POLSKA W STANIE WRZENIA. CZYLI WTOREK, W KTÓRYM WSZYSCY COŚ GASILI

Warszawa

Wtorek okazał się dniem, w którym Polska przypominała blok z wielkiej płyty. W jednym mieszkaniu wybiło korki, w drugim zalało łazienkę, w trzecim sąsiedzi właśnie zaczęli remont, a administracja uspokaja lokatorów, że sytuacja jest pod kontrolą. W telewizji mówią, że wszystko działa. Na klatce schodowej pachnie jednak spalonym plastikiem.

Najpierw bezpieczeństwo. Szef Agencji Wywiadu ostrzegł, że państwa bałtyckie mogą stać się celem rosyjskiej operacji z udziałem słynnych już „zielonych ludzików”. To nie jest już egzotyczna fantazja rodem z 2014 roku. Rosja od miesięcy prowadzi działania hybrydowe: sabotaż infrastruktury, cyberataki, prowokacje na Morzu Bałtyckim, kampanie dezinformacyjne i testowanie odporności Zachodu. Wojna przestała być wyłącznie czołgami. Dziś równie skuteczną bronią jest uszkodzony kabel energetyczny, fałszywa wiadomość w mediach społecznościowych albo grupa „lokalnych aktywistów”, którzy dziwnym trafem wszyscy mówią po rosyjsku z petersburskim akcentem.

W tym samym czasie Ukraina nie ogranicza się już do biernej obrony. Coraz śmielej uderza w rosyjskie zaplecze logistyczne i przemysłowe. We wtorek pojawiły się informacje o kolejnym ataku na rosyjskie centrum łączności kosmicznej. Jeszcze kilka lat temu takie obiekty wydawały się nietykalne. Dzisiaj nawet one znajdują się w zasięgu ukraińskich dronów. Wojna XXI wieku wygląda osobliwie: za kilka milionów dolarów można zniszczyć instalację wartą setki milionów. Ekonomia konfliktu zmieniła się szybciej niż wojskowe podręczniki.

Na drugim końcu Europy liderka niemieckiej AfD domaga się powrotu do rosyjskiej ropy, tłumacząc to potrzebą taniej energii. Polityczna pamięć okazuje się krótsza od gwarancji na chiński czajnik. Jeszcze nie ucichły eksplozje w Ukrainie, a już pojawiają się głosy, że może jednak z Putinem da się robić interesy. Historia najwyraźniej nie tyle uczy, ile regularnie organizuje poprawki.

W Polsce również trwa nieustanny konkurs na najbardziej osobliwy kryzys dnia. Warszawski Szpital Południowy znów dostarczył materiału satyrykom. Tym razem okazało się, że w prosektorium miał funkcjonować prywatny biznes. Człowiek naiwnie sądził, że szpital jest od leczenia, a prosektorium od smutnego końca ludzkiej historii. Tymczasem okazuje się, że przedsiębiorczość nie zna granic. Nawet tych biologicznych.

Ministerstwo Zdrowia znowu tłumaczy, samorząd zapowiada kontrole, dyrekcja wyjaśnia okoliczności. Polska administracja przypomina człowieka, który przez lata ignorował zapach gazu, a kiedy wreszcie nastąpił wybuch, powołuje komisję do spraw szczelności rur.

Na rynku nieruchomości także bez zmian, czyli coraz bardziej absurdalnie. Padł kolejny rekord średniej kwoty kredytu mieszkaniowego. Mieszkania drożeją szybciej niż cierpliwość młodych ludzi, którzy zaczynają rozumieć, że własne cztery ściany nie są już planem życiowym, lecz konkurencją olimpijską. Banki zacierają ręce, deweloperzy mówią o stabilnym popycie, a trzydziestolatek z dobrą pensją odkrywa, że na kawalerkę musi pracować mniej więcej tyle, ile budowano gotyckie katedry.

W polityce zagranicznej temperatura również nie spada. Wołodymyr Zełenski i polskie władze nadal poruszają się po polu minowym pamięci historycznej. Mateusz Morawiecki postanowił przekazać swój ukraiński order do muzeum poświęconego ofiarom rzezi wołyńskiej, nadając gestowi wymiar politycznego manifestu. Problem polega na tym, że historia coraz częściej staje się narzędziem bieżącej walki politycznej, a coraz rzadziej próbą zrozumienia przeszłości. Pamięć bywa potrzebna, ale kiedy każdy zaczyna nią wymachiwać niczym szablą, łatwo zapomnieć, po co właściwie istnieje.

Nieco na uboczu tych wszystkich wydarzeń znalazła się wiadomość o byłym prezydencie Andrzeju Dudzie, który najwyraźniej odkrył w sobie talent do biznesowego networkingu. Jeszcze niedawno podpisywał ustawy i odbierał honory wojskowe, dziś ma pomagać otwierać drzwi przedsiębiorcom zainteresowanym zbrojeniówką czy energetyką. To dość niezwykła kariera. Nie każdy polityk po zakończeniu kadencji zostaje lobbystą, choć wielu najwyraźniej od dawna ćwiczyło tę rolę.

Jeszcze mniej emocji wywołało umorzenie śledztwa w sprawie dwóch wież. Historia, która przez lata miała być symbolem wielkiego rozliczenia poprzedniej władzy, zakończyła się urzędowym komunikatem i zapowiedzią kolejnego zażalenia. W Polsce nawet finały mają charakter odcinkowy. Każde zakończenie jest jednocześnie zapowiedzią następnego sezonu.

Na szczęście są jeszcze wydarzenia, które nie wymagają politycznych komentarzy. Iga Świątek wygrała pierwszy mecz na Wimbledonie, a po spotkaniu nie ukrywała wzruszenia. To rzadki moment, gdy sukces nie zależy od sondaży, komisji śledczych ani konferencji prasowych. Kort ma tę przewagę nad parlamentem, że tam wynik naprawdę ustala się na końcu meczu.

Wtorek zostawił po sobie znajome wrażenie. Polska znów żyje jednocześnie kilkunastoma kryzysami. Jedni gaszą pożary polityczne, inni wojenne, jeszcze inni finansowe albo wizerunkowe. Najbardziej zadziwia jednak coś zupełnie innego. Do tego permanentnego stanu wyjątkowego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Dawniej nadzwyczajne wydarzenia przerywały codzienność. Dzisiaj to codzienność przerywa nadzwyczajne wydarzenia. I chyba właśnie to jest najbardziej niepokojącą wiadomością tego wtorku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights