
Są dni, kiedy człowiek odnosi wrażenie, że świat oszalał. A potem przychodzi czwartek i okazuje się, że wcale nie oszalał. On po prostu wszedł na wyższy poziom absurdu.
Oto Polska od rana żyje pensjami lekarzy. Europa zastanawia się, czy Donald Trump naprawdę zmienił zdanie o Wołodymyrze Zełenskim. Władimir Putin spokojnie przygotowuje kolejną ofensywę. Marine Le Pen, choć skazana, wyrasta na faworytkę wyborów prezydenckich we Francji. Nigel Farage, jeszcze niedawno postrach brytyjskiego establishmentu, zaczyna tracić paliwo. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim PAŻP dowiaduje się, że ktoś zablokował jej środki przez dawno zapomniane szczepionki przeciw COVID-19.
Brakuje już tylko informacji, że Elvis Presley został ministrem cyfryzacji.
POLSKA ODKRYŁA, ŻE LEKARZE ZARABIAJĄ
Największym zaskoczeniem dnia okazało się… że lekarze chcą dobrze zarabiać. To odkrycie mniej więcej tej samej kategorii co stwierdzenie, że Bałtyk jest mokry, a zimą bywa zimno.
Po aferze wokół Szpitala Południowego premier Donald Tusk zażądał szybkich zmian. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda spotkała się z lekarzami, którzy odpowiedzieli z rozbrajającą szczerością: specjalista powinien zarabiać trzy średnie krajowe. Pielęgniarki natomiast spojrzały na rządowy pakiet reform i westchnęły: „odgrzewane kotlety”.
Trudno o trafniejszą recenzję. Odgrzewany kotlet ma jedną zaletę. Jest ciepły. Reforma ochrony zdrowia nawet tego nie gwarantuje.
Od kilku dni politycy zachowują się tak, jakby odkryli nową planetę. Nagle wszyscy mówią o kominach płacowych, kontraktach, wieloetatowości i kolejkach. Problem w tym, że środowisko medyczne mówi o tym od piętnastu lat.
To trochę tak, jakby straż pożarna przyjechała do płonącego domu i z triumfem ogłosiła, że właśnie zauważyła dym.
Prawdziwe pytanie nie brzmi bowiem, ile zarabia lekarz. Prawdziwe pytanie brzmi, dlaczego państwo przez dwie dekady zbudowało system, w którym jedni pracują po trzysta godzin miesięcznie, inni uciekają za granicę, a pacjent wciąż słyszy magiczne zaklęcie:
„Najbliższy termin? Za jedenaście miesięcy.”
PUTIN NIE OGLĄDA POLSKIEJ TELEWIZJI
Kiedy Warszawa dyskutowała o wynagrodzeniach, Kreml planował kolejne ruchy wojenne. Źródła zbliżone do rosyjskich władz twierdzą, że Władimir Putin praktycznie nie bierze pod uwagę rozmów pokojowych. Wręcz przeciwnie – rozważana jest eskalacja działań wojennych. Rosyjska logika pozostaje niezmienna: negocjuje się dopiero wtedy, gdy uzna się, że więcej nie da się zdobyć czołgami.
To chyba największa różnica między demokracją a dyktaturą. Demokracje najpierw godzinami dyskutują. Dyktatury najpierw wysyłają rakiety.
DONALD TRUMP ODKRYWA ZEŁENSKIEGO
Jeszcze kilka miesięcy temu Donald Trump mówił o Ukrainie z wyraźnym dystansem. Dziś coraz częściej chwali Wołodymyra Zełenskiego, zapowiada licencję na produkcję pocisków Patriot na Ukrainie i sygnalizuje większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych. Trudno powiedzieć, czy jest to trwała zmiana strategii, czy kolejny zwrot akcji charakterystyczny dla polityki obecnego gospodarza Białego Domu.
Trump jest politykiem przypominającym pogodę w górach. Jeżeli rano świeci słońce, warto mimo wszystko zabrać parasol.
Europa nauczyła się już jednej rzeczy. Nie należy przywiązywać się do wypowiedzi Donalda Trumpa bardziej niż sam Donald Trump.
FRANCJA I WIELKA BRYTANIA TEŻ MAJĄ SWOJE KŁOPOTY
Francuzi pokazują światu niezwykłą cechę swojej demokracji. Można zostać skazanym i jednocześnie prowadzić w sondażach.
Marine Le Pen mimo problemów prawnych pozostaje jedną z najpoważniejszych kandydatek do Pałacu Elizejskiego. To kolejny dowód, że współczesna polityka coraz mniej przypomina konkurs uczciwości, a coraz bardziej konkurs popularności.
W Wielkiej Brytanii z kolei Nigel Farage zaczyna tracić impet. Jeszcze niedawno wydawało się, że jego marsz po władzę jest nie do zatrzymania. Dzisiaj coraz więcej komentatorów mówi, że fala populistycznego entuzjazmu zaczyna opadać.
Polityka jest jak giełda. Najbardziej niebezpiecznie jest wtedy, kiedy wszyscy są przekonani, że wzrost będzie trwał wiecznie.
POLSKA SPECJALNOŚĆ: GASZENIE POŻARÓW BENZYNĄ
Najbardziej fascynujące pozostaje jednak to, że my naprawdę wierzymy, iż każdy kryzys da się rozwiązać konferencją prasową. Szpital? Konferencja. Sądy? Konferencja. Inflacja? Konferencja. Energetyka? Konferencja. Za chwilę ktoś zorganizuje briefing prasowy w sprawie pogody i ogłosi program walki z listopadem.
To nie jest przypadek. To styl zarządzania państwem. Najpierw przez lata ignorujemy problem. Potem wybucha skandal. Następnie powołujemy zespół. Ogłaszamy reformę. Przygotowujemy prezentację w PowerPoincie. Po czym cierpliwie czekamy na następny skandal.
ŚWIAT NIE CZEKA
Najbardziej niepokojące jest jednak coś zupełnie innego. Kiedy my od tygodnia spieramy się o pensje lekarzy, Putin planuje kolejne miesiące wojny.
Kiedy zastanawiamy się, kto ile zarabia w szpitalu, Rosja produkuje kolejne rakiety.
Kiedy politycy spierają się o sondaże, świat przebudowuje architekturę bezpieczeństwa.
Historia ma tę okrutną cechę, że nie zatrzymuje się tylko dlatego, że akurat trwa konferencja prasowa. Świat nie robi przerwy na nasze polityczne kłótnie. Właśnie dlatego najbardziej trafnym podsumowaniem tego czwartku nie jest ani spór o lekarzy, ani kolejna konferencja ministerstwa, ani nawet kolejne deklaracje Donalda Trumpa.
Najtrafniejsze jest stare rosyjskie powiedzenie, które Kreml najwyraźniej zamienił w strategię państwa: Kiedy przeciwnicy dyskutują, wygrywa ten, kto działa.
A Zachód? Zachód nadal organizuje kolejne szczyty, debaty, konsultacje, okrągłe stoły, grupy robocze i panele ekspertów.
Putin tymczasem nie czyta komunikatów po szczytach. On czyta mapy.

Dodaj komentarz