
Polska ochrona zdrowia znowu została zreformowana.
Przynajmniej tak mogło się wydawać po środowej konferencji Ministerstwa Zdrowia. Były slajdy, liczby, zapewnienia o „jasnym sygnale”, zapowiedzi walki z patologiami i przekonanie, że tym razem państwo wreszcie bierze byka za rogi.
Szkoda tylko, że byk od dawna stoi w innym pomieszczeniu.
Ministerstwo zaproponowało ograniczenie najwyższych wynagrodzeń finansowanych z NFZ. Zapowiedziało limity kosztów płac w szpitalach, maksymalną stawkę 240 zł za godzinę dla pojedynczego pracownika medycznego, obowiązek pracy przynajmniej na pół etatu w jednym szpitalu, większą kontrolę kontraktów, koniec tzw. procederu walizkowego, jawność konkursów, centralną e-kolejkę, szybszą e-rejestrację i większe uprawnienia kontrolne NFZ.
Czy to są złe pomysły? Nie. Czy ograniczą część patologii? Pewnie tak. Czy zmienią polską ochronę zdrowia? Nie!
Bo to nie jest reforma. To jest administracyjne porządkowanie bałaganu.
Różnica jest zasadnicza. Jeżeli w mieszkaniu pęka rura, można codziennie wycierać wodę z podłogi. Można kupić lepszy mop, większe wiadro, zatrudnić dodatkową ekipę sprzątającą, a nawet ustalić maksymalną pensję dla hydraulika. Problem w tym, że podłoga nadal będzie mokra.
Od lat popełniamy ten sam błąd. Każdy minister znajduje najbardziej widowiskową patologię i ogłasza walkę właśnie z nią. Raz są to kolejki. Innym razem zadłużone szpitale. Potem kontrakty. Dzisiaj kominy płacowe.
Nigdy natomiast nie słyszymy najważniejszego pytania. Jak właściwie działa polski system ochrony zdrowia? Nie politycznie. Nie ustawowo. Procesowo.
Którędy płynie pacjent? Którędy płynie informacja? Gdzie powstają przestoje? Gdzie system traci pieniądze? Które procedury są zbędne? Dlaczego identyczni pacjenci w dwóch szpitalach przechodzą zupełnie różne ścieżki leczenia? Dlaczego jedne placówki działają sprawnie, a inne toną w chaosie?
Nie wiemy. I to jest największy skandal.
Każda duża firma, zanim zacznie reorganizację, najpierw mapuje procesy. Powstaje szczegółowy model działania organizacji. Dzisiaj robi się to przy pomocy narzędzi analitycznych, process miningu i sztucznej inteligencji. W kilka tygodni można odtworzyć rzeczywisty sposób funkcjonowania organizacji, znaleźć wąskie gardła, policzyć koszty i zaprojektować proces od nowa.
To już nie jest przyszłość. To jest codzienność.
Tymczasem państwo próbuje reformować największy i najbardziej skomplikowany system usług publicznych w Polsce, nie posiadając nawet jego kompletnej mapy. To trochę tak, jakby chirurg postanowił operować pacjenta, nie wykonując wcześniej tomografii. Najpierw tniemy. Potem zobaczymy.
Minister zapowiada limity wynagrodzeń. Dobrze, ale skąd wiadomo, że problemem jest wysokość wynagrodzeń, skoro nikt wcześniej nie policzył, ile naprawdę kosztuje cały proces leczenia konkretnego pacjenta?
Minister zapowiada e-kolejkę. Świetnie. Tylko czy cyfrowa kolejka skróci czas oczekiwania, jeśli sam proces leczenia pozostanie równie nieefektywny jak dziś?
Minister zapowiada większe kontrole. Doskonale. Tylko kontrolować można dopiero coś, co wcześniej zostało dobrze zaprojektowane.
Najbardziej uderzyło mnie jedno zdanie pani minister. Powiedziała, że „przez lata narastały niedoskonałości”.
Nie. Narastały nie niedoskonałości. Narastał brak odwagi, by zaprojektować system od początku. Prawdziwa reforma jest trudna. Wymaga opisania wszystkich procesów, zmierzenia ich, przebudowania i dopiero wtedy zmiany finansowania oraz organizacji.
To zajmuje lata. Łatwiej ogłosić limit 240 zł za godzinę. Łatwiej pokazać nową aplikację. Łatwiej zorganizować konferencję prasową. Znacznie trudniej przyznać, że po trzydziestu latach III RP państwo nadal nie wie, jak naprawdę działa własna ochrona zdrowia i dlatego obawiam się, że za kilka miesięcy znowu będziemy reformować ochronę zdrowia.
To działania punktowe, podczas gdy zabrakło odpowiedzi na pytanie: jak ma działać cały system? To jest różnica między naprawą wycieku a zaprojektowaniem od nowa instalacji wodnej.
Znowu znajdziemy nową patologię. Znowu pojawią się nowe limity, nowe kontrole i nowe przepisy. A pacjent nadal będzie stał w tej samej kolejce. Tym razem cyfrowej.

Dodaj komentarz