ŚWIAT W REMONCIE, CZYLI KAŻDY TRZYMA SIĘ STOŁKA, A RESZTA LICZY NA CUD

Warszawa

Poniedziałek jest dziwnym dniem. Człowiek budzi się rano, robi kawę, patrzy przez okno i przez chwilę wydaje mu się, że świat działa według jakiegoś planu. Słońce wstaje. Ptaki śpiewają. Autobusy się spóźniają. Wszystko wygląda znajomo.

Potem otwiera gazetę.

I nagle okazuje się, że Donald Trump zawarł pokój z Iranem, Izrael nie jest zachwycony, ropa tanieje, giełdy rosną, Rosjanie podpalają Kijów, Polska buduje fabryki amunicji, komputery kwantowe mają zaraz zmienić świat, a prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego właśnie dowiedział się, że większość chciałaby jego odejścia. Na co odpowiedział dokładnie tak, jak odpowiada każdy polski działacz od czasów późnego Gierka.

– Oczywiście szanuję demokrację, ale najpierw sprawdzę, czy demokracja odbyła się zgodnie z regulaminem.

Radosław Piesiewicz przypomina trochę kapitana statku, który słyszy od załogi, że okręt nabiera wody, po czym zarządza powołanie komisji do spraw ustalenia, czy woda została wpuszczona zgodnie ze statutem.

W polskim życiu publicznym jest zresztą pewna niezwykła prawidłowość. Im bardziej ktoś powinien odejść, tym bardziej odkrywa w sobie misję pozostania. To zjawisko występuje wszędzie. W spółkach. W partiach. W związkach sportowych. W radach nadzorczych. W zarządach ogródków działkowych. Człowiek przychodzi po władzę na cztery lata, a po roku zaczyna zachowywać się tak, jakby otrzymał ją od Boga, historii i narodu jednocześnie.

W tym samym czasie świat zachwyca się pokojem między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Samo słowo „pokój” działa dziś na inwestorów jak dzwonek na psa Pawłowa. Ropa spada. Giełdy rosną. Analitycy ekonomiczni wpadają w euforię. Politycy zaczynają liczyć oszczędności, a zwykły obywatel zadaje sobie pytanie, czy tym razem benzyna faktycznie stanieje, czy tylko eksperci będą o tym opowiadać w telewizji.

Historia gospodarki przypomina czasami sklep z promocjami. Gdy ropa drożeje o dolara, ceny na stacjach rosną jeszcze przed zachodem słońca. Gdy ropa tanieje o dziesięć dolarów, właściciele stacji potrzebują kilku tygodni na głęboką analizę sytuacji międzynarodowej. Premier Tusk może więc ostrożnie wycofywać się z kosztownych dopłat do paliw, ale przeciętny kierowca uwierzy w sukces dopiero wtedy, gdy zobaczy go na wyświetlaczu dystrybutora. Ekonomia jest bowiem nauką, ale ceny paliw są w Polsce religią.

W cieniu tych wszystkich dobrych wiadomości Rosja zrobiła to, co robi regularnie. Zaatakowała Ukrainę. Znów płonęły budynki. Znów ginęli ludzie. Znów świat przez kilka godzin przypomniał sobie, że wojna nie jest abstrakcyjnym hasłem w telewizji, lecz bardzo konkretnym dramatem rozgrywającym się kilka godzin jazdy samochodem od Warszawy. Putin przypomina dziś sąsiada, który podpala własny płot, a potem jest oburzony, że wszyscy czują dym.

Tymczasem Polska buduje własną suwerenność amunicyjną. Brzmi to bardzo poważnie, ale oznacza po prostu, że po trzech latach wojny wreszcie odkryliśmy prawdę znaną każdemu gospodarzowi na wsi. Jeżeli chcesz mieć pewność, że będziesz miał ziemniaki, nie licz wyłącznie na sąsiada. To odkrycie kosztowało nas kilka lat, setki debat, tysiące konferencji i niezliczone prezentacje w PowerPoincie. Ale najważniejsze, że dotarliśmy do tego samego wniosku, do którego chłop z Mazowsza dochodził od pokoleń. Na wszelki wypadek warto mieć własny magazyn.

Jeszcze ciekawsze rzeczy dzieją się w świecie technologii. Komputery kwantowe mają podobno zrewolucjonizować bezpieczeństwo cyfrowe. Eksperci opowiadają o nowej erze. Politycy mówią o strategicznej przewadze. Korporacje liczą miliardy.

A ja mam wrażenie, że większość ludzkości nadal nie potrafi bezpiecznie przechowywać własnego hasła do poczty elektronicznej. To trochę tak, jakby rozdawać ludziom statki kosmiczne, gdy połowa nadal myli pedał gazu z hamulcem.

Mimo wszystkich katastrof, konfliktów i politycznych awantur inflacja spadła do 3,1 proc. To jedna z tych informacji, które ekonomiści przyjmują z entuzjazmem, a zwykli ludzie z ostrożnością człowieka, który słyszy od dentysty, że zaboli tylko przez chwilę.

Polacy mają już za sobą tyle prognoz, tyle cudownych zapowiedzi i tyle wielkich planów, że do każdej dobrej wiadomości podchodzą jak do telefonu od nieznanego numeru. Niby może być coś dobrego, ale ostrożność nie zaszkodzi.

I tak oto kończy się kolejny dzień. Trump rozdaje pokój. Iran odbiera pieniądze. Izrael protestuje. Putin bombarduje. Piesiewicz walczy ze statutem. Ekonomiści świętują inflację, a zwykły obywatel zastanawia się, czy po opłaceniu rachunków zostanie mu jeszcze na wakacje.

Świat coraz bardziej przypomina remont mieszkania prowadzony jednocześnie przez hydraulika, elektryka, architekta, poetę i szarlatana sprzedającego cudowny preparat na wszystko. Wszyscy krzyczą. Wszyscy mają rację. Wszyscy trzymają się swoich narzędzi. I tylko sufit od czasu do czasu niebezpiecznie trzeszczy, ale spokojnie – według wszystkich zainteresowanych sytuacja pozostaje pod pełną kontrolą.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights