PONIEDZIAŁEK, W KTÓRYM JURATA STAŁA SIĘ STOLICĄ ŚWIATA

Warszawa

Są takie dni, kiedy człowiek budzi się rano, parzy kawę, wygląda przez okno i ma nadzieję, że świat będzie zachowywał się choć odrobinę racjonalnie. Potem otwiera gazetę i odkrywa, że najważniejszym miejscem na mapie Europy nie jest ani Bruksela, ani Waszyngton, ani nawet Kijów. Najważniejszym miejscem staje się Jurata. Tak. Jurata!

Ta sama Jurata, która przez lata kojarzyła się głównie z mewami, smażoną rybą, emerytowanymi dyrektorami przedsiębiorstw państwowych oraz ludźmi spacerującymi po molo z miną sugerującą, że właśnie rozwiązali problem inflacji. Tymczasem w poniedziałek nadmorska miejscowość awansowała do rangi geopolitycznej stolicy regionu, ponieważ właśnie tam obradowała Kapituła Orderu Orła Białego, zastanawiając się, co zrobić z odznaczeniem przyznanym niegdyś Wołodymyrowi Zełenskiemu.

Muszę przyznać, że jest w tym coś głęboko polskiego.

Na wschodzie trwa największa wojna w Europie od czasów II wojny światowej. Rosja nadal bombarduje ukraińskie miasta. Putin nadal marzy o odbudowie imperium. Kreml każdego dnia produkuje więcej propagandy niż przeciętna drukarnia produkuje ulotek wyborczych. A my debatujemy, czy odebrać order człowiekowi, którego kraj od ponad czterech lat zatrzymuje rosyjskie czołgi przed dalszą podróżą na Zachód.

Żeby było jasne. Sprawa nie jest błaha. Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii nazwy odwołującej się do UPA wywołała w Polsce autentyczne oburzenie. I trudno się temu dziwić. Wołyń nie jest przypisem w podręczniku historii. Wołyń jest raną, która w wielu rodzinach nigdy się nie zagoiła.

Polityka przypomina czasem prowadzenie samochodu podczas burzy. Jeżeli człowiek patrzy wyłącznie w lusterko wsteczne, wcześniej czy później wjedzie do rowu.

Tymczasem Kreml obserwuje ten spór z zachwytem dziecka, które właśnie znalazło pozostawione bez opieki pudełko fajerwerków. Analitycy zajmujący się rosyjską dezinformacją już wskazują, że Moskwa błyskawicznie podchwyciła konflikt i zaczęła go pompować niczym stary materac. Cel jest oczywisty. Nie chodzi o historię. Kreml nigdy nie przejmował się polską pamięcią historyczną. Kreml chce jedynie, żeby Polacy i Ukraińcy przestali patrzeć na Moskwę, a zaczęli patrzeć na siebie nawzajem.

I tutaj pojawia się pewien paradoks.

Karol Nawrocki, Marcin Przydacz, politycy PiS i część Konfederacji od kilku dni przekonują, że bronią polskiej pamięci historycznej. Być może robią to szczerze. Ale polityka ma to do siebie, że nie liczą się wyłącznie intencje. Liczą się również skutki. A skutkiem jest sytuacja, w której rosyjskie media mogą otwierać szampana i mówić: „No proszę, nawet nie musieliśmy nic robić”.

Tymczasem Donald Tusk apeluje o zachowanie rozsądku, zanim emocje zrujnują solidarność budowaną od początku wojny. I niezależnie od tego, co kto sądzi o premierze, trudno odmówić temu argumentowi logiki. Bo historia jest ważna. Bardzo ważna. Ale rosyjskie rakiety są niestety równie ważne, a może nawet bardziej.

Kiedy Polska kłóciła się o order, Armenia postanowiła zrobić Putinowi wyjątkowo niemiłą niespodziankę. Premier Nikol Paszynian wygrał wybory parlamentarne i wszystko wskazuje na to, że Erywań będzie nadal oddalał się od Moskwy. Dla Kremla to wiadomość mniej więcej tak przyjemna, jak dla dentysty informacja, że pacjent przyniósł własne szczypce. Po raz pierwszy od rozpadu Związku Radzieckiego Rosja obserwuje, jak kolejny kraj dawnej strefy wpływów zaczyna coraz śmielej szukać własnej drogi.

Putin ma ostatnio zresztą wyjątkowo kiepski sezon. W Armenii nie idzie. W Ukrainie nie idzie tak, jak miało iść. W Europie Środkowej też nie idzie. Gdyby rosyjski prezydent był trenerem piłkarskim, już dawno zwolniono by go za brak wyników.

Na Bliskim Wschodzie również nie było spokojnie. Iran ogłosił zakończenie ataków na Izrael, jednocześnie grożąc kolejnymi. To trochę tak, jakby sąsiad oznajmił, że kończy rzucać cegłami przez płot, ale zachowuje pełne prawo do rzucania nimi w przyszłości. Trudno nazwać to trwałym pokojem. Bardziej przypomina to przerwę reklamową pomiędzy kolejnymi odcinkami serialu.

A gdzieś pośród tych wszystkich kryzysów, sporów, orderów, rakiet i geopolitycznych dramatów pojawiła się Maja Chwalińska. Wróciła do kraju po fantastycznym Roland Garros i przyznała, że zainteresowanie kibiców jest dla niej szokiem. To był jeden z tych rzadkich momentów, kiedy człowiek przypomina sobie, że świat nie składa się wyłącznie z polityków, którzy codziennie próbują wzajemnie podpalić sobie nogawki. Są jeszcze sportowcy, którzy po prostu robią swoje. Są ludzie, którzy osiągają sukces dzięki talentowi, pracy i uporowi, a nie dzięki konferencji prasowej.

W tym samym czasie Bruksela zapowiada działania mające obniżyć ceny energii, autostrada A4 szykuje się do pożegnania z bramkami, ZUS informuje o przedsiębiorcy, który dopłacił niemal trzy miliony złotych składki zdrowotnej, a Elon Musk coraz śmielej zmierza w stronę majątku większego niż roczny budżet niejednego państwa. Świat przypomina wielki lunapark, w którym jeden wagonik jedzie w stronę przyszłości, drugi w stronę przeszłości, trzeci kręci się w kółko, a obsługa zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą.

Patrząc na ten poniedziałek, trudno oprzeć się wrażeniu, że żyjemy w epoce nieustannego rozdarcia między pamięcią a przyszłością. Historia nie chce odejść. Wciąż wraca. Wciąż domaga się uwagi. Wciąż wystawia rachunki za dawne zbrodnie i dawne błędy. Jednocześnie świat pędzi naprzód z prędkością rozpędzonego pendolino. Sztuczna inteligencja pisze teksty. Rakiety lecą na Marsa. Państwa zmieniają sojusze. Wojny wybuchają i gasną.

A Polska, jak to Polska, siedzi gdzieś pośrodku tego wszystkiego i próbuje jednocześnie rozmawiać o Wołyniu, bezpieczeństwie Europy, cenach prądu, autostradach, Rosji, Ukrainie i składce zdrowotnej.

I może właśnie dlatego ten poniedziałek był tak bardzo polski.

Bo tylko u nas geopolityka, historia, tenis, emeryci z Juraty, Kreml, aksolotl z Meksyku i rachunek za prąd potrafią wystąpić tego samego dnia w jednym przedstawieniu.

A kurtyna nawet nie drgnie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights