PONIEDZIAŁEK. RACHUNEK PROSZĘ, CZYLI KTO ZA TO WSZYSTKO PŁACI

Warszawa

Poniedziałek miał wyraźny motyw przewodni: rachunek. Najpierw jednak rachunek, którego nie da się zapłacić.

Po katastrofie polskiego autokaru na Węgrzech trwa śledztwo. Zginęło dwanaście osób, dziesiątki zostały ranne. Polski prokurator pojechał na miejsce, zabezpieczana jest dokumentacja, planowane są ponowne oględziny autokaru. Wieczorem część rannych ma wrócić do Polski. To już kolejna tragiczna katastrofa na trasach pielgrzymkowych do Medjugorje i właściwie tutaj wszelkie felietonowe wygibasy powinny na chwilę zamilknąć.

Do tego w poniedziałek przyszła wiadomość o śmierci Jana Frycza. Zmarł 15 sierpnia, miał 72 lata. Jeszcze w poprzednim tygodniu zaczynał próby do nowego spektaklu. Był aktorem tego rzadkiego gatunku, który nie musiał podnosić głosu, żeby człowiek patrzył właśnie na niego.

I może dlatego jego odejście tak źle pasuje do epoki, w której wszyscy podnoszą głos, ponieważ poza głosem niewiele już mają do podniesienia.

A skoro już jesteśmy przy tym, co zostaje po człowieku, przejdźmy do pieniędzy.

Od dziś benzyna jest tańsza. Państwo obniżyło VAT z 23 do 8 procent i wyznaczyło maksymalne ceny: Pb95 po 6,41 zł, Pb98 po 7,20 zł, diesel po 7,37 zł. Program obowiązuje do końca sierpnia.

Polak podjeżdża więc do dystrybutora i po raz pierwszy od dawna może zatankować z uczuciem, że został ograbiony odrobinę mniej. Rząd mówi: proszę, litr tańszy prawie o złotówkę. Budżet odpowiada: nie ma sprawy, zapłacę. Obywatel pyta: a skąd budżet ma pieniądze? I w tym momencie zapada ta charakterystyczna dla finansów publicznych cisza, w której z oddali słychać szelest naszego PIT-u.

Tanie paliwo jest przyjemne. Sam jestem za tym, żeby rzeczy kosztowały mniej. Gotów jestem poprzeć nawet program „Kawior po 4,99”, jeśli ktoś go sfinansuje. Problem zaczyna się dopiero przy ustalaniu owego tajemniczego „ktosia”.

I właśnie jutro, 18 sierpnia, według Instytutu Misesa przypada Dzień Wolności Sektora Prywatnego. W ich wyliczeniu przez pierwsze 229 dni roku sektor prywatny pracuje na pokrycie wydatków publicznych, a dopiero przez pozostałe 136 dni — na siebie.

Czyli dziś jest ostatni dzień niewoli. Proszę nie wychodzić z domu gwałtownie. Jutro około śniadania nastąpi wyzwolenie.

Człowiek przedsiębiorczy, który od stycznia finansował państwo, armię, szpitale, szkoły, emerytury, dopłaty, paliwo, ministerstwa, agencje, pełnomocników, zastępców pełnomocników oraz człowieka zajmującego się promocją działalności zastępcy pełnomocnika, od wtorku może już śmiało pracować na siebie. Do sylwestra. Potem znowu Ojczyzna.

Najzabawniejsze jest to, że gdy paliwo właśnie tanieje, autostrada drożeje. Od 11 września przejazd 150 kilometrami koncesyjnej A2 między Nowym Tomyślem a Koninem będzie kosztował samochód osobowy 123 zł.

Polska infrastruktura osiągnęła więc subtelny model równowagi ekonomicznej. Państwo daje człowiekowi złotówkę na litrze, a autostrada czeka kawałek dalej z wiaderkiem. Można powiedzieć, że pieniądz pozostaje w ruchu. Podobnie jak kierowca, choć ten ostatni coraz częściej może uznać, że do Poznania opłaca się lecieć przez Frankfurt.

Tak zresztą wygląda poniedziałkowa ekonomia w ogóle. Paczka została wysłana, zapłacona i dostarczona, ale według zarzutów UOKiK rachunek potrafił rosnąć już po wszystkim. Urząd wszczął postępowanie wobec serwisu Furgonetka, kwestionując dziewięć postanowień regulaminu dotyczących m.in. jednostronnego naliczania dodatkowych opłat.

To jest model biznesowy prawie metafizyczny. Paczki już nie ma. Usługa zakończona. Kuriera nie widać. Ale opłata żyje. Gdyby polska demografia posiadała taką zdolność przetrwania, mielibyśmy dziś sześćdziesiąt milionów obywateli.

W Zakopanem również rozwiązano problem przestrzenny metodą niebanalną. Na działce miały powstać „poidła dla koni”, natomiast powstało pięć domków na wynajem. Sąd prawomocnie nakazał przywrócenie terenu do poprzedniego stanu.

Uwielbiam tę historię. Zakopane jest jedynym miejscem w Europie, gdzie koń może podejść do wodopoju i odkryć, że w międzyczasie wodopój dostał antresolę, jacuzzi oraz cenę 980 zł za dobę. Ktoś chciał napoić konia. Trochę się zagalopował.

Ale najpiękniejszy rachunek poniedziałku wystawił fiskus.

Mężczyzna, który legalnie poślubił w Niemczech innego mężczyznę, odziedziczył po nim majątek i zapytał polską skarbówkę, czy jako małżonek może skorzystać ze zwolnienia podatkowego. Fiskus odpowiedział: nie. Dla celów tej ulgi małżeństwo wciąż rozumie jako związek kobiety i mężczyzny.

To jest niezwykły dowód na elastyczność państwa polskiego. Jeżeli trzeba pobrać podatek, potrafimy wykazać ogromne przywiązanie do tradycji.

Miłość może być europejska. Ślub niemiecki. Testament prawidłowy. Spadek rzeczywisty. Ale podatek jest polski i żadnych zboczeń nie uznaje. Sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, bo pod koniec sierpnia mają wejść rozwiązania ułatwiające rejestrację zagranicznych małżeństw jednopłciowych w polskich rejestrach. Co wtedy zrobi fiskus, dopiero zobaczymy.

Podejrzewam, że znajdzie rozwiązanie. Fiskus zawsze znajduje rozwiązanie. To jedyna służba w państwie, która nawet w ciemnym lesie bez GPS-u bezbłędnie odnajdzie obywatela posiadającego 17 złotych niedopłaty.

Na świecie rachunki wystawia natomiast Donald Trump. Prezydent USA polecił ograniczyć wspólne manewry wojskowe z Koreą Południową, argumentując między innymi ich wysokimi kosztami oraz swoimi „bardzo dobrymi relacjami” z Kim Dzong Unem. Ćwiczenia Ulchi Freedom Shield rozpoczęły się jednak zgodnie z planem; bierze w nich udział około 18 tysięcy żołnierzy Korei Południowej.

Trump wprowadza tym samym do systemu sojuszy wojskowych zupełnie nową zasadę: po co ćwiczyć przeciwko dyktatorowi, skoro dyktator jest dla mnie miły?

Trudno odmówić tej koncepcji uroku. Można by ją rozwinąć. Zlikwidować policję, jeśli włamywacz okaże nam szacunek. Rozbroić alarm, jeśli złodziej napisze sympatyczną kartkę. Odwołać NATO, gdy Putin zacznie mówić Trumpowi per „Donald”.

Jest tylko jeden drobny problem. Korea Północna nadal rozwija potencjał wojskowy i nuklearny, współpracuje z Rosją, a eksperci ostrzegają, że ograniczenie ćwiczeń może osłabiać odstraszanie. Ale Donald lubi Kima.

W geopolityce XXI wieku osobista sympatia prezydenta Stanów Zjednoczonych zaczyna pełnić funkcję podobną do gwarancji bankowej. Tylko oprocentowanie poznajemy później.

A Rosja tymczasem buduje nowe bazy wyrzutni dronów dalekiego zasięgu. Według analiz opisywanych przez brytyjskie media część nowych instalacji zwiększa możliwości ataków także w kierunku państw NATO, a w potencjalnym zasięgu znajduje się również Warszawa.

Czyli mamy piękny poniedziałkowy bilans. Benzyna tańsza. Autostrada droższa. Paczka dostarczona, ale rachunek może przyjść później. Koń dostał domek zamiast poidła. Małżonek dostał spadek, ale według fiskusa chwilowo przestał być małżonkiem. Trump oszczędza na ćwiczeniach wojskowych, bo lubi człowieka posiadającego broń atomową. Rosja buduje wyrzutnie. A jutro sektor prywatny oficjalnie zacznie wreszcie pracować na siebie.

Wszystko się więc zgadza. Każdy za coś płaci. Kierowca za autostradę. Podatnik za tańsze paliwo. Spadkobierca za polską definicję małżeństwa. Korea Południowa być może za dobre samopoczucie Trumpa.

A my wszyscy od kilku dni płacimy jeszcze inną cenę — za przypomnienie, że poza tym całym cyrkiem z podatkami, taryfami, manewrami, rachunkami i geopolitycznymi pawimi ogonami istnieją rzeczy, których naprawdę nie można przeliczyć.

Dwanaście osób nie wróciło z pielgrzymki. Jan Frycz nie wróci już na scenę.

Reszta rachunków, w porównaniu z tymi dwoma, nagle robi się dość drobna. Choć oczywiście państwo już jutro znowu przypomni nam, że drobne też trzeba oddać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights