ŚRODA: KRYPTOWALUTY, KRYPTOSABOTAŻ I MORAWIECKI, KTÓRY JUŻ NIE KIERUJE WŁASNYM KLUBEM

Warszawa

Środa zaczęła się od Błaszczaka, NATO, Iranu i drogiej ropy, potem mieliśmy podatki oraz chrześcijańskie miłosierdzie z komornikiem na Osiedlu Maltańskim. Pisałem o tym wcześniej, więc nie ma sensu powtarzać. Polska nie stała przecież przez resztę dnia bezczynnie. Przeciwnie. Do wieczora zdążyła się jeszcze kilka razy skompromitować, zaniepokoić i zabawić.

Przede wszystkim rozwija się afera Zondacrypto. Rozwija się zresztą znacznie lepiej niż większość polskich startupów. Waldemar Żurek poinformował o kolejnych trzech zatrzymanych, funkcjonariusze weszli po dokumenty do Polskiego Komitetu Olimpijskiego i UOKiK, a podczas przeszukań zabezpieczono luksusowe samochody, zegarki, biżuterię i znaczną ilość gotówki.

Dopiero teraz zaczynam rozumieć kryptowaluty. Przez lata tłumaczono mi blockchain, tokenizację, zdecentralizowane finanse i cyfrowe aktywa, a na końcu okazuje się, że najbezpieczniejszą formą kryptowaluty pozostają banknoty schowane w miejscu, które CBA musi znaleźć podczas przeszukania.

Zondacrypto jest coraz ciekawsza również dlatego, że występują w niej już politycy, sport, sponsorzy, celebryci, urzędy, tajemnicze pieniądze i zaginiony Sylwester Suszek. Brakuje jedynie księdza, lecz dzień się jeszcze nie skończył.

PiS chce specjalnej Komisji Zaufania Publicznego, Morawiecki komisji śledczej, prokuratura prowadzi własne czynności, a wszyscy zapewniają, że właśnie oni najbardziej pragną prawdy. Jeżeli liczba instytucji poszukujących prawdy będzie dalej rosła, istnieje niebezpieczeństwo, że któraś przez pomyłkę ją znajdzie.

Tymczasem po wakacjach zebrał się Sejm. O jedenastej posłowie wrócili do ław i zaczęli od reklamy politycznej, Kodeksu wyborczego oraz Żandarmerii Wojskowej. Dobór tematów wydaje się znakomity. Najpierw ustalamy, jak polityk ma się reklamować, potem jak obywatel ma go wybierać, a na końcu wzmacniamy instytucję zdolną przywrócić porządek.

Pojawił się tam też nowy klub Rozwój Plus, którego posłowie siedzą między PiS a Konfederacją. Geograficznie jest to miejsce znakomite, bo wyborca od razu wie, dokąd odbył się rozwój.

Mateusz Morawiecki stworzył klub pod własnym politycznym patronatem, ale już dziś przestał być jego przewodniczącym. Zastąpił go Łukasz Schreiber. Morawiecki pozostaje oczywiście najważniejszą postacią całego przedsięwzięcia, ale kierowanie klubem przekazał koledze.

Nie minęły jeszcze dwa miesiące od rozłamu, a były premier już zdołał stworzyć ugrupowanie, zostać jego szefem i przestać nim być. Tempo rzeczywiście ma rozwojowe.

Rozwój Plus zgłosił też Marcina Horałę na wicemarszałka Sejmu. Klub liczy 41 parlamentarzystów, więc uważa, że stanowisko mu się należy. Właściwie słusznie. Wicemarszałków można przecież mnożyć prawie bez końca. Gdyby każda nowa frakcja powstała po kłótni w starej partii dostawała własnego, za kilka lat Prezydium Sejmu mogłoby mieć większy skład niż niektóre parlamenty europejskie.

Karol Nawrocki otrzymał natomiast pierwsze ostrzeżenie od opinii publicznej. Według CBOS jego działalność dobrze ocenia 51 procent badanych, źle 40 procent, a w porównaniu z poprzednim badaniem notowania prezydenta się pogorszyły. Jednocześnie poprawiły się oceny parlamentu.

To musi być dla Pałacu szczególnie bolesne. Przegrać kilka punktów z Sejmem to mniej więcej tak, jak przegrać konkurs popularności z kontrolą skarbową.

Oczywiście 51 procent pozytywnych ocen to nadal bardzo dobry wynik. Nie ogłaszajmy więc upadku prezydentury. Być może część obywateli po prostu zaczęła stosować jego własną poradę z inauguracji roku szkolnego i uczy się „odróżniać fakty od opinii, wiedzę od przypuszczeń, prawdę od manipulacji”. Edukacja przynosi efekty szybciej, niż zakładało MEN.

Dzień przyniósł także wiadomości mniej zabawne. Donald Tusk potwierdził, że pożar zakładu Grupy WB w Skarżysku-Kamiennej był celowym podpaleniem i aktem sabotażu. W przypadku zakładu kompozytów lotniczych w Lublinie takiego potwierdzenia jeszcze nie ma. Tymczasem po wielkim pożarze hurtowni zabawek w Gdyni badana jest również hipoteza, że prawdziwym celem mógł być znajdujący się tuż obok zakład Grupy WB produkujący drony.

Jeżeli ta ostatnia hipoteza się potwierdzi, będzie to jeden z bardziej osobliwych epizodów wojny hybrydowej: ktoś chciał podpalić polskie drony, a zaatakował zabawki. Nawet sabotażyści mogą mieć problemy z nawigacją.

Nie warto jednak z tego zbyt długo żartować. Seria pożarów w zakładach związanych z przemysłem obronnym lub lotniczym jest czymś, co służby muszą traktować śmiertelnie poważnie. Zwłaszcza że Ukraina dziś pokazała, dlaczego fabryki związane z produkcją rakiet i dronów stały się jednym z najważniejszych celów tej wojny. Ukraińskie bezzałogowce dotarły około 1500 kilometrów w głąb Rosji i zaatakowały zakład Proton-PM w Kraju Permskim, gdzie produkuje się silniki rakietowe. Rosyjskie służby potwierdziły pożar hali o powierzchni ponad dwóch tysięcy metrów kwadratowych.

Technologia poszła więc naprzód. Kiedyś wojna wymagała frontu. Dziś front może przylecieć bez pilota półtora tysiąca kilometrów.

Na koniec sąd skazał Wojciecha Olszańskiego „Jaszczura” za nawoływanie do nienawiści wobec Żydów. Dostał półtora roku ograniczenia wolności i ma wykonywać dwadzieścia godzin miesięcznie nieodpłatnej pracy społecznej.

Dwudziestu godzin. Można mieć nadzieję, że będzie to dwadzieścia godzin miesięcznie, podczas których nie będzie nagrywał. Nie rozwiąże to problemu polskiego patostreamingu politycznego, ale od czegoś trzeba zacząć.

I tak kończymy środę: w Zondacrypto znajdują samochody, zegarki i gotówkę, w PKOl dokumenty, w Sejmie nowy klub, Morawiecki znalazł sobie nowego przewodniczącego, Nawrocki zgubił kilka punktów, w zakładach przemysłowych szukamy sabotażystów, a sąd znalazł dla „Jaszczura” pracę społeczną.

Nie jest źle. Państwo funkcjonuje. Tylko bardzo często w charakterze materiału do felietonu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights