




Jeśli ktoś spodziewa się przełomu w relacjach polsko-niemieckich, to musi być albo niepoprawnym optymistą, albo niepoprawnie przyklejony do propagandowego ekranu TVP Historia. Bo Berlin i Warszawa mogą się spotykać, ściskać, deklarować i publikować zdjęcia z konsultacji międzyrządowych, ale to wszystko przypomina randkę dwojga rozwiedzionych, którzy przyszli tylko po zwrot bielizny i tostera.
POLITYKA NA KOLANACH, HISTORIA NA GRZBIECIE
Donald Tusk, premier, który chciałby, ale nie może, bo za każdym razem, gdy zbliża się do Berlina, w Polsce słyszy szczekanie Kaczyńskiego, wrzaski Konfederacji i apokaliptyczne krzyki Brauna o utraconych zbożach i nieistniejących masonach. Tusk wie, że każda fotka z kanclerzem RFN to amunicja dla polskiej prawicy, która zrobi z niej afisz do kampanii wyborczej: „Tusk, niemiecki piesek”. Smutne? Tak. Realne? Jeszcze jak.
Po drugiej stronie Friedrich Merz, który drży na myśl o tym, co zrobi AfD. Partia z problemami egzystencjalnymi (czy jeszcze jesteśmy konserwatywni, czy już faszyzujący?), ale z poparciem, które każe niemieckiej chadecji mówić nie tyle to, co myśli, ale to, co AfD już dawno wrzeszczy.
PRZESZŁOŚĆ JAK KAMIEŃ W BUCIE NATO
Trudno się dogadać, gdy jeden partner chodzi w lakierkach, a drugi z kamieniem w bucie wielkości reparacyjnych roszczeń. PiS zrobił z tematu II wojny świętą krowę z rozwolnieniem. Reparacje, pomniki, szantaże moralne i polityczne. A teraz, gdy rządzi koalicja, temat leży na stole jak niechciana sałatka z kolacji wigilijnej.
Tusk nie chce iść na zwarcie, bo w Polsce wciąż pokutuje mit Niemca jako wiecznego dłużnika. Problem w tym, że Niemcy nie są już zainteresowani byciem dłużnikami. Oni chcą resetu, a nie rachunku krzywd.
ZAMIAST BRATANIA – LOTNISKA I DRONY
Zamiast wspólnej strategii wobec Rosji, mamy niemieckie myśliwce, Patrioty w Jasionce i brygadę NATO nie w Polsce, tylko na Litwie. A zamiast wspólnego planowania obrony, Polska buduje „mur dronów”. Piękna metafora: zamiast mostów, mury.
Oczywiście współpraca gospodarcza kwitnie jak rzepak na polach Kujaw. Ale to nie Tusk, Merz czy Sikorski to robią. To robią Colian, Gubor, Trend i PKB. Gospodarka rwie do przodu, podczas gdy polityka siedzi w kącie i popłakuje.
PUTIN CZEKA NA DZIURY W MURZE
Najbardziej groteskowy w tym wszystkim jest fakt, że gdy Europa drży przed Putinem, NATO nie wie, czy Trump to jeszcze prezydent, czy już trailer do serialu „Zmierzch demokracji”, a Trump rysuje linie frontu na polu golfowym. Polska i Niemcy nie potrafią nawet uzgodnić, czy zamach na Nord Stream to sabotaż, czy samowolka. Tusk zgrywa twardziela: „Sprawa zamknięta”. Niemcy w szoku. No to brawo, pojednanie jak z reklamy proszku do prania.
NAWROCKI I ORBÁN, CZYLI CLOWNS WITHOUT BORDERS
A teraz teatrzyk objazdowy prezesa od IPN-u. Karol Nawrocki odwołał spotkanie z Orbánem, bo ten był u Putina. Zrobił to z taką miną, jakby to był gest międzynarodowej odwagi. A to była raczej desperacka próba umycia rąk, zanim znowu ktoś zapyta: dlaczego wasze polityczne odpady są na wygnaniu w Budapeszcie?
Ziobro i Romanowski, dwie ofiary własnych przekrętów, schowani pod skrzydłem Orbána jak króliki w czapkach. A PiS? Niby potępia, niby dystans, ale bez przekonania. Bo to wszystko jeszcze zbyt świeże, zbyt śliskie.
TRUMP, GOLF I POKÓJ NA MAPIE GOOGLE
A gdzie w tym wszystkim Ameryka? Trump negocjuje pokój w klubie golfowym. Cud, że nie zaproponował, aby linia frontu przebiegała wzdłuż toru wodnego. Spotkania przypominają zjazd zarządu korporacji farmaceutycznej, gdzie wszyscy są zmęczeni, ale muszą udawać, że im zależy.
Tymczasem Zełenski czeka na cud, Putin na kapitulację, a Steve Witkoff – wysłannik Trumpa – rozstawia figurki na mapie jakby grał w Monopoly, a nie negocjował przyszłość Ukrainy. Granica Donbasu ma być negocjowana z takim zaangażowaniem, jakby chodziło o podział rachunku w sushi barze. To nie jest dyplomacja – to reality show.
NETANJAHU PROSI O UŁASKAWIENIE, CZYLI WERSAL W WERSJI BLISKOWSCHODNIEJ
A propos politycznego kabaretu: Benjamin Netanjahu, premier Izraela, błaga o ułaskawienie. Podobno to dla dobra narodowego pojednania. No tak, nic tak nie jednoczy narodu jak premier, który zamiast walczyć z korupcją, walczy z własnym aktem oskarżenia. Trump już się za nim wstawił, oczywiście. Bo przecież nie ma większego znawcy prawa niż facet, który sam próbował ułaskawić samego siebie.
Netanjahu tłumaczy, że trzykrotne składanie zeznań w tygodniu to za dużo. Dla zwykłych ludzi – może. Ale dla polityka, który przez dekady ugniatał system jak plastelinę, to raczej minimum higieny demokratycznej.
ZAKŁADNICY POPULIZMU, CZYLI DLACZEGO PRZEŁOMU NIE BĘDZIE
Tusk i Merz to dwaj zakładnicy. Pierwszy boi się, że każda współpraca z Niemcami skończy się spotem PiS z niemieckim czołgiem i wizerunkiem dziadka z Wehrmachtu. Drugi boi się, że AfD go wygryzie szybciej, niż zdąży powiedzieć „kontrola na granicy”.
Dlatego relacje Polska–Niemcy będą nadal trzymane w lodówce. Może nie zamrożone, ale wciąż zbyt zimne, by coś urosło. Przełomu nie będzie, bo polityka u nas to nie projekt – to wieczny kryzys PR-owy.
I tylko gospodarka się kręci, jakby nie wiedziała, że wokół niej wszyscy grają w chocholi taniec z rekonstrukcji narodowej żałoby.
Bo Polska i Niemcy to już nie kochankowie, nawet nie przyjaciele. To byłe małżeństwo, które mieszka na tym samym osiedlu. Pozdrawiają się z dystansu, ale wciąż nie rozliczyli się z rachunków.

Dodaj komentarz