
Środa zaczęła się spokojnie. Stany Zjednoczone zaatakowały Iran, Iran odpowiedział atakami na amerykańskie cele, Rosjanie ostrzelali Odessę, ropa Brent przekroczyła 95 dolarów, a giełdy dostały nerwicy. Czyli świat po prostu wstał wcześniej niż Polska.
W Odessie rosyjski atak uszkodził między innymi 24-piętrowy budynek mieszkalny, rannych zostało osiem osób. Dzień wcześniej Władimir Putin zapewniał, że Rosja zwycięża, nie będzie negocjować z „terrorystami”, ale oczywiście jest otwarta na rozmowy pokojowe. Rosyjska koncepcja pokoju pozostaje więc niezwykle konsekwentna: rozmawiajmy o zakończeniu wojny, byle nie przerywać bombardowania.
Na Bliskim Wschodzie było jeszcze pogodniej. Po kilku tygodniach względnego uspokojenia USA i Iran ponownie wymieniły uprzejmości przy użyciu rakiet i dronów. Iran twierdzi, że uderzył w cele amerykańskie w Jordanii, Iraku i Bahrajnie, Amerykanie odpowiadają, że część tych doniesień to propaganda. Ropa natychmiast podrożała, dolar się umocnił, obligacje potaniały.
Geopolityka ma tę przewagę nad ekonomią, że tłumaczy inflację znacznie szybciej niż profesorowie. Najpierw ktoś strzela w Iranie, potem Polak płaci więcej za transport pietruszki.
W kraju noc minęła bez bombardowań, ale pozostał Mariusz Błaszczak, więc poziom bezpieczeństwa intelektualnego nadal nie jest przesadny.
Były minister obrony został zapytany, czy gdyby Rosja zaatakowała Estonię, Litwę albo Łotwę, polscy żołnierze powinni ruszyć im na pomoc. Odpowiedział, że „polscy żołnierze powinni bronić Polski”. To bardzo oryginalna interpretacja NATO, szczególnie u człowieka, który przez pięć lat kierował Ministerstwem Obrony Narodowej. Cała idea Sojuszu polega bowiem mniej więcej na tym, że kiedy napadną na Estonię, Polska nie mówi: „to nie nasze”, ponieważ w razie napaści na Polskę Estonia mogłaby zastosować dokładnie tę samą doktrynę.
Błaszczak później wyjaśniał, że przecież jesteśmy „silni w sojuszach” i zalecił krytykom trochę lodu na rozgrzane głowy. Lód niewątpliwie się przyda. Najlepiej duża ilość. Można nim obłożyć artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego po kontakcie z byłym ministrem obrony.
Cezary Tomczyk z MON ocenił Błaszczaka subtelnie: „Jest durniem. I to nieskończonym”. Nie jest to może język dyplomacji, ale trzeba przyznać, że przewaga nad wypowiedzią Błaszczaka polega na wyjątkowej jasności stanowiska.
O jedenastej wraca natomiast Sejm.
Wakacje skończyły się więc definitywnie. W poniedziałek do szkoły poszły dzieci, dziś do ław wracają posłowie. Różnica jest taka, że dzieciom zabiera się telefony, kiedy przeszkadzają na lekcji. Posłom nie.
Na początek Sejm zajmie się między innymi reklamą polityczną, zmianami w Kodeksie wyborczym i Żandarmerią Wojskową. To bardzo logiczny program dnia. Najpierw ustalimy, jak politycy mają się reklamować, potem jak ich wybierać, a na końcu co robić, kiedy sytuacja wymknie się spod kontroli.
W komisjach będzie jeszcze ciekawiej. Komisja do Spraw Służb Specjalnych na zamkniętym posiedzeniu zajmie się systemem szkoleń w ABW, AW, SKW, SWW i CBA. Może znalazłoby się jedno wolne krzesło dla byłego ministra obrony. Temat pierwszych zajęć: „Sojusz — znaczenie słowa”.
Sejm zajmie się też kontrolą operacyjną służb i jednym z wniosków immunitetowych. Czyli państwo wraca po wakacjach dokładnie tam, gdzie je zostawiliśmy: podsłuchy, immunitety, ordynacja i polityczna reklama. Nie sposób powiedzieć, że parlamentarzyści tracą czas na sprawy nieznane społeczeństwu.
W tle zaczyna się też kolejna operacja wokół Trybunału Konstytucyjnego. Donald Tusk chce, żeby do TK wszedł Maciej Berek, PiS kwestionuje jego wymagany staż zawodowy, część Polski 2050 nadal się zastanawia, a z Pałacu Prezydenckiego dobiegają sygnały, że Karol Nawrocki może nie odebrać od niego ślubowania nawet po wyborze.
Polska praworządność wchodzi więc w następną fazę rozwoju: najpierw wybieramy sędziego, potem sprawdzamy, czy prezydent uzna, że został wybrany wystarczająco.
Na szczęście są jeszcze sporty mniej skomplikowane.
Magdalena Fręch i Magda Linette zaczęły nocą mecze US Open, ale Nowy Jork zalał deszcz i obu spotkań nie udało się dokończyć. Linette przegrała pierwszego seta, więc ulewa przyszła w bardzo odpowiedzialnym momencie. Czasami nawet pogoda rozumie polski sport lepiej niż działacze.
I tak wchodzimy w środę. Iran strzela do Amerykanów, Amerykanie do Iranu, Rosja do Odessy, Błaszczak do NATO, a Sejm o jedenastej zaczyna obrady.
Ropa jest powyżej 95 dolarów, więc wczorajszy felieton o drogim paliwie może się niestety starzeć wyjątkowo dobrze.
Jest ósma rano. Dzień dopiero się zaczyna, a już kilka osób powinno wrócić do szkoły.

Dodaj komentarz