SOBOTA, CZYLI OGRANICZMY WSZYSTKO OPRÓCZ ABSURDU

Warszawa

Sobota dobiega końca. Deszcz popadał, temperatura przypominała listopad na okresie próbnym, a polityka — jak zwykle — nie skorzystała z weekendu.

Donald Tusk dostał w tym tygodniu własne jing i jang.

Jing nazywa się Maciej Berek. Prawnik, legislator, prawa ręka premiera, człowiek poważny do tego stopnia, że zapewne nawet paragon z Biedronki czyta z przypisami. Berek został kandydatem KO do Trybunału Konstytucyjnego, odszedł z rządu i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Sejm zajmie się jego kandydaturą we wrześniu.

Jang nazywa się Barbara Mróz-Gorgoń.

Miała promować markę Polski, a wypromowała swoją dymisję. Po aferze z raportem „Polaków portret własny”, AI, błędami i 200 tysiącami złotych zrezygnowała z funkcji pełnomocniczki rządu.

**Jedną ręką premier wysyła więc fachowca do Trybunału, drugą żegna fachowca od wizerunku. **Równowaga wszechświata zachowana. Chińczycy mają taoizm, my mamy kadry.

Tymczasem Polacy oznajmili w sondażu, że chcieliby ograniczenia liczby kadencji premiera i posłów. Popiera to ponad dwie trzecie badanych. Gdyby pomysł zastosować konsekwentnie, z Sejmem musieliby się pożegnać między innymi Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Władysław Kosiniak-Kamysz i Krzysztof Bosak.

To jeden z najpiękniejszych wyników sondażowych ostatnich lat. Polacy najwyraźniej nie wiedzą już, kogo chcą wybrać, ale coraz lepiej wiedzą, kogo chcieliby wreszcie przestać wybierać.

Może to jest przyszłość demokracji. Nie karta wyborcza, tylko karta wymeldowania. „Dziękujemy za dotychczasową działalność. Proszę oddać legitymację, tablet i opuścić budynek bocznym wyjściem”.

Z gospodarki też wieje umiarkowany optymizm, czyli po polsku — jeszcze stoimy. Fitch utrzymał Polsce rating A- z perspektywą negatywną. To brzmi jak ocena ucznia, który jest zdolny, ale się nie przykłada. „Krzysztof ma duży potencjał, lecz dużo wydaje, zadłuża się i przed wyborami obiecuje kolegom pizzę”.

Na szczęście minister finansów zawsze może powiedzieć, że fundamenty są mocne. Fundamenty w Polsce są mocne od czasów Gierka. Problem zazwyczaj zaczyna się na wysokości pierwszego piętra.

Za oceanem jeszcze weselej. Donald Trump miał dostać dowód na około 250 tysięcy nielegalnych wyborców. Po sprawdzeniu danych miało się okazać, że liczba potwierdzonych przypadków wynosi… 185.

Ćwierć miliona zamieniło się w liczbę odpowiadającą obsadzie niedużego wesela. W normalnej matematyce byłby to kłopot. W polityce populistycznej nie ma problemu. Jeżeli fakty nie zgadzają się z tezą, należy przede wszystkim sprawdzić, czy fakty mają odpowiednie poglądy.

Amerykańska debata o wyborach coraz bardziej przypomina wędkarstwo. Ryba miała dwa metry, potem ktoś znalazł zdjęcie i wyszło siedemnaście centymetrów, ale przecież wszyscy wiedzą, jaka była wielka.

Na szczęście Australia poszła w przeciwnym kierunku. Po grudniowym zamachu na Bondi Beach Canberra dołącza do wielkiego programu odkupu broni; rząd Anthony’ego Albanese chce ograniczyć jej liczbę i zaostrza kontrolę.

To ciekawa różnica cywilizacyjna. W jednych krajach po masakrze pojawia się pomysł, żeby było mniej broni. W innych — żeby nauczyciel matematyki miał karabin. Człowiek rzeczywiście poznaje społeczeństwo po tym, jak rozwiązuje równania.

Europa również nie zasypia. Maroko ponownie przypomniało o swoich roszczeniach do Ceuty i Melilli, a Madryt odpowiedział mniej więcej: nie ma rozmowy. W czasach, kiedy granice znów zaczynają interesować polityków bardziej niż turystów, nawet wakacyjna mapa powoli nabiera charakteru dokumentu wojskowego.

NATO ćwiczy w rejonie obwodu królewieckiego, Rosja obserwuje, Polska patrzy na Rosję, Rosja patrzy na Polskę, a przeciętny obywatel patrzy na rachunek za prąd.

I właśnie dlatego handel rozumie nas najlepiej. Grupa Modivo wskrzesza ideę „Cena Czyni Cuda” pod nowym szyldem ShockPrice. Piękne. Cała polska gospodarka mogłaby się dziś nazywać ShockPrice.

Wchodzisz do sklepu. Patrzysz. **Shock. **Potem widzisz cenę. **Price. **Marketing doskonały.

Na kulturę na szczęście również starczyło soboty. Na Bemowie trwa finał tegorocznego Męskiego Grania — ostatni przystanek trasy, po raz pierwszy transmitowany także w telewizji.

I to jest chyba najlepsza wiadomość dnia. Przez cały tydzień słuchaliśmy polityków, którzy śpiewają cudze piosenki, fałszują i domagają się bisu. W sobotę wieczorem przynajmniej fałszowanie jest zawodowe.

Sędzia Beata Morawiec zapowiedziała natomiast, że z początkiem września przechodzi w stan spoczynku. Rozumiem. Po ostatnich latach polskiego wymiaru sprawiedliwości stan spoczynku brzmi nie jak status zawodowy, lecz jak nagroda państwowa.

Najlepiej jeszcze bez dostępu do internetu. Bo internet też dostał dziś swój rozdział: resort sprawiedliwości chce wprowadzić osobne przestępstwo dotyczące cyberprzemocy wobec dzieci. W pewnych sytuacjach nawet pojedynczy wpis mógłby wystarczyć do odpowiedzialności karnej.

I bardzo dobrze. Dorośli przez dwadzieścia lat zbudowali medium, w którym można anonimowo obrazić człowieka, zniszczyć mu reputację, pogrozić rodzinie i na koniec dopisać „pozdrawiam”. Teraz ze zdumieniem odkrywamy, że dzieci nauczyły się obsługi. Technologia zwyciężyła. Człowiek jak zwykle nie przeczytał instrukcji.

I tak kończy się sobota. Berek idzie do Trybunału. Mróz-Gorgoń poszła z rządu. Polacy chcą, żeby politycy w ogóle częściej gdzieś szli. Fitch patrzy na nas podejrzliwie. Trump znalazł 185 osób z ćwierć miliona. Australia skupuje broń. Maroko chce miasta. NATO ćwiczy. A handel odkrył, że cena czyni cuda.

Czyli nic szczególnego. Świat jak co dzień zajmuje się sprawami ostatecznymi, a człowiek zastanawia się, czy jutro będzie padać.

I może właśnie człowiek ma rację, bo imperia upadają, premierzy odchodzą, Trybunały się reformują, raporty trafiają do prokuratury, a niedzielne śniadanie i tak trzeba będzie zrobić samemu.

Na tym, proszę państwa, polega stabilność państwa.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights