PAŃSTWO NAPRAWIONE W 18 MINUT. PERPLEXITY POTWIERDZA

Warszawa

Pan Sławek napisał w „Studio Opinii” tekst pod tytułem „Po Magdalence – państwo dla wiedzy i innowacji”. (https://studioopinii.pl/archiwa/250935). Osiemnaście minut czytania. To dobra wiadomość. Przez trzydzieści siedem lat III RP nie potrafiliśmy zbudować państwa idealnego, a tu okazuje się, że wystarczy kwadrans z niewielkim okładem. Człowiek zdąży przeczytać między obiadem a kawą i już wie, co zrobić z prezydentem, Senatem, ordynacją wyborczą, Trybunałem Konstytucyjnym, edukacją, innowacyjnością, samorządem, sztuczną inteligencją i polską gospodarką.

Po moim usunięciu z łam „Studio Opinii” obserwuję więc z zainteresowaniem, jak wolna przestrzeń intelektualna nie znosi próżni. Wszedł w nią Pan Sławek. I od razu zabrał się nie za drobiazgi. Nie jakiś tam budżet, kolejki do lekarza czy ceny mieszkań. Państwo. Całe.

Tytuł zaczyna się od Magdalenki, co zapowiada przynajmniej solidny proces historyczny. Niestety już po chwili autor przyznaje, że właściwie Magdalenki ani Okrągłego Stołu nie obciąża odpowiedzialnością za późniejsze słabości państwa. Magdalenka występuje więc przede wszystkim w tytule. Widocznie dobrze wygląda. To trochę tak, jakby napisać „Po katastrofie Titanica – reforma szkolnictwa zawodowego”, a w trzecim akapicie wyjaśnić, że Titanic właściwie nie ma tu nic do rzeczy.

Potem robi się bardzo poważnie. Polska po wejściu do NATO i Unii Europejskiej straciła wielki strategiczny cel. Należy zatem wyznaczyć trzeci: gospodarkę opartą na wiedzy, produktywności i innowacyjności.

Trudno protestować. Ja też jestem za wiedzą. Za produktywnością również. Innowacje bardzo lubię. Jestem także za zdrowiem, pokojem, wysokimi pensjami, dobrymi szkołami, szybkimi sądami i tym, żeby pociągi przyjeżdżały zgodnie z rozkładem.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy lista rzeczy pożądanych zaczyna udawać strategię.

Pan Sławek informuje więc, że trzeba dobrze uczyć, rozwijać STEM, poprawiać produktywność, wzmacniać naukę, wspierać przedsiębiorczość, zapewnić stabilne prawo, dobre sądy, sprawną administrację, silny samorząd oraz rozwój technologii.

Genialne.

Jeszcze tylko ktoś powinien dopisać, że lekarze powinni skutecznie leczyć, policja łapać przestępców, a mosty najlepiej budować tak, żeby się nie waliły.

Ale prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero później. Bo z informacji, że Polska jest w europejskiej grupie słabszych innowatorów, autor dochodzi niespodziewanie do wniosku, że prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe.

Tu już usiadłem wygodniej.

Jak wiadomo, główną przeszkodą w transferze technologii między polską uczelnią a przedsiębiorstwem jest powszechny wybór prezydenta.

Mamy zbyt mało patentów? Zmieńmy prezydenturę. Polskie firmy za mało wydają na badania? Reformujemy Senat. Uczelnie słabo współpracują z przemysłem? Wprowadzamy ordynację mieszaną. Brakuje venture capital? Osiemnastu sędziów konstytucyjnych. Nie piętnastu. Nie dwudziestu. Osiemnastu. I koniecznie na piętnaście lat.

Dlaczego osiemnastu i dlaczego piętnaście? Zapewne dlatego, że siedemnastu przez czternaście lat wyglądałoby mało innowacyjnie.

Dostajemy więc kompletny katalog: prezydent wybierany przez Sejm i Senat, Senat przerobiony na izbę samorządową i jakości prawa, połowa posłów z okręgów jednomandatowych, połowa z list, system MMP, nowy Sąd Konstytucyjny i — to mój ulubiony fragment — Urząd Ochrony Konstytucji.

Autor natychmiast uspokaja, że Urząd Ochrony Konstytucji nie będzie tajną policją. Bardzo dobrze.

Jeżeli po zaproponowaniu nowego urzędu państwowego pierwszą rzeczą, którą trzeba powiedzieć czytelnikowi, jest „spokojnie, to nie będzie tajna policja”, projekt niewątpliwie znajduje się już w zaawansowanej fazie konsultacji społecznych.

A wszystko to ma prowadzić do innowacyjnej Polski. Nie bardzo wiadomo jak, ale prowadzi.

Pan Sławek ma na szczęście również dowody naukowe. OECD, Komisję Europejską, Radę Europy, International IDEA. Poważne instytucje, poważne raporty, procenty, przypisy. To robi wrażenie.

Szkopuł polega tylko na tym, że źródło potwierdzające problem nie potwierdza automatycznie recepty autora.

Jeżeli OECD pisze, że Polacy mają problemy z kompetencjami, nie wynika z tego, że prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe. Podobnie z faktu, że Polska ma słabą pozycję w europejskim rankingu innowacyjności, nie wynika konieczność powołania Urzędu Ochrony Konstytucji.

Można równie dobrze wykazać, że polskie dzieci mają za mało ruchu, po czym zaproponować likwidację Senatu. Dane o dzieciach nadal będą prawdziwe. Senat nadal będzie istniał. Związek pozostanie wyłącznie własnością autora.

Do całego przedsięwzięcia zatrudniono również Perplexity AI, które wykonało cztery rysunki. To jest już właściwie puenta gotowa przez naturę.

Tekst o tym, jak Polska ma przestać być odbiorcą cudzej technologii i stać się państwem własnej wiedzy, zilustrowano diagramami wykonanymi przez amerykańską sztuczną inteligencję.

Nie mam nic przeciwko AI. Przeciwnie. Sam jej używam. Ale diagram pokazujący, że edukacja prowadzi do nauki, nauka do gospodarki, a gospodarka do innowacji, jest mniej więcej takim osiągnięciem intelektualnym jak rysunek pokazujący, że kiedy pada deszcz, człowiek robi się mokry. Za to wygląda profesjonalnie. Są prostokąty. Są strzałki. Państwo jest już prawie naprawione.

Najbardziej wzruszający jest jednak finał. Po szczegółowym urządzeniu Polski od przedszkola po Trybunał Konstytucyjny autor uczciwie zaznacza, że tekst nie jest pełnym projektem konstytucji ani strategią sektorową i że każdy z tych tematów wymaga opracowania przez specjalistów.

Czyli doszliśmy do końca wielkiej reformy państwa i dowiedzieliśmy się, że teraz trzeba by ją jeszcze opracować.

I wtedy pojawia się komentarz Zbigniewa Szczypińskiego: „Ważny głos w temacie reformy państwa. Ważny ale bez wielkich szans na realizację (…) Studioopinii to miejsce na takie teksty. tyle i tylko tyle możemy zrobić.”

Nie wiem, czy pan Zbigniew zdawał sobie sprawę, jak doskonałą napisał recenzję.

„Tyle i tylko tyle możemy zrobić”. To powinno wisieć nad winietą.

Naprawiamy państwo. Reformujemy konstytucję. Zmieniamy ordynację. Tworzymy Urząd Ochrony Konstytucji. Budujemy gospodarkę wiedzy. Perplexity robi diagram. A potem naciskamy „publikuj”. Tyle i tylko tyle możemy zrobić.

I właściwie dobrze. Gdyby Pan Sławek dostał jeszcze dostęp do Dziennika Ustaw, dopiero mielibyśmy problem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights