PONIEDZIAŁEK, CZYLI ŚWIAT NA TELEFON

Warszawa

Dawniej istniały instytucje. Miały regulaminy, procedury, komisje, statuty, a nawet coś tak staromodnego jak autorytet. Człowiek mógł się z nimi nie zgadzać, mógł je przeklinać, ale przynajmniej miał świadomość, że po drugiej stronie siedzi urząd, a nie administrator grupy na Facebooku.

Dzisiaj instytucje coraz częściej przypominają infolinię. Wystarczy zadzwonić. Najlepiej z Białego Domu.

Poniedziałek rozpoczął się od wiadomości, która jeszcze kilka lat temu trafiłaby do rubryki z dowcipami. Folarin Balogun, napastnik reprezentacji Stanów Zjednoczonych, miał pauzować za czerwoną kartkę. Kara była obowiązkowa. Regulamin był jednoznaczny. Tyle teoria. W praktyce wystarczył telefon Donalda Trumpa do Gianniego Infantino i zawieszenie zniknęło szybciej niż piłka po strzale Kyliana Mbappé. UEFA protestuje, europejscy działacze mówią o przekroczeniu czerwonej linii, a świat odkrywa, że VAR nie jest już ostatnią instancją. Ostatnią instancją jest numer telefonu prezydenta Stanów Zjednoczonych.

To zresztą piękna metafora naszych czasów. Regulaminy obowiązują wszystkich, dopóki nie zadzwoni ktoś ważniejszy od regulaminu.

Polska nie zamierzała pozostawać w tyle. U nas wprawdzie nikt nie telefonował do FIFA, ale za to wszyscy dzwonili na konferencje prasowe. Jeszcze dobrze nie ucichła awantura o przekazanie Ukrainie pocisków PAC-3 do systemu Patriot, a już minister obrony zapowiedział odtajnienie wszystkich donacji wojskowych dla Ukrainy z lat 2022–2026. Przy okazji ujawnił, że największa część pomocy – około piętnastu miliardów złotych – została przekazana jeszcze za poprzedniego rządu.

I wtedy zrobiło się naprawdę ciekawie.

Nagle okazało się, że polska polityka cierpi na niezwykle rzadką chorobę neurologiczną. Pamięta tylko to, co wydarzyło się w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin.

Jeszcze niedawno przekazywanie Ukrainie czołgów, Krabów, Rosomaków czy setek tysięcy sztuk amunicji było powodem do narodowej dumy. Polska przedstawiała się jako lider Zachodu i miała ku temu pełne prawo. Dziś wystarczyło jedno doniesienie o pociskach Patriot, aby część tej samej klasy politycznej zaczęła zachowywać się tak, jakby ktoś właśnie sprzedał Kremlowi klucze do magazynów Wojska Polskiego.

Nie zmieniła się wojna. Nie zmienił się Putin. Nie zmieniła się geografia. Zmieniły się tylko sondaże.

Jeszcze bardziej imponująca okazała się dyskusja o tajemnicy państwowej. Najpierw przez dwa dni domagano się ujawnienia informacji o przekazaniu Patriotów. Kiedy minister zapowiedział ujawnienie pełnej historii polskiej pomocy wojskowej, natychmiast usłyszeliśmy, że takich informacji publikować nie wolno, ponieważ rosyjski wywiad tylko na to czeka.

To logika godna mistrzów dialektyki. Tajemnica państwowa obowiązuje od drugiego przecieku.

Rosyjscy analitycy muszą mieć z Polską mnóstwo zabawy. Nie dlatego, że dowiadują się od nas tajemnic. Dlatego, że obserwują kraj, który potrafi tygodniami prowadzić publiczną debatę o własnym bezpieczeństwie z takim zapałem, jakby transmitował rodzinne kłótnie przez megafon.

A przecież w tym samym czasie Ukraina robiła to, co robi od ponad czterech lat. Nie prowadziła konferencji prasowych. Prowadziła wojnę. Jej drony uderzały w rosyjskie porty nad Bałtykiem i kolejne cele wojskowe daleko od linii frontu. Na południu Francji strażacy walczyli z pożarami, w Teheranie setki tysięcy ludzi maszerowały w antyamerykańskich demonstracjach, Europa zastanawiała się, jak produkować więcej amunicji, a NATO szykowało się do szczytu.

Świat zajmował się rzeczywistością. My zajmowaliśmy się narracją.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że współczesna polityka przestała być sztuką rządzenia, a stała się sztuką natychmiastowego komentowania wszystkiego. Polityk XXI wieku nie musi już rozwiązywać problemów. Wystarczy, że pierwszy zdąży przed kamerą. Rządzi nie ten, kto podejmuje najlepsze decyzje, ale ten, kto szybciej opublikuje oburzenie.

Dlatego instytucje słabną. Nie dlatego, że brakuje im pieniędzy. Dlatego, że przestaliśmy wierzyć, iż są od podejmowania decyzji. Dzisiaj każda decyzja jest tylko szkicem do kolejnej konferencji prasowej, kolejnego wpisu w mediach społecznościowych albo kolejnego telefonu od człowieka, który uważa się za ważniejszego od regulaminu.

Świat na telefon.

Świat, w którym FIFA czeka na telefon z Białego Domu, politycy czekają na najnowszy sondaż, media czekają na następny przeciek, a wyborcy czekają już chyba tylko na cud.

I być może właśnie dlatego cud stał się jedyną instytucją, której autorytet jeszcze nie został odwołany.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights