
Fiat zwariował.
Nie wiem, czy chodzi o producenta samochodów, czy o literówkę, ale pasuje jedno i drugie. Fiat od dawna potrafi zapalić wszystkie kontrolki jednocześnie, a świat właśnie robi to samo.
Środowy poranek przyniósł wiadomość tak doskonałą, że początkowo uznałem ją za żart napisany przez sztuczną inteligencję po przegrzaniu serwerów. Donald Trump podobno chce, aby kolejnym sekretarzem generalnym Organizacji Narodów Zjednoczonych został Gianni Infantino, prezes FIFA.
Tak, ten Gianni Infantino.
Człowiek, który jeszcze w niedzielę próbował delikatnie usunąć Trumpa ze środka hiszpańskiej celebracji mundialowego zwycięstwa, ma teraz — według prezydenta USA — zaprowadzić pokój na świecie.
Widocznie zrobił na Trumpie wielkie wrażenie. Jeśli ktoś potrafi odciągnąć Donalda Trumpa od cudzego pucharu, być może rzeczywiście poradzi sobie z Putinem, Xi Jinpingiem i Radą Bezpieczeństwa.
Trump uważa, że Infantino „cieszy się szacunkiem na całym świecie” i posiada szczególną zdolność jednoczenia ludzi. Informację podał „New York Post”, powołując się na osoby z otoczenia prezydenta. Nie wiadomo, czy Trump rozmawiał już z samym zainteresowanym. W przypadku Trumpa nie jest to jednak konieczne. Najpierw przyznaje człowiekowi stanowisko, później informuje człowieka, a na końcu zwalnia go w mediach społecznościowych za brak lojalności.
Pomysł jest rzeczywiście genialny, przynajmniej według specjalnego przedstawiciela USA do spraw globalnych partnerstw – Paolo Zampollego, który nazwał go genialnym.
W otoczeniu Trumpa wszystko jest genialne. Pomysł jest genialny, prezydent jest genialny, przemówienie historyczne, spotkanie przełomowe, a katastrofa — dziedzictwem poprzedniej administracji.
Infantino zarządza organizacją skupiającą 211 federacji piłkarskich, natomiast ONZ zrzesza 193 państwa. Na pierwszy rzut oka awans wydaje się logiczny. Skoro człowiek poradził sobie z federacjami piłkarskimi, powinien bez trudu obsłużyć państwa dysponujące bronią atomową.
Federacja Seszeli i Federacja Anglii. Chiny i Stany Zjednoczone. W zasadzie to samo, tylko w Radzie Bezpieczeństwa rzadziej symuluje się faul w polu karnym. Tam symuluje się troskę o pokój.
Infantino mógłby rozpocząć reformy od uporządkowania obrad Zgromadzenia Ogólnego.
Każde państwo otrzymałoby dziesięć minut przy mikrofonie, trzy zmiany stanowiska i jedną możliwość poproszenia o analizę VAR. Gdyby ambasador skłamał, sędzia podchodziłby do monitora, oglądał nagranie z satelity, po czym ogłaszał:
— Nie ma podstaw do zmiany decyzji. Wojna pozostaje legalna.
Rezolucje przyjmowano by po serii rzutów karnych. Sankcje obowiązywałyby przez dwie kolejki. Państwo napadające na sąsiada otrzymywałoby czerwoną kartkę, chyba że Donald Trump zadzwoniłby do sekretarza generalnego i poprosił o ponowne rozpatrzenie sprawy.
Wiemy już, że taki telefon potrafi działać.
Podczas mundialu amerykański napastnik Folarin Balogun dostał czerwoną kartkę. Trump skontaktował się z Infantino i poprosił o jej „sprawdzenie”. Zawieszenie zostało wstrzymane, dzięki czemu piłkarz wystąpił przeciwko Belgii. Stany Zjednoczone przegrały 1:4, co dowodzi, że nawet najbardziej wpływowa interwencja polityczna nie zawsze pomaga, jeżeli później trzeba jeszcze grać w piłkę. O telefonie Trumpa i uchyleniu zawieszenia informował Axios.
To doświadczenie rzeczywiście przydałoby się w ONZ.
Rosja atakuje Ukrainę, dostaje czerwoną kartkę, po czym Putin dzwoni do Infantino:
— Gianni, to nie była agresja. Najpierw dotknęliśmy piłki.
Infantino sprawdza powtórkę, konsultuje się z Trumpem i ogłasza, że kartka pozostaje w protokole, ale zawieszenie zostaje warunkowo anulowane do następnego posiedzenia.
Iran zgłasza faul Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone twierdzą, że Iran symulował. Izrael domaga się rzutu karnego, Chiny sprzeciwiają się obsadzie sędziego, Francja wydaje komunikat o głębokim zaniepokojeniu, a Wielka Brytania stoi przy chorągiewce i czeka, co powie Waszyngton.
Świat wreszcie stałby się zrozumiały.
Trump najwyraźniej uznał, że mundial był znakomitym kursem dyplomacji. Sam zaprezentował podczas finału wszystkie najważniejsze zasady swojej polityki zagranicznej.
Po pierwsze: trzeba znaleźć się w centrum wydarzenia, nawet jeśli wydarzenie dotyczy kogoś innego.
Po drugie: należy pozostać na podium tak długo, aż inni zaczną się zastanawiać, czy przypadkiem nie wygraliśmy.
Po trzecie: każde buczenie interpretujemy jako owację z akcentem.
Hiszpania zdobyła mistrzostwo świata, ale Trump wszedł na murawę, wręczał medale, trzymał puchar i próbował zostać z piłkarzami podczas celebracji. Stał wśród nich jak właściciel sali weselnej, który wszedł do zdjęcia młodej pary, bo przecież bez niego nie byłoby krzeseł.
Infantino musiał dyskretnie skierować prezydenta na bok. Trump i Infantino zostali wygwizdani, a amerykański prezydent pozostał przy Hiszpanach przed podniesieniem pucharu.
Właśnie wtedy Trump mógł dojść do wniosku:
— Ten człowiek umie mną zarządzać. Powinien kierować światem.
Jest to być może pierwszy przypadek nominacji na sekretarza generalnego ONZ za skuteczne wyprowadzenie prezydenta Stanów Zjednoczonych z kadru.
Relacje obu panów rozwijały się już wcześniej. W grudniu 2025 roku Infantino wręczył Trumpowi pierwszą w historii Pokojową Nagrodę FIFA. Było to wyróżnienie tak świeże, że przed Trumpem nie otrzymał go nikt, a po Trumpie prawdopodobnie nikt nie odważy się zapytać.
FIFA stworzyła nagrodę, znalazła laureata i natychmiast osiągnęła jednomyślność. To model wyborczy popularny w organizacjach, których prezesi cenią niezależność, pod warunkiem że prowadzi ona do właściwego wyniku.
Trump otrzymał nagrodę pokojową, a następnie rozpoczął wojnę z Iranem. Nie należy tego traktować jako sprzeczności. Pokojowa Nagroda FIFA nie ocenia pokoju. Ocenia relacje z prezesem FIFA.
Sama FIFA chwaliła Trumpa za wkład w zawieszenia broni i rozmowy pokojowe. Organizacja oficjalnie przedstawiła go jako pierwszego laureata swojego pokojowego wyróżnienia.
Infantino rozpoznał w Trumpie człowieka pokoju. Trump rozpoznał w Infantinie sekretarza generalnego ONZ. Tak działa zamknięty obieg komplementów.
Ja mówię, że jesteś największym rozjemcą. Ty mówisz, że umiem jednoczyć świat. Ja daję ci medal. Ty dajesz mi stanowisko. W pewnym momencie obaj stajemy przed kamerami z taką liczbą nagród, że nikt nie pamięta, kto właściwie zakończył którą wojnę.
Kandydatura ma jednak drobny problem. Infantino miałby zarabiać w ONZ około 418 tysięcy dolarów rocznie, podczas gdy jego pakiet wynagrodzenia w FIFA sięga około sześciu milionów. Byłaby to redukcja płacy tak drastyczna, że mogłaby zostać uznana za naruszenie praw człowieka.
Infantino musiałby zrezygnować z wynagrodzenia prezesa światowego futbolu, aby zarabiać jak człowiek, który tylko próbuje zapobiec wojnie atomowej. To pokazuje hierarchię współczesnego świata. Organizowanie meczu Brazylii z Francją jest warte sześć milionów. Powstrzymywanie konfliktu między Indiami a Pakistanem — niecałe pół.
Sekretarz generalny ONZ ma jednak mieszkanie służbowe, ochronę i możliwość używania słowa „ekscelencja”, więc być może strata nie byłaby całkowita. Infantino mógłby również wynegocjować premię za każde zawieszenie broni, bonus za rozszerzenie Rady Bezpieczeństwa oraz prawa marketingowe do kryzysu klimatycznego.
Konferencje klimatyczne mogłyby otrzymać sponsorów.
„Szczyt w sprawie topnienia lodowców prezentuje Coca-Cola”.
„Partnerem technologicznym negocjacji pokojowych jest Visa”.
„Dzisiejsze obrady w sprawie głodu na świecie zostały przedłużone o siedem minut doliczonego czasu”.
ONZ pod kierownictwem FIFA zyskałaby również maskotkę. Organizacja potrzebuje bardziej przyjaznego wizerunku. Niebieski hełm jest zbyt poważny. Lepszy byłby uśmiechnięty gołąb pokoju o imieniu Peacy, produkowany w kilku milionach egzemplarzy i sprzedawany po 49,99 dolara w oficjalnym sklepie.
Każda misja pokojowa zaczynałaby się hymnem, pokazem laserowym i wejściem dzieci trzymających flagi sponsorów.
Żołnierze ONZ nosiliby koszulki z nazwiskami. Obserwatorzy mieliby kamery na mundurach. Zamiast raportu o zbrodniach wojennych emitowano by skrót spotkania z komentarzem:
— W siedemdziesiątej trzeciej minucie doszło do incydentu humanitarnego. Sytuacja analizowana jest przez komisję dyscyplinarną.
Tyle że kandydatura Infantino musiałaby przejść przez Radę Bezpieczeństwa, w której pięciu stałych członków ma prawo weta. Potem zatwierdziłoby ją Zgromadzenie Ogólne.
Trump zapewne wyobraża sobie ten proces jak wybór gospodarza mundialu: kolacja, uścisk dłoni, kilka obietnic, luksusowy hotel i nagłe odkrycie, że wszyscy od początku marzyli właśnie o tym kandydacie.
Problemem może być nieformalna rotacja geograficzna. Tym razem stanowisko powinno przypaść przedstawicielowi Ameryki Łacińskiej lub Karaibów. Wymieniani są między innymi Michelle Bachelet z Chile i Rafael Grossi z Argentyny. Trump zamierza najwyraźniej rozwiązać kwestię geografii w typowy dla siebie sposób: uznać, że Szwajcaria leży tam, gdzie aktualnie jest mu potrzebna.
Infantino mieszkał w Miami, pracuje globalnie, urodził się w Szwajcarii, ma włoskie korzenie i przyjaźni się z amerykańskim prezydentem. Przy odpowiednio twórczej mapie można z niego zrobić kandydata każdego kontynentu jednocześnie.
Trump mógłby też zaproponować wymianę. Ameryka Łacińska dostaje organizację mundialu w 2038 roku, Europa otrzymuje sekretarza generalnego, Afryka osiem dodatkowych miejsc w turnieju, Azja nową Ligę Narodów, a Donald Trump Pokojową Nagrodę ONZ imienia Donalda Trumpa.
Nie wszyscy podzielają zachwyt nad Infantinem. Szef hiszpańskiej La Ligi Javier Tebas właśnie wezwał go do dymisji, oskarżając FIFA o niszczenie futbolu przez rozbudowywanie turniejów i polityczne ingerencje. Szczególnie krytykował sprawę czerwonej kartki Baloguna. Tebas zarzucił Infantinie podporządkowywanie futbolu wielkim imprezom i politycznym wpływom.
Trump uważa jednak, że Infantino jest „lubiany przez wszystkich”.
W języku Trumpa „wszyscy” oznacza ludzi znajdujących się w pokoju, którzy nie wyszli przed końcem jego przemówienia.
Jeżeli ktoś protestuje, nie jest wszystkimi. Jeżeli buczy, jest członkiem skrajnej mniejszości. Jeżeli publikuje krytyczny artykuł, reprezentuje upadające media. Jeżeli ma prawo weta, należy zaprosić go na golfa.
Infantino rzeczywiście posiada kwalifikację ważną w dzisiejszej dyplomacji: potrafi znajdować się blisko władzy, nie sprawiając wrażenia, że się do niej zbliża. Uśmiecha się, przytakuje, wręcza nagrody i opowiada o jedności świata. Jest połączeniem dyplomaty, działacza sportowego i człowieka, który na bankiecie zawsze wie, przy którym stoliku pojawi się fotograf.
FIFA również przypomina trochę ONZ. Ma więcej członków niż Organizacja Narodów Zjednoczonych, wielkie ideały, kosztowne siedziby, nieprzejrzyste mechanizmy, niekończące się kongresy oraz przedstawicieli, którzy długo mówią o etyce przed przejściem do negocjowania pieniędzy.
Różnica polega na tym, że FIFA potrafi jeszcze doprowadzić turniej do finału.
ONZ z Infantinem mogłaby więc działać sprawniej. Wojny rozgrywano by systemem pucharowym. Po fazie grupowej osiem najgroźniejszych mocarstw awansowałoby do ćwierćfinału. Państwa neutralne pełniłyby funkcję sędziów, a Szwajcaria sprzedawałaby prawa telewizyjne.
Trump oczywiście pojawiałby się na każdym finale.
Niezależnie od tego, kto wygrałby pokój, prezydent USA wszedłby na podium, dotknął traktatu, pozostał podczas wspólnego zdjęcia i powiedział:
— To największe porozumienie w historii. Beze mnie nie byłoby papieru.
Na końcu Infantino próbowałby go delikatnie odprowadzić. I chyba właśnie dlatego ten pomysł tak mnie bawi. Jest kompletnie absurdalny, a zarazem idealnie zgodny z epoką.
Prezydent prowadzący wojnę chce mianować szefem światowej organizacji człowieka, który przyznał mu nagrodę pokojową. Kandydat ma naprawić ONZ, choć kierowana przez niego FIFA jest oskarżana o upolitycznienie. Ma jednoczyć państwa, ponieważ zorganizował mundial, na którego zakończeniu został wygwizdany razem ze swoim sponsorem politycznym.
Nie jest to już konflikt interesów. To ich turniej finałowy.
Być może Infantino rzeczywiście zostanie sekretarzem generalnym. Być może Rosja i Chiny użyją weta. Być może kandydatura pozostanie tylko pomysłem, który Trump wypowiedział po udanym weekendzie i przed następnym pomysłem, ale sama możliwość mówi o świecie coś ważnego.
Kiedyś sekretarza generalnego ONZ szukano wśród premierów, prezydentów, dyplomatów i ministrów spraw zagranicznych. Dziś Donald Trump przegląda galerię zdjęć z mundialu i mówi:
— Ten łysy obok mnie. Dobry człowiek. Dał mi nagrodę.
Świat nie zwariował nagle. Najpierw długo się rozgrzewał, potem wyszedł na murawę, pokłócił się z sędzią, dostał czerwoną kartkę i zadzwonił do Infantino, żeby ją anulował. VAR nadal analizuje sytuację. Donald Trump już stoi przy pucharze.

Dodaj komentarz