zawsze wie, przy którym stoliku pojawi się fotograf.

FIFA również przypomina trochę ONZ. Ma więcej członków niż Organizacja Narodów Zjednoczonych, wielkie ideały, kosztowne siedziby, nieprzejrzyste mechanizmy, niekończące się kongresy oraz przedstawicieli, którzy długo mówią o etyce przed przejściem do negocjowania pieniędzy.

Różnica polega na tym, że FIFA potrafi jeszcze doprowadzić turniej do finału.

ONZ z Infantinem mogłaby więc działać sprawniej. Wojny rozgrywano by systemem pucharowym. Po fazie grupowej osiem najgroźniejszych mocarstw awansowałoby do ćwierćfinału. Państwa neutralne pełniłyby funkcję sędziów, a Szwajcaria sprzedawałaby prawa telewizyjne.

Trump oczywiście pojawiałby się na każdym finale.

Niezależnie od tego, kto wygrałby pokój, prezydent USA wszedłby na podium, dotknął traktatu, pozostał podczas wspólnego zdjęcia i powiedział:

— To największe porozumienie w historii. Beze mnie nie byłoby papieru.

Na końcu Infantino próbowałby go delikatnie odprowadzić. I chyba właśnie dlatego ten pomysł tak mnie bawi. Jest kompletnie absurdalny, a zarazem idealnie zgodny z epoką.

Prezydent prowadzący wojnę chce mianować szefem światowej organizacji człowieka, który przyznał mu nagrodę pokojową. Kandydat ma naprawić ONZ, choć kierowana przez niego FIFA jest oskarżana o upolitycznienie. Ma jednoczyć państwa, ponieważ zorganizował mundial, na którego zakończeniu został wygwizdany razem ze swoim sponsorem politycznym.

Nie jest to już konflikt interesów. To ich turniej finałowy.

Być może Infantino rzeczywiście zostanie sekretarzem generalnym. Być może Rosja i Chiny użyją weta. Być może kandydatura pozostanie tylko pomysłem, który Trump wypowiedział po udanym weekendzie i przed następnym pomysłem, ale sama możliwość mówi o świecie coś ważnego.

Kiedyś sekretarza generalnego ONZ szukano wśród premierów, prezydentów, dyplomatów i ministrów spraw zagranicznych. Dziś Donald Trump przegląda galerię zdjęć z mundialu i mówi:

— Ten łysy obok mnie. Dobry człowiek. Dał mi nagrodę.

Świat nie zwariował nagle. Najpierw długo się rozgrzewał, potem wyszedł na murawę, pokłócił się z sędzią, dostał czerwoną kartkę i zadzwonił do Infantino, żeby ją anulował. VAR nadal analizuje sytuację. Donald Trump już stoi przy pucharze.


  1. KRZYSZOF BIELEJEWSKI

    TRUMP PICKS THE NEXT UN SECRETARY-GENERAL. VAR IS CHECKING WHETHER THE WORLD STILL EXISTS

    Fiat has gone mad.

    I do not know whether that refers to the carmaker or is simply a typo, but either interpretation works. Fiat has long been capable of lighting up every warning light at once, and the world is now doing exactly the same.

    Wednesday morning brought news so perfect that I initially assumed it was a joke written by artificial intelligence after its servers had overheated. Donald Trump reportedly wants Gianni Infantino, the president of FIFA, to become the next Secretary-General of the United Nations.

    Yes, that Gianni Infantino.

    The man who, as recently as Sunday, was gently trying to remove Trump from the middle of Spain’s World Cup celebrations is now — according to the US president — expected to bring peace to the world.

    He must have made quite an impression on Trump. If someone can drag Donald Trump away from somebody else’s trophy, perhaps he really can handle Putin, Xi Jinping and the Security Council.

    Trump believes that Infantino “is respected by everyone around the world” and possesses a special ability to bring people together. The story was reported by the New York Post, citing sources close to the president. It is unclear whether Trump has discussed the idea with Infantino himself. With Trump, however, that is hardly necessary. First he gives someone a job, then he tells them about it, and finally he fires them on social media for disloyalty.

    The idea really is brilliant — at least according to Paolo Zampolli, the US special representative for global partnerships, who called it brilliant.

    Everything around Trump is brilliant. The idea is brilliant, the president is brilliant, the speech historic, the meeting groundbreaking and the disaster a legacy of the previous administration.

    Infantino runs an organisation comprising 211 football associations, while the UN has 193 member states. At first glance, the promotion therefore seems perfectly logical. If the man can manage football associations, he should have no difficulty handling countries armed with nuclear weapons.

    The Seychelles Football Federation and the English Football Association. China and the United States. Much the same thing, really, except that people simulate fouls in the penalty area less often at the Security Council. There, they simulate concern for peace.

    Infantino could begin his reforms by imposing some order on the General Assembly.

    Every country would receive ten minutes at the microphone, three changes of position and one opportunity to request a VAR review. If an ambassador lied, the referee would approach the monitor, examine the satellite footage and announce:

    — There are no grounds for overturning the decision. The war remains legal.

    Resolutions would be adopted after penalty shoot-outs. Sanctions would apply for two matchdays. A country invading its neighbour would receive a red card, unless Donald Trump telephoned the Secretary-General and asked for the case to be reconsidered.

    We already know that such a call can work.

    During the World Cup, American striker Folarin Balogun was shown a red card. Trump contacted Infantino and asked him to “review” it. The suspension was put on hold, allowing the player to face Belgium. The United States lost 4–1, proving that even the most powerful political intervention cannot always help if you subsequently have to play football. Axios reported Trump’s call and the lifting of the suspension.

    That experience really could prove useful at the UN.

    Russia attacks Ukraine and receives a red card, whereupon Putin calls Infantino:

    — Gianni, that wasn’t aggression. We got the ball first.

    Infantino reviews the replay, consults Trump and announces that the card will remain in the official record, but the suspension has been provisionally lifted until the next session.

    Iran reports a foul by the United States. The United States claims that Iran was diving. Israel demands a penalty, China objects to the appointment of the referee, France issues a statement expressing profound concern, and Britain stands beside the corner flag waiting to hear what Washington says.

    At last, the world would become comprehensible.

    Trump has apparently concluded that the World Cup was an excellent course in diplomacy. During the final, he personally demonstrated all the fundamental principles of his foreign policy.

    First: place yourself at the centre of an event, even when the event is about somebody else.

    Second: remain on the podium until everyone starts wondering whether you might have won.

    Third: interpret every boo as applause with an accent.

    Spain won the World Cup, but Trump walked onto the pitch, presented medals, held the trophy and tried to remain with the players during their celebrations. He stood among them like the owner of a wedding venue who has inserted himself into the newlyweds’ photograph on the grounds that none of the chairs would be there without him.

    Infantino had to discreetly steer the president aside. Trump and Infantino were booed, while the US president remained beside the Spanish players before the trophy was lifted.

    That may have been the exact moment Trump thought:

    — This man knows how to manage me. He should run the world.

    It may be the first nomination for UN Secretary-General awarded for successfully escorting the President of the United States out of shot.

    The relationship between the two men had been developing for some time. In December 2025, Infantino presented Trump with the first FIFA Peace Prize in history. The award was so new that nobody had received it before Trump, and after Trump probably nobody will dare to ask.

    FIFA invented the prize, found its laureate and immediately achieved unanimity. It is an electoral model popular in organisations whose presidents value independence, provided that it produces the correct result.

    Trump received a peace prize and subsequently launched a war against Iran. This should not be regarded as a contradiction. The FIFA Peace Prize does not assess peace. It assesses one’s relationship with the president of FIFA.

    FIFA itself praised Trump for his contribution to ceasefires and peace negotiations. The organisation officially presented him as the inaugural recipient of its peace award.

    Infantino recognised Trump as a man of peace. Trump recognised Infantino as a UN Secretary-General. That is how a closed circuit of compliments works.

    I say you are the greatest peacemaker. You say I know how to unite the world. I give you a medal. You give me a job. Eventually, we both stand before the cameras wearing so many awards that nobody can remember who actually ended which war.

    There is, however, one minor problem with the proposed candidacy. Infantino would earn approximately $418,000 a year at the UN, while his FIFA compensation package is worth around $6 million. That would be such a drastic pay cut that it might qualify as a human-rights violation.

    Infantino would have to give up the salary of the man running world football in order to earn as much as someone merely trying to prevent nuclear war. This reveals the hierarchy of the modern world. Organising Brazil versus France is worth six million dollars. Preventing a conflict between India and Pakistan — less than half a million.

    The UN Secretary-General does, however, receive an official residence, security and the right to be addressed as “Your Excellency”, so the loss might not be total. Infantino could also negotiate a bonus for every ceasefire, an incentive payment for expanding the Security Council and the marketing rights to the climate crisis.

    Climate conferences could acquire sponsors.

    “The Summit on Melting Glaciers is brought to you by Coca-Cola.”

    “Visa is the official technology partner of the peace negotiations.”

    “Today’s session on world hunger has been extended by seven minutes of added time.”

    A FIFA-run UN would also acquire a mascot. The organisation needs a friendlier image. The blue helmet is too serious. A smiling dove of peace called Peacy would be better, manufactured in several million copies and sold for $49.99 in the official shop.

    Every peacekeeping mission would begin with an anthem, a laser show and children marching in with sponsors’ flags.

    UN troops would wear shirts bearing their names. Observers would have body cameras. Instead of a report on war crimes, highlights of the match would be broadcast with commentary:

    — A humanitarian incident occurred in the seventy-third minute. The situation is being reviewed by the disciplinary committee.

    The only difficulty is that Infantino’s candidacy would have to pass through the Security Council, where the five permanent members possess veto powers. The General Assembly would then have to approve it.

    Trump probably imagines the process as the selection of a World Cup host: dinner, a handshake, several promises, a luxury hotel and the sudden discovery that everybody had supported this particular candidate from the beginning.

    The informal principle of geographical rotation may present a problem. This time, the position is expected to go to a representative of Latin America or the Caribbean. The most frequently mentioned names include Chile’s Michelle Bachelet and Argentina’s Rafael Grossi. Trump apparently intends to solve the geographical difficulty in his usual way: by declaring that Switzerland lies wherever he currently needs it to be.

    Infantino has lived in Miami, works globally, was born in Switzerland, has Italian roots and is friends with the American president. With a sufficiently imaginative map, he can be made the candidate of every continent simultaneously.

    Trump could also propose a trade.

    Latin America gets to host the 2038 World Cup, Europe receives the Secretary-General, Africa gains eight additional tournament places, Asia gets a new Nations League and Donald Trump receives the Donald Trump United Nations Peace Prize.

    Not everyone shares Trump’s enthusiasm for Infantino. Javier Tebas, the president of Spain’s La Liga, has just called for his resignation, accusing FIFA of destroying football by expanding tournaments and permitting political interference. He was particularly critical of the Balogun red-card controversy. Tebas accused Infantino of subordinating football to oversized tournaments and political influence.

    Trump nevertheless maintains that Infantino is “liked by everyone”.

    In Trump’s language, “everyone” means the people in the room who did not leave before the end of his speech.

    Anyone who protests is not part of everyone. Anyone who boos belongs to a radical minority. Anyone who publishes a critical article represents the failing media. Anyone with a veto should be invited to play golf.

    Infantino does possess a qualification that matters in modern diplomacy: he knows how to remain close to power without appearing to move towards it. He smiles, nods, presents awards and speaks about uniting the world. He is a combination of diplomat, sports administrator and the sort of man who always knows which table the photographer will visit at a banquet.

    FIFA also resembles the UN in certain respects. It has more members than the United Nations, grand ideals, expensive headquarters, opaque mechanisms, endless congresses and representatives who speak at length about ethics before proceeding to negotiate money.

    The difference is that FIFA can still bring a tournament to a conclusion.

    A UN led by Infantino might therefore operate more efficiently. Wars would be conducted as knockout competitions. After the group stage, the eight most dangerous powers would advance to the quarter-finals. Neutral countries would serve as referees, while Switzerland sold the broadcasting rights.

    Trump, naturally, would appear at every final.

    Regardless of who won the peace, the US president would walk onto the podium, touch the treaty, remain for the group photograph and declare:

    — This is the greatest agreement in history. Without me, there wouldn’t even be paper.

    Infantino would eventually try to lead him gently away. And that, I think, is why the idea amuses me so much. It is completely absurd and yet perfectly suited to our age.

    A president waging a war wants to appoint as head of a global organisation the man who gave him a peace prize. The candidate is supposed to repair the UN, although the FIFA he leads stands accused of politicisation. He is expected to unite countries because he organised a World Cup whose closing ceremony ended with both him and his political patron being booed.

    This is no longer a conflict of interests.

    It is their championship final.

    Perhaps Infantino really will become Secretary-General. Perhaps Russia or China will use its veto. Perhaps the candidacy will remain merely an idea Trump voiced after a successful weekend and before his next idea. But the mere possibility says something important about the world.

    Once upon a time, prospective UN Secretaries-General were sought among prime ministers, presidents, diplomats and foreign ministers. Today Donald Trump scrolls through his World Cup photographs and says:

    — The bald guy next to me. Good man. Gave me an award.

    The world did not go mad overnight. First it spent a long time warming up. Then it walked onto the pitch, argued with the referee, received a red card and called Infantino to have it overturned.

    VAR is still reviewing the incident.

    Donald Trump is already standing beside the trophy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights