
Był huk. Był wybuch. Zadrżały domy, zgasły światła, a gospodarz z Grudzi, który nic nie słyszał, i tak miał opinię. O północy w Osinach – miejscowości dotąd znanej głównie z tego, że nikt o niej nie słyszał – coś gruchnęło tak mocno, że nawet świnie w oborze zrobiły „wtf?” i odwróciły się na drugi bok. Eksplozja, brak leja, a w kukurydzy nadpalone plastiki i żużel. Słowem – polski klasyk: zagrożenie z nieba, o którym nikt nic nie wie, ale wszyscy się wypowiadają.
Wojsko mówi, że „nic nie zauważyło”. Radary śpią. Oficjalnie nie było żadnego naruszenia przestrzeni powietrznej. Nieoficjalnie – pewnie znowu Shahed. Albo duch radzieckiego MIG-a z lat 80. przyleciał z tęsknoty za czasami, gdy wszystko było prostsze, a państwo równie zagubione jak dziś.
W tym samym czasie, kilkaset kilometrów dalej, w Warszawie, premier Donald Tusk postanowił rzucić ministrom koło ratunkowe w kształcie kluczy do mieszkań. Tak, to się naprawdę dzieje. Rząd rozdaje mieszkania, żeby rząd mógł mieszkać w mieszkaniach, które już dawno rząd wybudował, ale nikt z rządu nie chciał tam mieszkać. Proste?
Osiedle na Sadybie – blokowisko dla VIP-ów, których nikt nie chce – pustoszeje jak skrzynka piwa po posiedzeniu komisji śledczej. Stawka za metr: 50 zł z groszami, czyli taniej niż przeciętny garaż w Piasecznie. Ale i tak nikt się nie garnął. Więc teraz – żeby te meblościanki za pięć milionów modernizacji nie kurzyły się bez sensu – ministrowie mają dostać klucze i już nie płacić czynszu. Tylko media. Czyli światło, woda i – miejmy nadzieję – trochę światła w głowach.
I tu warto przypomnieć, że Tusk przynajmniej próbuje rozwiązywać problemy. Inni je generują, a potem pozują na ofiary okoliczności. On natomiast uznał, że jak już się nie da rządzić państwem, to przynajmniej niech mają gdzie spać ci, co próbują. To nie rozdawnictwo, to ratownictwo – nieruchomościowe.
A skoro o ratowaniu mowa, wejdźmy na scenę z klasą. Proszę państwa, oto sędzia Mariusz Ulman. Nowy rzecznik dyscyplinarny sędziów, który… uwaga… mówi rzeczy sensowne. I co gorsza – robi je.

Nie będzie ścigał sędziów za poglądy. Nie zamierza wciągać się w polityczne przepychanki. Nie chodzi z łomem do KRS-u, choć kluczy do biura nikt mu nie dał. Ba – nie ma nawet dostępu do papierowych akt, bo ktoś schował szafy i udaje, że nie wie, gdzie są. Ulman – w przeciwieństwie do całego tego cyrku – zachowuje spokój, powagę i inteligencję. I dlatego wielu go nie znosi.
Niektórzy krzyczą: „dubler!”. On odpowiada: „Spokojnie, mam wykładnię.” Inni mówią: „Uzurpator!”. On: „Działam zgodnie z prawem. A jak się okaże, że nie, to rezygnuję.” To jest tak szokująco zdroworozsądkowe, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ten facet w ogóle jest z Polski.
Ulman chce, by ludzie znów nie wiedzieli, kto jest rzecznikiem dyscyplinarnym sędziów – bo to znaczyłoby, że nie trzeba o nim słyszeć. Czyli że działa jak powinien – w ciszy, skutecznie i z dala od fleszy. Chce rozliczać nadużycia, a nie poglądy. Budować zaufanie, a nie listy do odstrzału. I niech mu ktoś spróbuje przeszkodzić – dostanie elaborat z kodeksu karnego, bez cienia emocji.
Na tle tej prawniczej i politycznej stomii Ulman świeci jak latarnia morska wśród dymiących wraków dronów, balkonów i frakcyjnych pogorzelisk. I choć nie ma jeszcze szafy, to ma plan. A to więcej niż niejedna partia opozycyjna przez ostatnie 15 lat.
Podsumowując:
Mamy w Polsce rząd, który daje klucze.
Sędziów, którzy chcą sądzić, a nie biegać po mediach.
Rzecznika, który wie, co to zasady.
I PiS, który bije się z samym sobą jak pijany z lustrem.
Do tego drony, które spadają, ale „nikt ich nie widział”.
I wybuchy, które zaskakują tylko tych, którzy jeszcze wierzą w państwowe radary.
Czy Polska jeszcze stoi?
Stoi.
Ale jak stary kredens po remoncie – lekko się chwieje, trochę zgrzyta, ale przynajmniej trzyma fason.
Na razie.

Dodaj komentarz